Lilia Wawelu

 „Zmarła dziś w południe najjaśniejsza pani Jadwiga, królowa Polski i dziedziczka Węgier, niestrudzona szerzycielka chwały Bożej, obrończyni Kościoła, sługa sprawiedliwości, wzór wszelkich cnót, pokorna i łaskawa matka sierot, której podobnego człowieka nie widziano na całym obszarze świata” – zanotowano pod datą 17 lipca 1399 r. na kartach Kalendarza kapituły krakowskiej. Odtąd życie, osobowość i duchowość Jadwigi Andegaweńskiej (1374 – 1399), spadkobierczyni Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego, „pani naturalnej” Korony polskiej, zapadły w świadomość kolejnych pokoleń Polaków i nieprzerwanie trwają do dnia dzisiejszego. 

Portret Królowej Jadwigi, rycina Jana Stifiego wg wzoru Jana Matejki, 1868; Biblioteka Narodowa

 Młodziutka Jadwiga, koronowana w Krakowie 15 października 1384 r. na króla (a nie królową!), status panującego zachowała do swej przedwczesnej śmierci (po ślubie z Jagiełłą małżonkowie sprawowali rządy wspólnie). Jak pięknie napisał historyk Feliks Koneczny w okresie międzywojennym, „niedługo kwitła lilia Wawelu, ale jakimż blaskiem niepospolitym” (1937). Ów blask przełożył się na spontaniczny, żywy kult monarchini, do której grobu – od momentu pogrzebu – cisnęły się nieustanne rzesze wiernych z modlitwą na ustach. Już wówczas uznawano ją za świętą, a tę powszechną opinię potwierdzały słowa kaznodziejów, dziejopisów, poetów, pisarzy i historyków. Stanisław ze Skarbimierza w kazaniu, wygłoszonym w obecności owdowiałego monarchy, tak mówił o Jadwidze: „była matką duchownych, dobrodziejką wdów, pocieszycielką sierot, tarczą ubogich, ucieczką pokrzywdzonych, orędowniczką odsuniętych sprzed oblicza naszego króla”. Grzegorz z Sanoka nazwał zmarłą „Gwiazdą Polaków zaszczytną”, a Franciszek z Brzegu – „chwałą Krakowa, radością Polski i zaszczytem (...) narodu” (ok. 1426). W uznaniu cnót i wiekopomnych zasług Jadwigi Jan Paweł II 8 czerwca 1997 r. na krakowskich Błoniach kanonizował tę niezwykłą władczynię, wcześniej beatyfikowaną przez polskiego papieża u progu pontyfikatu, w 1979 r.

 Jadwigę uważano za najpiękniejszą kobietę ówczesnej Europy, lecz za życia nie powstał, niestety, żaden wizerunek pozwalający chociaż zerknąć na jej twarz; nie wzniesiono też - planowanego po jej śmierci - grobowca z rzeźbioną podobizną na wieku. Majestatyczna pieczęć królowej przy dokumencie z 1386 r. ukazuje tylko ogólny i niezbyt uchwytny smukły zarys postaci: na bogato rzeźbionym tronie gotyckim siedzi władczyni – o długich, rozpuszczonych włosach, które spod korony opadają na ramiona, okryte królewskim płaszczem – otoczona herbowymi tarczami. Rysy twarzy są nieczytelne z uwagi na złą jakość zatartej i zużytej pieczęci. Lecz ten niedoskonały ikonograficzny przekaz posłużył Janowi Matejce (1838 – 1893) do stworzenia własnej wizji Jadwigi, pełnej powagi, majestatu i uderzającej urody, okrytej gronostajowym płaszczem narzuconym na suknię haftowaną w andegaweńskie lilie, z wysoką misterną koroną na rozpuszczonych włosach, z berłem w ręku, zasiadającej na tronie. Rysunek mistrza Jana, precyzyjnie cięty w klocku przez Jana Styfiego, został najpierw zamieszczony w czasopiśmie „Kłosy” (1868, nr 173), a następnie w Albumie Jana Matejki, wydanym w Warszawie w 1876 r. Nawiasem mówiąc, Matejko żywił wielką cześć dla świętej królowej i wielokrotnie w swojej twórczości powracał do jej osoby, malując ją bądź rysując.