Mikołaj Kamieniecki (1460-1515) – pierwszy wielki hetman

Znakomity żołnierz, który nie przegrał żadnej bitwy – za to beznadziejny gospodarz, który po śmierci pozostawił masę niespłaconych długów. Brał udział we wszystkich konfliktach zbrojnych jakie miały miejsce za jego życia, prócz jednej - zakończonej klęską - wyprawy mołdawskiej Jana Olbrachta. Wiernie stał przy boku kolejnych władców polskich. Przez całe życie dążył do wprowadzenia stałych podatków i powiększenia liczby wojska. Dokonał szeregu reform wojskowych. Husaria - to właśnie jego wkład w staropolską sztukę wojenną. Co prawda była to wówczas lekka jazda, ale nie sposób wyobrazić sobie szlacheckiej armii bez skrzydlatych jeźdźców. To on także pełnił jako pierwszy swój urząd hetmański dożywotnio i za jego przywództwa ustalił się w dużej mierze zakres władzy hetmanów.

Buława hetmańska, Persja; ze zbiorów Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. Z. Reszka

Kamienieckiego bez przesady można nazwać mistrzem wojny z Mołdawianami. Hospodara Bogdana III Jednookiego pokonał w bitwie pod Chocimiem w 1509 r., skutecznie pozbawiając go w ten sposób złudzeń o mariażu z Jagiellonami. Prawdziwy kunszt pokazywał w licznych starciach z Tatarami. Ci groźni stepowi jeźdźcy raz po raz najeżdżali południowo wschodnie tereny Rzeczypospolitej, znacząc szlak swoich marszów łunami pożarów. W 1494 r. pod Wiśniowcem, po raz pierwszy odniósł spektakularne zwycięstwo nad Tatarami. W 1512 r. w tym samym miejscu, wespół z Konstantym Ostrogskim, rozgromił ich ponownie. Niczym wódz z poprzedniej epoki poprowadził kopijników do rozstrzygającej szarży. Odbił tysiące jeńców, chroniąc ich przed tatarską niewolą.

Opromieniony sławą i obdarzony królewskim zaufaniem, pod koniec życia otrzymał niezwykle ważną misję. Miał opiekować się krajem podczas nieobecności Zygmunta Starego, który wyjechał w 1515 r. na zjazd do Wiednia. Z misji tej się nie wywiązał. Przeszkodziła mu w tym śmierć.