Kłótnie i wyzwiska na sejmach

Kłótnie, wyzwiska i lekceważenie cudzych wypowiedzi były na XVI-wiecznych sejmach zjawiskiem niemal powszednim. Najczęstszą przyczyną problemu była źle pojmowana wolność słowa, której szlachta gotowa była bronić za wszelką cenę. Z tego też powodu z upodobaniem dawała upust osobistym animozjom i pieniactwu, wykłócając się i obrażając o drobne nieraz sprawy. Światlejsi przedstawiciele elit politycznych ubolewali nad tym stanem i zwracali uwagę, że właśnie takie sytuacje są powodem znacznych opóźnień i braku uchwał. Zwykła brać szlachecka pozostawała jednak głucha na tego typu uwagi. Diariusze sejmowe czasami niemal na każdej stronie dostarczają bardzo dużej ilości przykładów odnośnie tego zagadnienia.

Ort gdański z wizerunkiem Zygmunta III Wazy. Fot. W. Kalwat

Spory sejmowe nierzadko stanowiły kontynuację tych rozpoczętych już na etapie sejmików, a nawet sporów prywatnych, z czego uczestnicy obrad doskonale zdawali sobie sprawę. „Wątpię, aby była zgoda, bo na oko widzę, że to doma jeszcze i te protestacye i te opponowania i te zwłoki ukowano” – narzekał w 1585 roku na sejmie walnym warszawskim jeden z senatorów.

Gwałtowne nieraz kłótnie często brały początek od spraw błahych i nieistotnych, będących jednak w opinii pieniaczy próbą naruszenia ich wolności i honoru. Dobrym przykładem takiego całkowicie bezpodstawnego sporu może być sytuacja, która miała miejsce na sejmie walnym warszawskim w 1585 roku po przemówieniu posła Kazimirskiego: „Potym JMć Kanclerz wstał, wziąć chciał de more suo skrypt z ręki P. Kazimirskiego, on go mocno trzymając nie chciał dać aż się go nadarło. Potym Kazimirski: Czemu mnię szarpasz P. Kanclerzu? – ów zaś: Nie szarpam, ale daj ten skrypt, coś z niego czytał, bo to moja rzecz odbierać. Zatym Kazimirus heros zdarł on skrypt w kęsy a murmur wstał między posły”. Na tym samym sejmie, niedługo potem, miało miejsce kolejne burzliwe zajście. Gdy poseł Herbert, wspominając w swej mowie osobę monarchy, zdjął czapkę, podczaszy litewski uczynił złośliwą uwagę, że „trzebaby nie tylko czapką, ale i sercem”. Inny z posłów odrzekł, że „i czapką, i sercem, i usty, i ręką JKMci szczerze jako wierni poddani służyć jesteśmy gotowi. Zatym tumult się stał i P. Herbert jął się za to; stanęło na tym, żę deklarował słowa swe P. Podczaszy, że nie do P. Herberta, ale universum i do siebie i do wszystkich to mówił”.

Równie bezsensowne było zajście na sejmie konwokacyjnym warszawskim 1587 roku, kiedy przedstawiciel posłów, pan Uchański, usprawiedliwiając ociąganie się posłów z przybyciem do izby senackiej, wspomniał o spóźnieniu się posła Czarnkowskiego na sejm i konieczności objaśnienia mu dotychczasowych ustaleń. Na to „się zaraz jakoby z furią porwał Pan Czarnkowski (...) i rzekł: o Panie, nie trzeba tego, bom ja nie turbator”. Mimo przeprosin pana Uchańskiego i napomnień marszałka nerwowy poseł jeszcze dłuższą chwilę nie mógł się uspokoić. Ten sam zresztą pan Czarnkowski w kilka dni później wykłócał się głośno w sporze o ekonomię inflancką.

Autor diariusza sejmu warszawskiego z 1597 roku opisuje kłótnie i kontrowersje ciągnące się przez pięć dni z rzędu. Po kolejnych pięciu dniach względnego spokoju spory wybuchają jednak z nową siłą.

Posłowie na sejmach nie tylko kłócili się między sobą, lecz także obrażali na siebie wzajemnie, na drugą izbę, a czasem nawet na króla. Przykładem może być wydarzenie z sejmu warszawskiego 1597 roku, kiedy ostatniego dnia obrad posłowie już nocą chcieli przystąpić do żegnania króla, który jednak ze względu na późną porę, przełożył tę ceremonię na dzień następny. Posłowie podnieśli krzyk, że czekać nie mają zamiaru i zaczęli się rozjeżdżać. Kiedy nazajutrz Zygmunt III przybył do senatu w celu oficjalnego zakończenia sejmu okazało się, że niemal wszyscy już odjechali. Kolejnym przykładem bezsensownego i utrudniającego obrady zachowania posłów jest sytuacja, którą z rozgoryczeniem opisał autor diariusza sejmu walnego z 1592 roku: „Ci, co nie chcieli tu przyjść in Senatum z Poselskiej Izby wokowani od KJMci, teraz zasię stąd nie chcą do Poselskiej Izby; owa i anioł im nie dogodziłby”. Również na sejmie warszawskim w 1592 roku posłowie obrazili się na króla za to, iż zirytowany długim czekaniem w izbie senackiej kazał ponaglić panów Stadnickich, którzy mieli być głównymi autorami sporów powodujących opóźnienie.