Mątwy – 13 VII 1666 – krwawa jatka współbraci

Plany wzmocnienia władzy królewskiej i elekcji kandydata francuskiego jeszcze za życia Jana Kazimierza spotkały się z dużym oporem wśród szlachty. Zadania nie ułatwiała też armia, w oparciu o którą zamierzano wprowadzić zmiany. Nieopłacony żołnierz myślał raczej o zaległym żołdzie niż o reformach. Ostatecznie królewskie zamiary rozbiły się o sprawę marszałka Jerzego Lubomirskiego. Ten skądinąd wybitny wódz został oskarżony o zdradę kraju i 19 grudnia 1664 roku skazany przez sąd sejmowy na banicję, infamię oraz pozbawienie dóbr. Lubomirski ani myślał pogodzić się z tym wyrokiem i stanął do jawnej konfrontacji. Ze Śląska, skąd zbiegł, wchodził w aliansy z wrogimi Polsce państwami i przygotowywał rokosz.

Jan Kazimierz, malarz polski, II poł. XVII w., z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, fot. Z. Reszka

Chorąży koronny Jan Sobieski z początku jedynie przyglądał się całej sprawie. Szargany był sprzecznymi uczuciami. Z jednej strony z Lubomirskim, który nie tylko wyratował go w beresteckiej potrzebie, ale był również nauczycielem wojskowego rzemiosła, łączyły go więzy przyjaźni. Z drugiej strony zachowywał lojalność wobec dworu, z którym wiązały go coraz mocniejsze nici. Królowa Ludwika Maria proponowała mu najwyższe urzędy w państwie, a poza tym dysponowała bronią, wobec której chorąży był bezbronny – Marią Zamoyską, w której Sobieski szaleńczo się zakochał. Cierpienia miłosne przyszłego króla zakończyły się wraz ze śmiercią Jana Zamoyskiego, męża Marysieńki. Ślubny kobierzec silnie związał nie tylko ukochanych, ale również szczęśliwego małżonka z królem, który ofiarował mu marszałkostwo oraz hetmaństwo polne koronne odebrane Lubomirskim.

Jan Sobieski zaprzęgnięty do rydwanu Ludwiki Marii, niechętnie ruszył do walki przeciw byłemu przyjacielowi. Nie w smak mu było podporządkowanie się niedołężnemu hetmanowi wielkiemu koronnemu Stanisławowi Rewerze Potockiemu. Ciągłe daremne gonitwy za rokoszanami w deszczu i błocie zniechęcały świeżo upieczonego żonkosia, równocześnie wzmacniając siły przeciwnika. Królewscy stronnicy przekonali się o tym pod Częstochową 4 września 1665 roku, gdzie konfederaci pogromili Litwinów. Niebawem zawarto jednak rozejm w Palczynie, o którego (nie)trwałości świadczyły słowa Jana Kazimierza, który nazwał go „pokojem malowanym”. Faktycznie rozejm służył jedynie lepszemu przygotowaniu do decydującego starcia. Zerwanie sejmu 1666 roku przez opozycję antykrólewską, było znakiem zbliżającej się rozprawy.

Odwrotu już nie było. Obie strony dążyły do starcia, ale dużo bardziej zależało na tym polskiemu Wazie, mającemu opłacone francuskim groszem wojsko tylko do końca lipca. Swój cel osiągnął 13 lipca 1666 roku pod Mątwami nieopodal Inowrocławia. Wojska królewskie zajmowały pozycje po jednej stronie Noteci, rokoszanie zaś rozlokowali się na drugim brzegu. Siły obu stron były wyrównane i liczyły po około 17 tysięcy żołnierzy. Królewscy górowali uzbrojeniem, organizacją i wyszkoleniem. Pewny swych żołnierzy władca postanowił naruszyć obowiązujący rozejm i, podobno za namową Sobieskiego, o świcie rozkazał przeprawić się przez rzekę, by uchwycić przyczółek. Po przeprawieniu siedmiu regimentów dragonii, trzech pułków jazdy i niewielkiej ilości dział i piechoty, zza pagórków niespodziewanie natarli „lubomirszczycy”. Regaliści zostali kompletnie zaskoczeni. „Jedni nasi (...) z wody wyjeżdżali, a drudzy w szyku się ustawiać poczęli – pisał później Sobieski – skoro tedy hurmem nastąpili i wojsko związkowe i pospolite ruszenie, zaraz zmatwali i zmieszali naszych, lubo dragonia ognia dobrze dawała. Ale wytrzymać niepodobna.” Dużą nierozwagą wykazał się hetman polny, wprowadzając przed królewską dragonię oddziały jazdy, która rozbita uchodząc stratowała dragonów. Sobieski na czele dwóch chorągwi próbował powstrzymać atakujących, ale szybko został rozbity. Królewscy uciekali w panice przez rzekę. Kto nie uciekł, padał pod konfederacką szablą. W bitwie zginęło około trzech tysięcy ludzi, w większości żołnierzy Jana Kazimierza.

Sobieski uniknął tego losu, ale został zepchnięty z mostu podczas ucieczki. Straciwszy „szablę od boku, misiurkę z głowy, łuk z sajdaku, karwasz z rąk, wojłok spod kulbaki, podpierścień z konia”, wydostał się na drugi brzeg. Debiut w roli hetmana wypadł więc tragicznie, ale nie to było najgorsze. Pod Mątwami przegrał nie tylko obóz dworski. Przegrał, tak zbawienny dla Rzeczypospolitej, program reform.