Jaśnie oświecony przyrodnik

Aleksander książę Sapieha urodził się w 1773 r. w Strasburgu z matki Teofili z Jabłonowskich i ojca Józefa. Wykształcenie otrzymał gruntowne, chociaż w głównej mierze domowe. Dość wcześnie przejawiał zainteresowania przyrodnicze, których początków  szukać należy w czasach, gdy u ciotki, Anny z Sapiehów Jabłonowskiej, „pani na Siemiatyczach i Kocku”, buszował po jej bibliotece oraz gabinecie historii naturalnej. Zainteresowania i studia przyrodnicze pogłębiał także w Warszawie. Bywał też w wielu zagranicznych gabinetach, gdzie oglądał kolekcje naukowe różnych instytucji, a także prywatnych właścicieli.            

Kliknij, aby zobaczyć więcej ilustracji

Mniej więcej od 1800 r. związał się z warszawskim Towarzystwem Przyjaciół Nauk, któremu ofiarował potem zbiór 4500 książek (większość dotyczyła nauk przyrodniczych). W 1809 r. zapisał sporą kwotę na zakup książek do biblioteki „i na rzeczy potrzebne”. Uczestniczył w kilku posiedzeniach TPN. Podczas zebrania w grudniu 1801 r. odczytał rozprawę o „stosunku nowych miar i wag z litewskimi i polskimi. W następnym roku zapowiedział napisanie podręcznika chemii (jedna z ksiąg miała nosić tytuł „chemia roślinna”). Prace i działalność księcia traktowano i oceniano w Towarzystwie poważnie, np. powołując go do komisji opiniującej nadsyłane prace z zakresu nauk przyrodniczych. Około 1810 r., kiedy to pojawił się na zebraniu po raz ostatni, kontakty z tą organizacją całkowicie się urwały. Interesujące są prace i działania księcia związane z botaniką. Chronologicznie rzecz ujmując pojawiły się najwcześniej. Są to starannie wykonane wyciągi z systematyki roślin A. L. de Jussieu, które Sapieha zestawiał z systemami Linneusza i Lamarcka. Aleksander podawał ich nazwy łacińskie i francuskie, opisy, zwłaszcza kwiatów i owoców, a następnie warunki i sposoby uprawy, miejsca występowania, a na dodatek ich zastosowanie i walory kulinarne i/lub lecznicze.           

Jego zainteresowania, a może nawet pasja botaniczna, najsilniej uwidoczniły się podczas podróży na południe Europy, jakie Sapieha odbył prawdopodobnie w latach 1804-1806. Rozpoczął swą wędrówkę od Triestu, potem posuwał się wzdłuż wybrzeży Chorwacji i Albanii, zbaczając na krótko do Italii, aby dotrzeć w końcu do Grecji. Cała podróż została przezeń opisana w formie listów w książce, której (niepełny)  tytuł w pierwszym, wrocławskim wydaniu z 1811 r. brzmiał Podróże w kraiach sławiańskich odbywane w latach 1802gim i 1803cim [...].            

Sapieha poczynił wówczas sporo obserwacji dotyczących różnych dziedzin szeroko pojętej botaniki. Bez wątpienia był wrażliwy na piękno przyrody: „Nie można sobie wystawić rozkoszniejszego widoku nad [...] pole okryte Anemonami. Żywość ich barw, rozmaitość kolorów czyni, że ich w największej odległości postrzegać można”. Tak opisywał jeden z etapów drogi przez Grecję. Botanizował z przyjemnością, a niekiedy z prawdziwym samozaparciem, spisując lub zbierając okazy, nasiona czy też owoce napotkanych roślin. Przy tej okazji zdarzały mu się dziwne i zabawne przygody. Pewnego razu zebrał cebulki kilku południowych gatunków Orchis, aby je zawieźć do kraju. Niestety, przewodnik „wziąwszy je za czosnek, pożarł je bez miłosierdzia”. Jeśli udało mu się rozpoznać przedmiot florystycznych dociekań, dawał wyraz swemu zadowoleniu: „Choć wszystkie rośliny opadły już były z kwiatu, jednak z ukontentowaniem rozeznałem następujące ...” [tu wymienia rodzaje i gatunki, jak np. Lentiscus, Solidago, Achillea gemippi, Gnaphalium odoratum czy Ilex coccifera]. Na kartach cytowanej książki są też uwagi na temat geografii roślin, szczególnie ich zasięgów i zawlekania, uprawy, a nawet - paleobotaniki („znalazłem w tufie wapiennym jak najpiękniejsze wyciski bukowych liściów...”). Są też akcenty ochroniarskie, kiedy ubolewa nad wycinaniem drzew w okolicach Dubrownika, co pozbawiło to miasto „razem przyczyny etymologii, swego nazwiska, razem i ziemi, gdyż wody z gór lecące, do morza oną niosły”.           

Nie bacząc na pomyłki, które popełniał, trzeba podziwiać zapał księcia Sapiehy do rozwijania w sobie zainteresowań naukowych. Pamiętajmy, że wszystkie te obserwacje i uwagi czynił czysty amator. Przy tym zdawał sobie także sprawę, że poznanie tajemnic natury może być udziałem tylko wybranych, a nie wszystkich, którzy są ich ciekawi. Zaś natura spłatała mu na koniec okrutnego figla. Gdy we wrześniu 1812 r., po zakończeniu służby u Napoleona, stanął popasem w karczmie w Dereczynie, niedaleko Grodna, został ugryziony w nogę przez...knura. Wskutek zakażenia i gangreny koniec przyszedł nadspodziewanie szybko.            

Mimo że jego śmierć przeszła bez większego echa, nie zapomniano o nim w Towarzystwie Przyjaciół Nauk. Staszic otwierając posiedzenie TPN w styczniu 1813 r. mówił o zasługach Sapiehy dla Towarzystwa. Po raz ostatni w tym gronie wspomniano księcia w 1824 r., kiedy sekretarz TPN, nadmieniając o darowiznach księcia na rzecz Towarzystwa napisał o nim: „gorliwy przyjaciel nauk, powiększył nasze roczniki własnymi pismami”. I taka opinia o Aleksandrze księciu Sapieże, jaśnie oświeconym przyrodniku, powinna przetrwać wśród potomnych, jako że wydaje się najsłuszniejsza - przyjaciel nauk.