Najazd na Berdyczów

Berdyczów to miasto w pobliżu Żytomierza, w dawnym województwie kijowskim (dziś Ukraina), nad Hniłopiatem. Założone w XV w., przez długi czas było własnością Tyszkiewiczów. W inwentarzu ich dóbr z 1593 r. czytamy: Miasto nowo osiadłe Berdyczów, w położeniu nad rz. Piatem, które JM [Fedor Tyszkiewicz] niedawno swoim własnym kosztem i nakładem osadził […]. W tem miasteczku zamek na horodyszczu poczęty budować się, w którym zamku budowanie: naprzód wieża nad wały zbudowana; w tejże wieży świetlica, w ścienie świetełki cztery, horodni sześć, na górze sala zbudowana wielka, piekarnia, sieni, świetełki naprzeciwko świetełki dwie sieni i komora, w bok sieni naprzeciwko wieży poczęto budować i niedobudowano a naostatek horodyszcze ostrogiem obstawiono; w koło zameczku przygrodek ostrogiem obmurowano. W XVII w. zasłynął cudami tutejszy obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Opiekowali się nim karmelici bosi, którym wojewoda kijowski Janusz Tyszkiewicz przekazał w 1630 r. swój zamek z przeznaczeniem na klasztor: Oddaję plac w mieście Berdyczowie, gdzie stał zamek na stoku góry od strony rzeki, stromym i nieprzystępnym, z całą jego cyrkumferencyą na kościół i klasztor OO. karmelitów bosych, ze wsią Skryhylówką i z 1500 złotych polskich dwiema ratami wypłacać się mających.

Matka Boska Berdyczowska, chromolitografia z Album de Wilna, 1850r., ze zbiorów Muzeum Pałacu w Wilanowie.

Szybko okazało się, że karmelici będą musieli stoczyć prawdziwą walkę ze spadkobiercami Janusza Tyszkiewicza (zmarł w 1649) o prawo do fundacji. Spadkobiercy ani myśleli płacić zakonnikom przyrzeczonych sum, wręcz przeciwnie – chcieli się ich pozbyć. Była to szokująca historia, nawet jak na niespokojne Podole. Najpierw sukcesorzy Tyszkiewicza chcieli zachęcić do najazdu Kozaków: Namawiali do napaści będących w Berdyczowie kozaków, pierwej hetmana ich, potem pułkownika jego Ordę. Oba dwa się do tego nie dali skłonić i nie chcieli gnębić zakonników i miejsca poświęconego. W tej sytuacji, 19 III 1684 do klasztoru wdarła się przekupiona przez Tyszkiewiczów dragonia Michała Grabowskiego, wraz z komisarzem berdyczowskim Świderskim, i wygnała braci, nie wahając się przed grabieżą klasztoru i kościoła. Dwa lata później kolejny komisarz, Puchaczewski, wraz z dragonią Tyszkiewiczów ponownie wdarł się do klasztoru i wygnał z Berdyczowa zakonników. Proces trwał latami. Wygasł, kiedy Berdyczów poszedł w ręce Krzysztofa Zawiszy jako wiano Teresy Tyszkiewiczówny.

W 1717 r. karmelici otrzymali dekret trybunalski, skazujący winnych na zapłacenie niewielkiej kwoty na restaurację klasztoru oraz potwierdzający zapis Janusza Tyszkiewicza. Krzysztof Zawisza zapisał w swoich pamiętnikach: Zgodziłem się z ichmość księżą karmelitami sprawiedliwie, za przybyciem imci księdza prowincyała, godnego, zacnego i dziwnie wielkiej łagodności kapłana z domu Brzostowskich, który cały tydzień w Berdyczowie mieszkał. Czyniliśmy mu wygody i przysługi tak mieszkającemu, jako odjeżdżającemu, według możności i kraju. Karmelici osiedli w Berdyczowie na dobre.