Kontakty polsko-francuskie w XVII wieku: Maria Ludwika, Maria Kazimiera, ambasady, stronnictwa, wpływy, wymiana nowinek naukowych, technicznych etc.

W XVII w. kontakty polsko-francuskie obejmowały różne sfery: polityczną, gospodarczą kulturalną i naukową. Jeśli chodzi o tę pierwszą, godny przypomnienia jest fakt, że za panowania Zygmunta III i Władysława IV Francja wystąpiła jako mediator w konflikcie polsko-szwedzkim, doprowadzając do zawarcia rozejmów w Starym Targu (Altmarku) w 1629 r., a sześć lat później w Sztumskiej Wsi. Pośrednicząc w polsko-szwedzkim zawieszeniu broni, Francja dążyła do skierowania armii szwedzkiej przeciw Habsburgom, do Niemiec ogarniętych wtedy wojną trzydziestoletnią. Pod koniec rządów Zygmunta III i za panowania jego syna Władysława IV przebywał na terytorium Rzeczypospolitej francuski inżynier Wilhelm (Guillaume) Beauplan, który sporządził dokładną mapę Ukrainy, a także kierował budową fortyfikacji, m.in. twierdzy Kudak nad Dnieprem. Nie oznaczało to jednak jeszcze wtedy wspierania orientacji profrancuskiej, Rzeczpospolita popierała w tym okresie Habsburgów. Doprowadziło to do dwuletniego uwięzienia królewicza Jana Kazimierza we Francji, gdy przepływał w pobliżu jej brzegów w drodze do Hiszpanii.

Ludwika Maria Gonzaga, szkoła francuska, 1645?, obraz z kolekcji Muzeum Pałacu w Wilanowie. Fot. Z. Reszka.

Zdecydowane zwiększenie częstotliwości kontaktów polsko-francuskich nastąpiło po przybyciu do Polski Ludwiki Marii Gonzagi de Nevers, najpierw jako żony Władysława IV, a następnie jego przyrodniego brata Jana Kazimierza. Ludwika Maria była kobietą gruntownie wykształconą, interesowała się zarówno naukami humanistycznymi, jak i ścisłymi. Również towarzyszący jej w czasie pobytu w Polsce jako sekretarz Pierre des Noyers był człowiekiem o bardzo rozległych zainteresowaniach i szerokich horyzontach intelektualnych. Nie tylko informował królową o światowych wydarzeniach politycznych, ale także o najnowszych zdobyczach nauki francuskiej, kontaktował ją też z polskimi uczonymi – astronomem Janem Heweliuszem i matematykiem Janem Brożkiem. Ludwika Maria odwiedziła gdańskie obserwatorium Heweliusza, sprowadziła do Polski, choć na krótko, słynnego francuskiego astronoma Ismaela Bouliau. Jednym z lekarzy na jej dworze był Marcin Bernhardi-Bernitz, twórca imponującej kolekcji składającej się na gabinet przyrodniczy, autor pierwszego katalogu roślinności okolic Warszawy. Wybitną osobowością na uczonym dworze Ludwiki Marii był Tytus Liwiusz Burattini, architekt królewski, a następnie zarządca mennicy. Zbudował on most na Wiśle, a także podjął próbę skonstruowania latającej machiny. Dzięki kontaktom z Francją warszawscy uczeni szybko zaznajomili się z takimi nowinkami, jak luneta, mikroskop, barometr i termometr. Recepcji tych wynalazków sprzyjał oczywiście mecenat sprawowany przez królewska parę – Jana Kazimierza i Ludwikę Marię. Ona sama w ufundowanym przez siebie klasztorze sióstr Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, zwanych popularnie wizytkami, chętnie korzystała z krzesła-windy wzorowanego zapewne na urządzeniu w paryskim pałacu kardynała Mazarini. Wspomniane zgromadzenie zakonne wizytek oraz również sprowadzone z Francji Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia Świętego Wincentego à Paulo, czyli szarytki, podjęły zaniedbane dotąd w Polsce dzieło edukacji dziewcząt. Dzięki królowej osiadło w Polsce także Zgromadzenie Księży Misjonarzy dla prowadzenia misji ludowych. W XVIII w. objęli oni niemal wszystkie seminaria duchowne, przyczyniając się do podniesienia poziomu formacji przyszłych kapłanów.

Dwórki przybyłe z Ludwiką Marią z Francji, wydawane za polskich i litewskich magnatów, miały pomóc w zbudowaniu popierającego reformy stronnictwa profrancuskiego. Plany te zostały unicestwione najpierw na sejmach, a następnie wskutek wybuchu rokoszu pod wodzą Jerzego Lubomirskiego. To właśnie wtedy szlacheccy widzowie oglądający na ulicach Warszawy pantomimę z udziałem aktorów francuskich potraktowali ich strzałami z łuków, a w szeregach rokoszan rozlegał się śpiew:

„Bij Francuzów, bij, wziąwszy dobry kij.

Wal Francuzów, wal, wbijaj ich na pal.

Siecz Francuzów, siecz, naostrzywszy miecz”.

Klęska wojsk królewskich w walce z rokoszanami nie pogrzebała jednak orientacji profrancuskiej, choć na elekcji w 1669 r. kandydatura francuska nie miała większych szans. Lepsze perspektywy wydawały się otwierać dla zwolenników tej orientacji dopiero u progu panowania Jana III i królowej Marii Kazimiery pochodzącej, jak wiadomo, z Francji. Rozszerzyła się wówczas wśród polskich elit znajomość francuskich powieści, sztuk teatralnych i… bajek La Fontaine’a.

Dążeniem do nawiązania ściślejszych stosunków z Francją był zawarty w 1675 r. pierwszy w historii traktat w Jaworowie, przewidujący wspólne wystąpienie przeciw elektorowi brandenburskiemu. Do zawarcia tego traktatu przyczynił się ambasador francuski Toussaint Forbin-Janson, biskup Marsylii. Do stronnictwa francuskiego należeli wtedy m.in. magnacki ród Paców oraz poeta barokowy, podskarbi wielki koronny Jan Andrzej Morsztyn. Gdy jednak nie udało się zmusić Turcji (ani siłą, ani poprzez dyplomację francuską) do ustąpienia z Podola i Kamieńca, Rzeczpospolita musiała przejść do obozu cesarskiego, czyli antyfrancuskiego. Doszło nawet do relegowania ambasadora de Béthune, szwagra królowej Marii Kazimiery.

Kolejny, korzystniejszy okres w stosunkach z Francją rozpoczął się u progu lat 90. Przybyły wtedy do Polski nowy ambasador Melchior de Polignac został zobowiązany do zakupu większej ilości polskiego zboża w związku z nieurodzajem we Francji i w Niemczech. Do zbliżenia z Francją skłaniała także nieprzyjazna rodzinie Sobieskich postawa Habsburgów w kwestii planowanego, a niedoszłego małżeństwa królewicza Jakuba z Ludwika Karoliną Radziwiłłówną.