Kulinarny słownik pana Wielądka

Wojciech Wincenty Wielądko, autor „Kucharza doskonałego” z 1783 roku na końcu swego dzieła umieścił „Słownik kuchenny i spiżarniany”, który w podtytule określił też jako „Wykład porządkiem alfabetycznym słów do kuchni i spiżarni używanych”. Ponieważ całość dzieła Wielądka jest tylko skróconym tłumaczeniem francuskiego pierwowzoru, to również słownik nie jest w pełni oryginalnym dziełem Wielądka. Mimo to obszerny leksykon kuchenny z końca XVIII wieku zasługuje na naszą uwagę. Spolszczenie francuskiej, czy właściwie międzynarodowej terminologii kulinarnej to akurat niezaprzeczalna zasługa polskiego tłumacza „Kucharza doskonałego”.

Kliknij, aby zobaczyć więcej ilustracji

Wielądko w tytule swego dzieła zapewniał, że „Kucharz doskonały” został przez niego „z francuskiego przetłumaczony i wielą przydatkami pomnożony”. To ostatnie stwierdzenie było w rzeczywistości tylko czczą przechwałką. Autor (a raczej tłumacz) ograniczył się do przełożenia wybranych i czasem skróconych francuskich receptur co najwyżej dorzucając czasem jakieś własne komentarze. Tak na przykład w przepisie zatytułowanym „Śmietana z makaronem” Wielądko poczuł się zobowiązany do wyjaśnienia czytelnikom czym właściwie jest ten nowomodny makaron. Dowiadujemy się więc, że „Makaron jest ciasto, które mamy z Włoch: lecz teraz i w Warszawie bardzo dobre robią makarony”.

To leksykograficzne zacięcie tłumacza znalazło swoje odbicie właśnie w zamieszczonym na końcu dzieła słowniku. Dowiadujemy się z niego np., że faworki to „kręple ciasta smażone chruszczące”, figatelle to pulpety, bukszpan to podawane jako przystawka raki, a menestra to rosół włoski. Niektóre ze słownikowych haseł nie wyjaśniają jednak jakichś niezrozumiałych terminów, a tylko opisują i porządkują kuchenne techniki i procedury. Tłumacz (tym razem chyba jednak autor) wyjaśnia więc jak należy gotować na popiele, opalić gęś lub kapłona, ubić zrazy oraz jakich używać rondli, do czego się może przydać wieprzowe sadło i smalec z zająca. Wielądko pominął większość zawartych we francuskim oryginale opisów sprzętów kuchennych, a mimo to jego słownik liczy o ponad połowę więcej terminów niż dwa oddzielne słowniczki pierwowzoru. Autor polskiego słownika zamieścił w nim także terminy, które w ogóle nie występowały ani we francuskim oryginale, ani nawet w jego polskim tłumaczeniu. Mimo to poczuł się zobowiązany by w swym spisie umieścić np. swojskie pierogi.

Słownik pana Wielądko to najbardziej oryginalna i chyba najciekawsza część jego dzieła. Pracowicie ułożony leksykon terminów kulinarnych z 1783 roku to ważne narzędzie dla dzisiejszych badaczy i miłośników dawnej kuchni.