(...)

Kolorowe włóczki...

Obecnie mamy do dyspozycji ogromną gamę syntetycznych barwników do tkanin. W czasach Jana Sobieskiego nie były one jednak dostępne, a przecież dawne stroje dworskie i szlacheckie były bardzo kolorowe. Niegdyś do barwienia używano głównie surowców roślinnych (liście, korzenie, kora, kwiaty, owoce różnych gatunków roślin), ale także skorupiaków, owadów i porostów. Warto też wspomnieć, iż najstarsze tkaniny farbowane za pomocą naturalnych barwników liczą sobie ponad cztery tysiące lat. Jest to więc dawna sztuka, a do tego sztuka niełatwa. 

Kolory natury, czyli wybrane surowce roślinne o właściwościach barwierskich. Od lewej, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: liście brzozy, kora dębu, owoce bzu czarnego, kwiaty nagietka, liście pokrzywy, liście orzecha włoskiego. Fot. Julia Dobrzańska

Proces barwienia przebiegał etapami. Aby zafarbować lnianą lub wełnianą tkaninę, najpierw należało ją wybielić. W tym celu stosowano między innymi roztwór ługu. Ług otrzymywano poprzez zalanie popiołu z drewna brzozy wrzącą wodą, roztwór po ostudzeniu cedzono przez gęste płótno.  Tkaninę wkładano do ługu na określony czas, a następnie płukano. Len po wypłukaniu rozkładano na słońcu, w miarę suszenia polewano go wodą. Ta procedura trwać mogła nawet kilkanaście dni. Bielarnie lnu, które pozwalały uzyskiwać większe ilości materiału, powstały w Polsce około połowy XIV w. Wcześniej używano lnu niebielonego. Bielenie to tylko jeden z etapów skomplikowanej procedury barwienia. Kąpiele bejcujące miały na celu przygotowanie materiału na przyjęcie barwnika. Kąpiele barwiące są najważniejszym elementem farbowania – one zawierają odpowiednio przygotowany barwnik. Stosowano też różne środki niuansujące, które nie nadawały barwy, ale zmieniały jej odcień.

Ładne, naturalnie zabarwione włóczki czy kawałki materiału można jednak otrzymać domowym sposobem i nie jest to bardzo trudne zadanie. Zachęcamy do zabawy kolorami i barwierskich eksperymentów.

Potrzebne będą:
• surowiec roślinny, np. suszone liście pokrzywy, owoce bzu czarnego, wiórki z kory dębu (surowce można zebrać samemu albo kupić w sklepie zielarsko-medycznym),
• biała mulina,
• stary, nieużywany już garnek, najlepiej emaliowany,
• woda,
• kuchenka.

Naturalnie barwiona mulina. Na górze od lewej – korą dębu, liśćmi pokrzywy, na dole – owocami czarnego bzu. Fot. Julia Dobrzańska

Przystępujemy do pracy:
1. Wybrany surowiec zalewamy wodą i gotujemy przez około godzinę. W zależności od tego, ile materiału roślinnego weźmiemy, możemy otrzymać różny odcień – zachęcamy do eksperymentowania. Na początek proponujemy szklankę surowca na litr wody. Taka ilość wystarczy, by nadać ładny odcień kilku motkom muliny. 
2. Ugotowany surowiec pozostawiamy na kilka godzin w roztworze, np. na noc.
3. Wywar przelewamy przez gęste sito lub szmatkę, tak by otrzymać roztwór bez zanieczyszczeń.
4. W roztworze umieszczamy 2–3 motki muliny.
5. Gotujemy mulinę w kąpieli barwiącej przez około godzinę.6. Wyjmujemy motki z kąpieli i suszymy.

Tak otrzymaną kolorową mulinę możemy wykorzystać np. do haftowania. Nie stosujmy jej raczej do elementów odzieży, które muszą być często prane. Procedura farbowania, którą tu proponujemy, jest bardzo prosta i przez to kolor nie będzie tak trwały jak w przypadku dawnych tkanin, tym byłoby niestraszne nawet wielokrotne pranie. Przy pomocy naturalnie barwionych włóczek i nici możemy ozdobić na przykład woreczki zapachowe z ziołami. Jak przygotować taki woreczek, dowiedzą się Państwo z artykułu „Aromatyczne woreczki”.

Polecane