Mikołaj Potocki (1593-1651) – hetman pijany

 

Bitwa pod Beresteczkiem, Franciszek Smuglewicz, przed 1797 r., Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. Z. Reszka

Był dobrym żołnierzem, ale jedynie jako podkomendny. Otrzymane rozkazy wykonywał sumiennie, ale na samodzielnego wodza zupełnie się nie nadawał. Odznaczał się przy tym cechami charakteru, które przysparzały mu ciągłych wrogów i problemów. Pod komendą Koniecpolskiego sprawował się dobrze. Jako hetman polny (od 1637) zwalczał kolejne bunty kozaków. Największym jego sukcesem w tych starciach było zwycięstwo pod Kumejkami (16 XII 1637). Przez króla i hetmana wielkiego nie był dopuszczony do planów wojny z Turcją. Dopiero po śmierci swego protektora, został w nie wtajemniczony i zaangażował się w jawne przygotowania wojenne. Obdarzony buławą wielką koronną w 1646 r. robił wszystko, aby udowodnić, że na nią nie zasłużył. Gdy wybuchło powstanie Chmielnickiego napisał do króla, że nie dobywając broni, samym strachem skończy rebelię. Nie skończył. Zadufany w sobie, podzielił swe skromne siły na trzy części. Wysłani drogą wodną kozacy rejestrowi przeszli na stronę powstańców. Jego syn Stefan poniósł klęskę pod Żółtymi Wodami (16 V 1648), a ojciec - zamiast pomóc synowi - dał sygnał do odwrotu. Nie orientując się kompletnie w sytuacji, został zaskoczony widokiem Tatarów, którzy wspierali kozaków. 25 V pod Korsuniem zastosował formację taborową, kompletnie nieprzydatną w trudnych warunkach terenowych. Kozacy rozerwali tabor, bitwa zamieniła się w rzeź, a trzykrotnie ranny hetman dostał się do niewoli. O klęsce zadecydowało niedocenienie przeciwnika, a także umiłowanie do kielicha. Diabła tam miał być dobry rząd – pisał Bogusław Maskiewicz - kiedy (...) hetman wielki koronny, Mikołaj Potocki ustawnie się opił gorzałką i (...) pijany w karycie siedział. Wypuszczony w 1650 r. za okupem, od razu po powrocie popadł w konflikt z innymi polskimi dowódcami. W sławnej bitwie pod Beresteczkiem dał popis niekompetencji, narażając armię na klęskę. Doradzał królowi zamknięcie się w warownym obozie i nie dawaniu odporu przeciwnikowi w otwartym polu. Na szczęście Jan Kazimierz wybrał inne rozwiązanie, które doprowadziło do zwycięstwa. Na królewski rozkaz zaatakowania taboru kozackiego, miał odpowiedzieć: iż na tabor dość czasu jutro będzie nastąpić, a on nazajutrz nieborak pił i upieł się był nie myśląc o taborze. Wkrótce potem zmarł, pozostawiając po sobie opinię wahliwego kunktatora i pijaka.