Magnackie szranki i konkury. Towarzyskie i miłosne przygody Michała Kazimierza Radziwiłła w latach 1721–1723

Liczne perypetie towarzyskie, miłosne i losowe sytuacje podróżne uczyniły z opisu europejskiego wojażu księcia ordynata nieświeskiego, późniejszego wojewody wileńskiego i hetmana wielkiego litewskiego Michała Kazimierza Radziwiłła „Rybeńki” (1702–1762), niemalże powieść przygodową. Podróżował on po Europie (1721–1723) w celach matrymonialnych, towarzyskich, edukacyjnych i wreszcie: jak najbardziej prywatnych, odwiedzając Francję, Austrię i Niemcy. Dla jednego z najbogatszych polskich magnatów okazją do zaprezentowania swoich umiejętności kawalerskich były liczne pobyty na europejskich dworach, szczególnie w drezdeńskiej siedzibie Augusta II Mocnego. Przy okazji karuzelu, czyli ćwiczeń jeździeckich i turniejów aranżowanych na placu maneżowym, Radziwiłł miał doskonałą okazję do pokazania swoich atutów i sprawnościowych umiejętności w zakresie ujeżdżenia – czy wręcz w niektórych przypadkach woltyżerki – i sztuki władania bronią. Była to również możliwość poznania rodaków, dająca szansę częstych spotkań towarzyskich z rówieśnikami z grona młodej polskiej magnaterii na dworze królewskim. Michał Kazimierz opisał bardzo barwnie i sugestywnie tor przeszkód na parkurze z wymyślnymi, imitującymi cztery żywioły (ziemia, powietrze, woda i ogień) figurami, z których wylewała się woda, wylatywały ptaki bądź strzelały fajerwerki.

Portret Michała Kazimierza Radziwiłła „Rybeńki”, rycina Johanna Christophera Sysanga, po 1758; Biblioteka Narodowa

Przebieg zawodów i poprzedzających je ćwiczeń ujawnił rodzące się serdeczne przyjaźnie, jak również scysje i drobne nieporozumienia powstające w trakcie rywalizacji. Te ostatnie dotyczyły szczególnie kontaktów i utarczek słownych z Michałem Czartoryskim, któremu Radziwiłł złośliwie przypisywał poważną wadę krótkowzroczności powodującą niemożność trafienia w cel, kiedy to chybił on lancą i zamiast w pierścień ugodził swojego konia „w krzyż, mało z konia nie spadł”. Podnosząc swoje własne przewagi, Michał Kazimierz z dużą dozą satysfakcji donosił o niepowodzeniach oraz incydentach innych polskich magnatów na placu maneżowym. Na przykład koń wojewodzica rawskiego Józefa Załuskiego, próbującego trafić szpadą w pierścień, zerwał się z łańcucha i „mało Pana szpadą nie przebił, przecież piechotą co ludzie stali konia z kawalierem złapali”.

Jeszcze częstszą magnacką domeną rywalizacji, o niemalże sportowym charakterze, był udział w polowaniach. Oprócz dobrej rozrywki dawał on szansę zdobywania bogatych trofeów łowieckich oraz sławy wytrawnego myśliwego. Radziwiłł polował w doborowym towarzystwie koronowanych głów, m.in. z elektorem reńskim Karolem III Filipem, a we Francji często brał udział w polowaniach Ludwika XV. Polował na ptaki (strzelanie do gołębi, łowy z sokołami na czaple i kaczki), jak również na grubą zwierzynę, np. jelenie. Latem 1722 r. w Mannheim Radziwiłł chwalił się wyjątkową celnością swoich strzałów, twierdząc, iż wespół z elektorem w ciągu zaledwie godziny ustrzelili kilkanaście jeleni.

Na europejskich dworach kwitło nieprzebrane bogactwo form życia towarzyskiego, któremu sprzyjały udział w balach, ansamblach i redutach (bale maskowe), oglądanie spektakli operowych i teatralnych, a także gry karciane. Obok koncepcyjnego lombra, uważanego za protoplastę współczesnego brydża, Radziwiłł nie stronił też od hazardu, wprawdzie tylko do czasu wysokiej przegranej w faraona, która skłoniła go do złożenia ślubu zaprzestania brania udziału w tak ryzykownych rozgrywkach.

Szlak podróży znaczyły też liczne afekty Michała Kazimierza, tym bardziej że jego matka, Anna Katarzyna z Sanguszków, głównym celem tego wyjazdu uczyniła finalizację swoich projektów matrymonialnych wobec syna. Plan zakładał przede wszystkim jego małżeństwo z księżniczką Sulzbach, bliską krewną elektora Palatynatu, co pozwoliłoby odziedziczyć wielką fortunę pozostałą po Ludwice Karolinie Radziwiłłównie, córce Bogusława Radziwiłła z linii birżańskiej. Realizacji tego zamysłu służył długi pobyt Rybeńki w Mannheim i zażyłe relacje, przynajmniej w jego ocenie, z elektorem Palatynatu Karolem III Wittelsbachem. Zabiegi te nie zostały zakończone sukcesem, jakiego oczekiwano. Młody polski magnat był jednak pożądaną partią, wobec czego na różnych etapach podróży próbowano go wyswatać z kilkoma kandydatkami. W Brukseli proponowano mu np. rękę „hożej i pięknej” księżniczki la Tour et Taxis, którą usilnie rekomendował sam gubernator Niderlandów Południowych.

Także sam Radziwiłł był aktywnym animatorem miłosnych intryg i nie stronił od gorących uczuć. Jego częste wizyty na dworze cesarza w Wiedniu przysparzały zresztą ku temu licznych okazji, czego sam też nie ukrywał: „podkochiwałem się i dobra była kompania z damami”. Podobnie było również później w Pradze, gdzie otwarcie mówił o swoim zakochaniu się w jednej z dam dworu. Jak sam przyznawał, nie wygasł całkowicie jego wielki afekt żywiony ku Marii Karolinie, córce Jakuba Ludwika Sobieskiego. Miał się w niej zakochać jeszcze na długo przed swoim wyjazdem za granicę, kiedy w 1719 r. przebywał w Oławie razem z matką. O pięć lat starsza „królewnisia” Charlotta ciągle zaprzątała jego myśli i była wdzięcznym tematem rozmów. Ten zagmatwany labirynt miłosny komplikował dodatkowo fakt zaręczyn z córką Adama i Elżbiety Sieniawskich, zawartych także przed opuszczeniem kraju z woli jego matki. Trudno ocenić, czy Radziwiłł przywiązywał dużą wagę do tego faktu, lecz z zagranicy przesyłał swojej nieoficjalnej narzeczonej prezenty.

Wszystkie powyższe przykłady świadczą o tym, że podróż Michała Kazimierza Radziwiłła miała bardzo wyraźne podteksty matrymonialne, które nie znalazły swojej finalizacji, gdyż książę ożenił się dopiero po powrocie do ojczyzny z Franciszką Urszulą z Wiśniowieckich, a małżeństwo przeszło do historii jako wyjątkowo udane i szczęśliwe.

Bibliografia:
Podróże litewskiego magnata do Gdańska, Człuchowa, a nawet i dalej... Fragmenty „Diariusza” Michała Kazimierza Radziwiłła „Rybeńki” z lat 1721, 1737 i 1752, wyd. Jerzy Dygdała, Instytut Historii PAN, Warszawa 2013.