Mesjanizm szlachecki

Nim się zacznie o nim rozmawiać, należałoby zacząć od terminologii. Nie ma bowiem zapewne nic takiego jak „mesjanizm” szlachecki. Nie tylko dlatego, że mesjanizm jest jednoznacznie i na zawsze związany z romantyzmem polskim. Tak samo z tego powodu, że nic takiego po prostu nie istniało. Przodkowie nasi nie czuli się „Mesjaszami” współczesnych sobie czasów. Polska nie była „Chrystusem narodów”: aż takich szokujących czy literackich herezji nasi przodkowie nie popełniali. Mieli natomiast przekonanie, jak wolno się domyślać, na temat tego, że mają do odegrania pewną rolę we wspólnocie krajów europejskich, że zatem mają jakąś misję dziejową, zapewne – inaczej w tamtym okresie myśleć się nie dało – od Zwierzchnika nad historią ustanowionego powierzoną. Misją tą była ochrona chrześcijańskiej Europy od wschodu i północy.

Polski szlachcic wsparty na toporze, Stefano Della Bella, ok. 1641; Biblioteka Narodowa

Znamy tę wizję w wersji antemurale Christianitatis. Oczywiście, kiedy tylko słyszymy ów termin zaraz pojawiają się spore i oczywiste zastrzeżenia, że przecież Christianitas rozciągało się na Wschód, że Moskwa, prawosławie itp. Ale też zaraz pojawia się naturalne odrzucenie tego zastrzeżenia, że Rzeczpospolita ustanawiała się w europejskim bardziej (dziś mówimy zachodnim, kiedyś mówiono by zapewne rzymsko-katolickim) dyskursie cywilizacyjnym. W tym względzie (z dyskursem tym wiąże się tak samo swoista antropologia chrześcijaństwa zachodniego, pojęcie ludzkiej indywidualistycznej aktywności, a tak samo te wartości kultury zachodniej, które wiążą się z rozumowaniem o państwie, a ściślej – z antycznym arystotelesowsko-cycerońskim rozumieniem podmiotowości obywatelskiej) rzeczywistość szlacheckiego polis była umieszczona faktycznie na rubieżach świata zachodniego (co, ma się rozumieć, nie przeszkadzało innym wspólnotom politycznym tego regionu określać się jako antemurale na podobnych zasadach). Zatem można mówić o szlacheckiej misji dziejowej, czyli raczej misjonizmie niż mesjanizmie.

Miał on zasadniczo dwa wymiary. Jeden, jak się powiedziało, ideologicznie-polityczny, chociaż mówiąc „ideologiczny” od razu dodaję, iż świadom jestem anachroniczności tego typu terminów. Nie ideologia to zapewne była, tylko pewien sposób rozumowania, rozumienia misji dziejowej Królestwa Polskiego. Jego wielkim i ważkim eksponentem był Stanisław Orzechowski, jeszcze w wieku XVI, kiedy w przedmowie do Statutów Jakuba Przyłuskiego, która to przedmowa miała retoryczną strukturę Mowy do szlachty polskiej wskazywał na cywilizacyjną misję Rzeczypospolitej, uwydatniając zasadniczą dla świata staropolskiego ideę wolności, która – wedle Orzechowskiego, a zapewne i dla formacji intelektualnej, której był on reprezentantem – była wielkim i ważkim powodem atrakcyjności republikańskiego Królestwa Polskiego: Wolność, najwyższe dobro spośród wszystkich dóbr, jest własnością waszego rodu i waszego imienia. Jest ona tak ogromna i tak wielka, że w zestawieniu z nią wolność innych narodów byłaby dla was niewolą nie do zniesienia…

To, niejako, jedna strona owej wolności, traktowanej jako polska zasada konstytutywna: zagadnienie często w kontekście polskiego misjonizmu pojawiającej się kwestii „innych”, czyli ustanawiania polskiej wyjątkowości w kontekście innych, mniej wyjątkowych bytów politycznych. Warto o tym pamiętać. Można się albowiem domyślać, iż powtarzana przez wieki teza o polskiej wyjątkowości rodzi ową „ulubienicę” wszelkiej maści krytyków idei sarmackich, panią „Megalomanię” czy jej siostrę bliźniaczkę „Ksenofobię”. Ale to są raczej karykatury, niż portrety. Polak doświadczał albowiem wyjątkowości swego bycia Polakiem zwykle poprzez porównanie z innymi politycznymi strukturami.

Drugi jednak aspekt owej pochwały wolności jest nie mniej istotny: można go określić jako swoistą misję cywilizacyjną Królestwa: podziwiając słodycz tej wolności, wiele prowincji przyłączyło się do was i poddało waszemu panowaniu nie tyle siłą zbrojną, ile wielkością waszej wolności…

Aspekt cywilizacyjny znowu niejako ma dwa wymiary: jeden to w sposób oczywisty wynikająca z powyższego rozumowania atrakcyjność modelu projektu cywilizacyjnego Polaków, z drugiej tak samo strony warto zauważyć swoistą i jakże charakterystyczną irenistyczną naturę Królestwa: Rzeczpospolita zdobywa prowincje nie siłami swojej armii, ale atrakcyjnością samą swoją. Pacyfistyczny, antywojenny aspekt polskiego istnienia politycznego będzie dosyć ważnym składnikiem rozumowania naszych przodków o swojej misji dziejowej. Bronić zatem raczej wartości właściwych dla świata zachodniego, i przyciągać do tegoż świata nowe prowincje swoim moralno-politycznym dyskursem – to właściwie wymiary misji Rzeczpospolitej w rodzinie narodów europejskich.

Jak się wyżej wspomniało, owemu aspektowi polityczno-ideologicznemu staropolskiego misjonizmu towarzyszy tak samo aspekt, nie jestem pewien czy go najlepiej określę tym zdaniem: religijno-polityczny. W takich dziełach, jak ważna, bo formatywna dla polskiej racji stanu „Pieśń o Żubrze” Hussowskiego z pierwszej połowy wieku XVI czy w dziełach takich jak utwory Jana Białobockiego a pod koniec wieku XVII Wespazjana Kochowskiego idea ta znajduje, jak się zdaje, najpełniejszy wyraz.

Przejdźmy do Kochowskiego, czyli do idei misjonistycznej niejako wyrażonej w sposób najobszerniejszy. Możemy mówić o kilku aspektach owego zjawiska. Jeden to mocno konceptystyczny wizerunek dziejów Polski wzorowanych na dziejach Narodu Wybranego. Kochowski w swoich wierszach lirycznych niejako odsłania proces rozumowania o tej kwestii. Przedstawia albowiem refleksję, rozciągniętą w całym swoim „Niepróżnującym próżnowaniu”, poświęconą zagadnieniu sensu historii, sensu czy znaczenia wydarzeń historycznych, których uczestnikami było jego pokolenie. Widzi zatem nieustające wojny drugiej połowy XVII wieku a próbując pojąć znaczenie tego, co się dzieje wokół, odwołuje się w sposób naturalny do Historii Świętej. Czyta zatem dzieje Polski sobie współczesnej, a potem tak samo dzieje Polski historyczne niejako z perspektywy podpowiadanej przez biblijną analogię: odwołując się do Biblii, jako archi-tekstu „nazywa” wydarzenia sobie współczesne. Utożsamiając narody najeżdżające jego Rzeczpospolitą z narodami uciskającymi naród wybrany, dochodzi do drugiego członu owej analogii, a mianowicie wniosku, iż jak kiedyś narodem wybranym był naród żydowski, obecnie takim narodem wybranym jest Polska. Poeta nie poprzestaje jednak na li tylko takiej analogii. Raz „udowodniwszy” Boskie sprzyjanie, Boski wybór, szuka dla niego uzasadnień. I znajduje je, odwołując się do wydarzeń cudownych (tak interpretuje na przykład objawiające swoją cudowność w latach 70. obrazy maryjne, i traktuje te objawienia jako dowody na przyjęte założenie, iż mianowicie „Bóg czuwa nad Polską”), albo odwołując się do antycznej tradycji bóstw opiekuńczych (takim „bóstwem opiekuńczym” czyni w wierszu suplikacyjnym Matkę Bożą – jak wiemy „zabieg” ten funduje tak samo działanie króla Jana Kazimierza we Lwowie czasów potopu), albo z kolei dokonując niezwykle ciekawych „interpretacji symbolicznych”. Na przykład w wierszu „Góra Łyssa” interpretuje scenę Konania na Krzyżu, uzasadniając skłonienie głowy umierającego Jezusa czy miejsce gdzie Matka Boska stoi pod krzyżem jako znaki staropolskiej misji:

Wespazjan Kochowski, Niepróżnujące próżnowanie, 1674, Biblioteka Narodowa

Tak Kościół trzyma, że gdy Pan umierał,

Na Akwilon, głowę skłoniwszy, pozierał;

Na Oliwnej Górze dziwnej

Kończąc mękę, Skłania rękę

Na północnych ludzi.

Matka znać dając, że nam jest pomocy,

Pod krzyżem stoi ku nam na północy…

Wreszcie tak samo próbuje dowodów sylogistycznych (w swoim arcydziele: Psalmodia polska, które z wielu względów, bardziej właściwie ideowych niż literackich, zasługuje na bardzo baczną uwagę badaczy literatury i kultury intelektualnej nie tylko doby staropolskiej), kiedy w jednym z psalmów tamże zamieszczonych tłumaczy Boskie sprzyjanie Polsce rozumowaniem następującym.

Najlepszym dziełem Bożym jest człowiek.

Co jest najbardziej konstytutywną cechą człowieka?

Wolna wola.

Bóg, jak powiada Biblia, kocha swoje dzieło.

Który z krajów wolność człowieka stawia na pierwszym miejscu? Wokół tejże wolności organizuje całą zasadę ustrojową?

Królestwo Polskie.

Czy zatem Bóg może nie kochać, tej politycznej struktury, która wolność traktuje jako swoją zasadę ustanawiającą?

Niejako instytucją naczelną dla tego typu rozumowania jest wolna elekcja: czyli wystawienie się wspólnoty na ryzyko: zaryzykowanie, które dopuszcza do głosu Boski wybór; dowodzi ono zaufania a zarazem jest w istocie nieustającym „wywoływaniem” Opiekuna do sprawowania opieki.

Przedstawiam to rozumowanie, bo wydaje mi się ono zasadnicze dla polskiego misjonizmu. Ta zresztą wizja polskiej misji dziejowej, napędzała pewien sposób rozumowanie o wspólnocie politycznej nad Wisłą i w okresie wojen za wolność naszą i waszą, i w okresie ślubów Jasnogórskich Prymasa Tysiąclecia, i w homiliach Jana Pawła II, czy obecnie w polskiej literaturze w dziełach takich pisarzy jak Jarosław Marek Rymkiewicz.