Kawaler modny czy symplak? Komediowe potyczki w czasach stanisławowskich

Komedie konwiktowe, czyli przeznaczone na użytek szkolnych przedstawień, pełne są bezmyślnych kawalerów modnych, karykaturalnie powielających francuskie wzorce, udających wyedukowanych za granicą kosmopolitów. Ubrani według mody paryskiej we fraki, „włosy i chustki perfumami zaprawują”, „kapeluszek mały pod pachą noszą”, „czytają książki tylko w oprawie francuskiej”, „każda rzecz im się podoba francuska”, „zachwycają się pończoszkami jedwabnymi z Paryża” i „w żadnej polskiej rzeczy gustu nie znajdują”, brzydzą się polskim strojem, a gdy widzą kawalera po polsku, to jakby widzieli „snopek mający na sobie ludzką głowę, wąsiska wydają się im kropidłem pod nosem, które i do kieliszka, i do szklanki pierwej leżą niż usta”. Kawaler zaś ubrany po polsku to – według Figlackich i Bywalskich kawalerów modnych – zwyczajny „symplak”, czyli prostak.

Fragment karty tytułowej komedii Franciszka Bohomolca: Małżeństwo z kalendarza, Warszawa 1775; Biblioteka Narodowa

W komediach konwiktowych symbolika strojów jest prosta. Kawalerowie modni są ośmieszonymi, negatywnymi postaciami, budzącymi uśmiech i politowanie, stateczni młodzi Sarmaci w strojach polskich są zaś poważnymi, mądrymi, z dystansem patrzącymi na nowomodny świat młodzianami, ośmieszającymi poprzez prostą intrygę swoich przeciwników.

Nieco inaczej wygląda sprawa stroju i jego symboliki w komediach na teatrum (przeznaczonych do wystawienia w teatrze, zwłaszcza w Teatrze Narodowym) Bohomolca. Wystawiona 4 marca 1766 r. sztuka Małżeństwo z kalendarza zawarła w swym kształcie scenicznym problemy dyskutowane w „Monitorze”, gdzie jedną z ważniejszych spraw była sprawa stosunku do cudzoziemców, tolerancji religijnej, unowocześnienia Polski przy pomocy specjalistów z państw bardziej zaawansowanych w rozwoju. W ten sposób pojawił się naturalizowany szlachcic, cudzoziemiec Ernest, który konkuruje z Marnotrawskim, szlachcicem polskim, cynicznym łowcą posagu, o rękę Elizy, córki Staruszkiewicza, zabobonnego, niechętnego wszystkiemu, co obce, cudzoziemskie, obciążonego wszelkimi wadami sarmackimi.

Podział na bohaterów pozytywnych i negatywnych jest łatwy do odczytania. Sarmaci byli ubrani w strój szlachecki, oświeconych zaś ubierano w modny, krótki fraczek. Nic więc dziwnego, że komediowy konflikt: kontusz – frak, stał się kwestią znacznie szerszej dyskusji na łamach „Monitora”, gdzie w jednym z listów czytamy: „Mości panie Dobrodzieju, zdałoby mi się, gdyby autor tej komedii ani polskie tak zbytnie i razem naganiał obyczaje, ani cudzoziemskie nader wynosił i przechwalał cnoty. […] Ja nie ganię komedii polskiej, i owszem, ją być potrzebną sądzę dla poprawy obyczajów, [...] i w cudzych krajach jest dosyć do niczego ludzi i daleko więcej złych, występnych, choć mają większy polor, akademie, zbiór szkół i nauk różnych. Ani to wnoszę, gdyby cudzoziemców [...] nie czcić i szanować, i owszem, należy, a potrzebnych ludzi krajowi, ile możności zachęcać, utrzymywać, lecz bez preferencji i zbytniego ich wyniesienia w swoim szacunku, jakbyśmy nie znali i nie widzieli ludzi edukowanych. Mamy i w swoim kraju dosyć ludzi sposobnych do wszystkiego, wielkiego umysłu i serca, a wiele ukrytych, którzy nie mają okazji wynurzenia się cnotą i przymiotami przyrodzonymi wspaniałej duszy”, [„Monitor”, 10 kwietnia 1766 r.].

Możliwe, że negatywna reakcja szlacheckiej opinii publicznej na uczynienie cudzoziemca pozytywnym bohaterem wpłynęła na napisanie przez Bohomolca nowej komedii Staruszkiewicz, w której całkowicie odwrócono role. Tu naiwny Staruszkiewicz widzi w cudzoziemcach same zalety i chce oddać młodszą córkę oszustowi, kawalerowi de la Corde, nie godząc się na starania pozytywnego bohatera, polskiego szlachcica Bezprzywarskiego.

Komedie konwiktowe oraz na teatrum Bohomolca wraz z publicystyką „Monitora” koncentrowały się więc wokół problemu stosunku do cudzoziemców oraz podejmowały ocenę własnego dorobku kulturowego mieszkańców Rzeczpospolitej. W komediach strój stał się wyznacznikiem, symbolem pozytywnych i negatywnych cech bohaterów, gdzie strój sarmacki, suknie polskie, wąsy, podgolone głowy oznaczały tradycjonalizm i sarmatyzm, zaś strój cudzoziemski, frak, peruki oznaczały nowość i europeizację. Oczywiście rozkładano akcenty różnie, tak jak choćby w Kawalerach modnych, gdzie ubiór cudzoziemski jest symbolem bezrefleksyjnej fascynacji francuską modą, językiem i francuskim stylem życia, zaś w Małżeństwie z kalendarza, gdzie kontusz stał się symbolem zacofania i ciemnoty, zaś frak – nowoczesności. Warto przypomnieć analizę Zbigniewa Raszewskiego, który prześledził walkę fraka z kontuszem w teatrze stanisławowskim, gdzie w znanym schemacie kompozycyjnym komedii ojciec występuje zwykle w kontuszu, a konkurenci do ręki jego córki ubrani są w kontusz i frak. Jeden z nich symbolizuje obyczaje zachodnioeuropejskie, drugi zaś broni w kontuszu sarmackich tradycji. Zwycięstwo odpowiedniego konkurenta decyduje o wymowie sztuki. Raszewski wziął po uwagę komedie na teatrum Bohomolca, anonimową komedię Fraczek zawstydzony i triumf kontusza (1781), Kulig, czyli staropolską zabawę (1783) Józefa Wybickiego oraz Powrót posła Juliana Uryna Niemcewicza i doszedł do wniosku, że w procesie kontusza i fraka adwokaci fraka znaleźli się w mniejszości, mimo że Teatr Narodowy powstał jako narzędzie walki z sarmatyzmem.

Pojawia się pytanie, czy środowisko reformatorów skupione wokół Stanisława Augusta nie potrafiło przekonać do europeizacji naszej kultury? Był to proces złożony. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych na scenie Teatru Narodowego króluje komedia obyczajowa warszawska, której głównym bohaterem jest zwykle Fircyk w różnych sytuacjach życiowych, ale też w różnych kreacjach teatralnych. Komediopisarzy fascynuje postać młodego trzpiota, wietrznika bez zasad, bez moralności. Fircyk to bohater czasów Stanisława Augusta, oczywiście modnie ubrany, utożsamiany czasem z francuskim petit-maître. Fircyk po raz pierwszy pojawia się w sztukach Adama Kazimierza Czartoryskiego, jako Jegomość pan Fircyk w Pannie na wydaniu (1770), jako Świstacki w Mniejszym koncepcie jak przysłudze (1777) Czartoryskiego czy jako Szastański w Kawie tegoż autora (1779) i oddaje obraz postaci znanej w warszawskich salonach, bardziej skomplikowanej niż podobny bohater sztuk francuskich. W komedii obyczajowej warszawskiej raz jest to Szambelan w Małżeństwie w rozwodzie Dyzmy Bończy Tomaszewskiego, gdzie indziej mały mieszczanin-hochsztapler (Mieszczki modne). Przeżywa też najróżniejsze przygody: raz odbija ojcu podstarzałą, ale bogatą wdówkę (Umizgi dla przysługi), a innym razem, jako Walery traci cały majątek ojcowski w Powrocie niespodzianym (1779), to znów stara się uwieść w komedii Trzy godziny po ślubie nową żonę starego doktora.

W komedii Ot tak po warszawsku mówi: „Pojadę, objadę wszystkie dziewczęta, ale notabene grzeczne dziewczęta. Dam im kolacyjkę, zamówię, gdzie kompanią, będę wszystkich prosił. Szampan, dziewczęta, kart dziś być muszą! Będę się cieszył: ot, tak po warszawsku!”.

Mimo więc bardzo zabawnej i dość skomplikowanej postaci fircyka, znanej np. z utworów Zabłockiego, budzącego sympatię i uśmiech, mimo znacznie większemu pogłębieniu psychologicznemu bohaterów komedii obyczajowej warszawskiej – Fircyk, ubrany we fraczek, wciąż pozostawał postacią negatywną. Oprócz modnego francuskiego stroju był rozrzutnikiem, utracjuszem, którego ekstrawagancki styl życia prowadził do bankructwa, ponadto gardził rodzimą tradycją, lekceważył praktyki religijne, był zafascynowany cudzoziemskim stylem życia i manifestował swoje wolnomyślicielstwo. W sytuacji, kiedy kraj zagrożony był utratą suwerenności, powrót do dawnych czasów, kiedy Rzeczpospolita była wielka i silna, i dawnych tradycji sarmackich symbolizowanych przez bohaterów spektaklu, musiał wpływać na polską publiczność teatralną, która szukała wartości.