Milusińscy w sukienkach, czyli ubiory chłopięce w XVII w.

Na portrecie jednorocznego królewicza Władysława Zygmunta Wazy pędzla Martina Kobera (1596 r.) ukazano modela w chłopięcym stroju uszytym zgodnie ze zwyczajem epoki, czyli prawie nie różnicujący płci. Wykrochmalona i gofrowana krezka zapowiada przyszłe skrępowanie surowymi zasadami wychowawczymi. Uwagę zwraca czerwona sukienka silnie rozszerzająca się ku dołowi, spod której wyłaniają się rękawy spodniego kabacika, łańcuch ankrowy na piersi, bransoleta w łańcuchu pancerzowym, popularne „lecznicze” zawieszenie z gruszkowatą perłą (tzw. elencha) oraz (apotropaiczna?) figurka niedźwiedzia grającego na dudach. Dekoracyjną funkcję – obok okazałej fryżki i dopasowanych mankiecików, pasamoniczych broderowań sukieneczki i sznetów rękawów kaftanika – pełnią złote galony brzegów i szwów sukieneczki oraz takież knefliki. Atrybutem wieku dziecięcego są zwisające z tyłu szarfy („lejce”), zapewne wywodzące się z tradycji odrzuconych (fałszywych) rękawów, pomagające w nauce chodzenia, ale i powstrzymujące przed raczkowaniem, uznawanym podówczas za zachowanie niegodne osoby ludzkiej.

M. Berson (sygn. K. Zinn), Portret królewicza Władysława Zygmunta Wazy w 1596 roku, kopia portretu z pinakoteki monachijskiej, 1885, Muzeum Narodowe w Warszawie.

Upodobnienie ubranek chłopięcych (czasem wyposażanych w „pseudo-fortugały”, nierzadko szamerowanych, zapinanych z tyłu, wywodzących się z przedłużonych dla celów funkcjonalnych kaftanów wierzchnich) do dziewczęcych wynikało z motywów pragmatycznych (pieluchy), ale i ideowych. Ewokowały one słabość, konieczność szczególnej ochrony, uwydatniały fakt przynależności do neutralnej kategorii wczesnego dzieciństwa. Pociechy – zgodnie z powszechnie przyjętą teorią humoralną – miały być zdominowane przez charakterystyczną dla niewiast „zimną wilgotność”, stąd jedno- lub dwuczęściowe sukieneczki tworzyły znak podlegania pod świat kobiet; z drugiej zaś strony implikowały ujmowanie dzieci w kategoriach bezpłciowych – co zrozumiałe w czasach, gdy tylko płeć męską traktowano jako płeć właściwą. Chłopięce suknie (fr. jaquettes) nie były jednak identyczne z dziewczęcymi; najczęściej nie posiadały baskin i fortugałów, a jedynie owalne zakończenie talii swobodnie schodzące w dół (ewentualnie zaznaczone szeregiem kokard etc.). Niejednokrotnie były krótsze i mniej rozkloszowane, czasem wyróżniały się kolorem. Istniały przypadki, kiedy młodszy z braci nosił taki sam kaftan, co starszy; w miejscu spodni zakładano mu spódnicę z rozcięciem odsłaniającym halkę. Inwencja matek mogła niekiedy niwelować wspomniane rozbieżności; przykładowo, Krystyna Sabaudzka, siostra Ludwika XIII i Henrietty Marii, zwykła ubierać swych synków w sukienki z dekoltem! Od połowy XVII stulecia ubiory chłopców poczęły nabierać cech swoistych, ukierunkowanych funkcjonalnie. Tendencję tą możemy już dostrzec w portrecie przyszłego Stanisława Leszczyńskiego, z przełomu 1677 i 1678 roku, z kolekcji Fundación Yannick y Ben Jakober. Ważnym atrybutem wieku dziecięcego był najczęściej wielowarstwowy, w wersji dziennej dekoracyjnie potraktowany czepek (ang. biggin, biggonet, biggon). Malcy porzucali go około trzeciego, czwartego roku życia, wyjątkowo nieco później. Fartuszki nosili czasem nawet ośmiolatkowie, zwłaszcza, gdy chciano podkreślić ich podległość wobec starszego rodzeństwa. Chłopięce sukienki przetrwały w przetworzonej formie do XX wieku.

Po ukończeniu przez dziecko 3 roku życia w grę zaczynały wchodzić ubiory kształtowane coraz bardziej pod wpływem mody dorosłych. Granica wiekowa owej transgresji była oczywiście płynna, zależna od cech indywidualnych, planowanej roli społecznej dziecka (np. niższa dla następców tronu, nawet 2-3 rok życia), jednak najwyższy jej pułap to około 7-8 lat. Również poszczególne elementy zależały od czynników wiekowych, np. dość wcześnie porzucano noszony głównie ze względów praktycznych fartuszek. I tak, po ociągnięciu pewnego wieku, chłopcy wychodzili spod opieki kobiet i adaptowali modę świata dorosłych, ich stroje nie były jednak idealnymi replikami. Różniły się, obok rozmiaru, zwłaszcza barwą, wykończeniem, dodatkami, czasem lekkością tkaniny, etc. Założenie spodni było okazją do świętowania.

W 1615 r. poseł Zygmunta III na dwór madrycki prosił Filipa III w imieniu polskiej królowej o wiarygodne portrety członków rodziny panującej. Po kilku latach stały się one zapewne wzorem dla strojów jej synów, sportretowanych z okazji uroczystości chrzcin Anny Katarzyny Konstancji, we wrześniu 1619 r. Portret królewicza Aleksandra Karola został zniszczony w czasie ostatniej wojny. Zachowała się szczęśliwie fotografia zreprodukowana w 1926 r. oraz skrótowa kopia akwarelowo-gwaszowa. Na owym konterfekcie podziwiamy galowy uniform z białego jedwabiu wyszywanego złotem i perłami, na który składają się m.in. rękawy kabata z tzw. molinillos, ropilla, krótka peleryna podszyta połyskliwą tkaniną, pludry w typie calzas de fajas, muślinowy, haftowany kołnierz waloński, haftowane pantofle przewiązane pometką, wreszcie  piękny kapelusz z perłowym otokiem i okrągłą broszą spinającą okazały pióropusz.

M. Berson (sygn. K. Zinn), Portret królewicza Aleksandra Karola Wazy, kopia niezachowanego portretu z pinakoteki monachijskiej, 1885, Muzeum Narodowe w Warszawie.

Oczywiście w Rzeczypospolitej 7-8 letnich chłopców ubierano przede wszystkim w stroje polskie, niekiedy z pewną modyfikacją w kierunku stroju mieszanego. Tomasz Zamoyski już ok. 1605-6 r. nosił delijki, ferezyjki, żupaniki, serdaczki, „szubeczkę łóżkową” blamowaną gronostajami, kołpaki, magierki, czapeczkę podszytą sobolami, baczmaszki, buciki, ciżemki, skarpetki płócienne, etc. – co nie wykluczało brunatnych lub białych pończoch, czy podszytych rękawiczek. Traktowany znakowo ubiór chłopców był zawsze deklaracją społecznych ambicji ich prawnych opiekunów.