Magowie Dee i Kelley na dworze Stefana Batorego

Zrujnowany wojewoda sieradzki Olbracht Łaski żywił nadzieję, iż przy pomocy eksperymentów alchemicznych swojego angielskiego przyjaciela, Johna Dee (1527–1608) podźwignie swój roztrwoniony majątek. Tego wszechstronnego uczonego i alchemika poznał osobiście za pośrednictwem hrabiego Leicestera w pałacu Greenwich 13 maja 1583 r. i dołożył wszelkich starań, aby słynnego maga ściągnąć na dwór króla Stefana Batorego, co nastąpiło wiosną 1585 r., w zamkach krakowskim i niepołomickim.

Kliknij, aby zobaczyć więcej ilustracji.

Kim był ów John Dee, zwany „Merlinem królowej Elżbiety”? Z całą pewnością nie był szarlatanem. Napisał szereg traktatów naukowych z zakresu astronomii, matematyki, kalendalorogii i geografii, a jego zasługi cenione są również dzisiaj. Wszakże najbardziej zasłynął ze swych eksperymentów magiczno–krystalomantycznych, którymi zainteresował tak uczonych, jak i panujących europejskich. Wytrwale studiując dziedzinę optyki, skonstruował specjalne zwierciadło z czarnego obsydianu (lub w kształcie kuli z zadymionego kwarcu), mające podobno właściwości ukazywania wizji. Woził je ze sobą podczas podróży i demonstrował je władcom i magnatom, wreszcie w końcu 1588 r. sprzedał je – za pośrednictwem swego pomocnika – medium Edwarda Kelley’a – cesarzowi Rudolfowi II. W swojej rezydencji w Mortlake pod Londynem urządził sobie muzeum różnych osobliwości i bibliotekę liczącą ponad 4 tysiące tomów, wreszcie pracownię alchemiczną. W jego domu bywała królowa Elżbieta, lord Burghley, Walter Raleigh i inni dostojnicy.

Uczony był w posiadaniu cudownego kryształu, który rzekomo otrzymał od „anioła Uriela” 21 listopada 1582 r. (ów kryształ, o kształcie pomarańczy, przechowywany obecnie w Muzeum Brytyjskim, jest w istocie silnie błyszczącym szkockim węglem kamiennym). Umieścił go na złotej podstawie i przez całe życie posługiwał się nim z największym pietyzmem; oprócz tego miał jeszcze kilka innych kryształów, każdy inaczej nazwany. Wszystkie trzymał w kaplicy domowej, niedostępnej dla wtajemniczonych, i tam przeprowadzał w obecności swego medium Kelley’a seanse z duchami.

O ile jednak Dee pozostał w głębi duszy uczonym i uczciwym poszukiwaczem prawdy, to jego pomocnik Edward Kelley (1555 – 1595), aptekarz–alchemik, był typowym spryciarzem i oszustem, „złym duchem” maga, postacią co najmniej podejrzaną. Naprawdę nazywał się Talbot. Przyłapany na fałszowaniu aktów notarialnych, został skazany na obcięcie uszu. Włócząc się po Anglii i żebrząc pod przybranym nazwiskiem miał na tyle tupetu, aby wkraść się w zaufaniu i łaski Johna Dee. Odtąd stał się młodym uczonym i asystentem mistrza.

Po nagłym wyjeździe z Anglii i czasowym pobycie w Krakowie (marzec 1583 r.) obaj magowie zawitali w sierpniu 1584 r. do Pragi, podejmowani z honorami przez cesarza Rudolfa II. Dee zamierzał zaznajomić Habsburga ze swą praktyką krystalomantyczną i wciągnąć go do swych planów reformatorskich. Cesarz, pragnący złota i eliksiru długowieczności, nie ufał już uczonemu, odkąd nie udał mu się seans z przemianą metali. W kwietniu 1585 r. mistrz wraz z medium powrócił do Krakowa. Tutaj, praktycznie odprawiony z niczym przez Batorego, mógł jeszcze skorzystać z lukratywnej propozycji cara Fiodora, ofiarowującego mu pobyt w Moskwie wraz z pensją roczną 2 tysięcy funtów szterlingów. Dee powrócił jednak do Anglii, zaś Kelley, odłączywszy się od maga na początku 1589 r., wiódł w Czechach awanturniczy żywot alchemicznego szarlatana, po czym – uwięziony – popełnił samobójstwo.