Najniższy podnóżek. Relacje klientalne w epoce późnego baroku

Niestabilność władzy politycznej w dawnej Rzeczypospolitej przyczyniła się do gwałtownego rozkwitu nieformalnych więzi społeczno-politycznych, które miały zapewnić uczestnikom życia publicznego udział we władzy, materialne powodzenie i podstawowe bezpieczeństwo. Rozwój więzi klientalnych cechował się pewną dwukierunkowością wynikającą ze wzajemnych relacji między patronem i klientem, opartych na specyficznych zależnościach – wierności, wzajemnych korzyściach, zaufaniu i poddaństwie. Patron zyskiwał tym sposobem szerokie poparcie wśród uboższych krewnych lub miejscowej szlachty w realizacji własnych celów politycznych. Dla klienta z kolei była to możliwość uzyskania wsparcia materialnego, otwarcia drogi do kariery politycznej, duchownej lub wojskowej, pomoc w trybunale, szansa na pozyskanie przyjaciół oraz zapewnienie względnej stabilizacji i ochrony w niepewnych czasach. Nieformalne relacje dwustronne przechodziły czasem w profesjonalną służbę, którą następnie cedowano na członków rodziny dotychczasowego klienta, budując tym samym silne zaplecze.

Polski szlachcic, rycina z dzieła Williama Coxe'a „Travel into Poland...”, 1784; Biblioteka Narodowa

Relacje patron – klient miały nieco odmienny charakter w zależności od obszaru Rzeczypospolitej. Zróżnicowanie społeczne poszczególnych dzielnic państwa, znaczny odsetek drobnej szlachty na terenie Mazowsza czy Podlasia, potęga rodów magnackich na jego wschodnich obszarach czy ich mniejsze oddziaływanie na terenie Wielkopolski w znacznym stopniu wpłynęły na różnice w relacjach klientalnych. Na odmienność tę wypływał zresztą szereg innych czynników: decentralizacja władzy państwowej, walka stronnictw politycznych, zagrożenie wojenne, klęski elementarne i postępująca pauperyzacja społeczeństwa. Istotną okazywała się także osoba patrona – jego możliwości protekcyjne (koligacje, finanse, zajmowane urzędy, bliskość dworu królewskiego), jak i charakterologiczne (przystępność, jowialność, otwartość). W mniejszym stopniu decydowała o rozwoju relacji klientalnych płeć patrona. Przychylność i opieka magnatki, jej koligacje i kontakty, a nade wszystko niezależność finansowa i wynikająca stąd aktywność gospodarcza czy publiczna była równie pożądana, jak w przypadku męskiego protektora. Starano się więc poprzez sieć wzajemnych układów i koligacji szukać utytułowanych i dobrze osadzonych w rzeczywistości politycznej osób, których wsparcie mogło zapewnić pomoc. System klientalny obejmował swoim zasięgiem także przedstawicieli warstw najwyższych, sięgając królewskiego otoczenia i elity urzędniczej czy senatorskiej. Często zmieniał się on w skomplikowany układ wzajemnych zależności, a zobowiązania wynikające ze świadczonych przysług miały coraz większą wagę.

Zakres patronatu nie obejmował wyłącznie kwestii polityczno-urzędniczych, ale dotyczył wielu różnych aspektów życia publicznego – mecenatu kulturalnego i duchowego, edukacji, działalności fundacyjnej czy niezwykle istotnej w tym okresie polityki matrymonialnej. Patronat artystyczny nad niewielkim środowiskiem malarzy, architektów, muzyków czy drukarzy był w Rzeczypospolitej zjawiskiem wyjątkowym, świadectwem ważnych zmian w mentalności szlachty i wyrazem polityki prestiżu wśród magnaterii, która rywalizowała o najlepszych artystów, pragnąc związać ich z własną osobą. Istotną rolę odgrywał też patronat religijny nad instytucjami i ich przedstawicielami – klasztorami, bractwami dewocyjnymi czy szpitalami. Duchowni na równi ze świeckimi zabiegali o wsparcie swoich interesów i tworzyli własne grupy wpływów.

Najbardziej interesującym przykładem relacji patron – klient są źródła epistolarne, które w znakomity, choć niekiedy mocno przerysowany sposób ukazują mentalność obu stron, patrona i klienta. Zarysowany w nich wyraźny podział na stronę proszącą (klienta) oraz przyjmującą prośby i szafującą łaski (patrona) bywał zachowany niezależnie od statusu i pozycji społecznej korespondujących. Ludwika Załuska, kasztelanowa radomska, z uniżonością zabiegała o protekcję u Konstancji z Tarłów Mniszchowej, marszałkowej wielkiej koronnej, mimo że formalnie obie panie były sobie równe urodzeniem – „Znam to, że mi nie należyta jest śmiałość pretendować respektu WM Pani Dobrodziki, nie będąc ni w czem zasłużoną, ufając jednak nadzieją w dobroć WM Pani Dobrodziejki, a oraz i rekomendacyi Jejmość Pani wojewodziny mazowiecki [Doroty Chomentowskiej – przyp. B.P.], a Dobrodziki naszej zabierać otuchę dobrą nadziei naszej pozwala suplice mojej, którą z uniżoną wenratią zasyłam, upraszając za synem moim, a krzesnym Jej Mość Pani Wojewodziny, aby jako się szczyci tem sukcesem osobliwym, tak i zjednanym respektem łaski WM Pani dla poważnej rekomendacyi mógł się zaszczycać być sługą WM Państwa Dobrodziejów…”.

Szacunek klientów można było pozyskać na różne sposoby – przez podtrzymywanie wrażenia magnackiej omnipotencji (materialny przepych, zażyłe relacje z dworem królewskim, manifestację rodzinnej potęgi i kult przodków, wystawność uroczystości rodzinnych, ceremonialność publicznych ingresów, rozbudowany system służby domowej, podróże zagraniczne) lub, dla odmiany, poufałość, która niewiele kosztowała (podkreślanie braterstwa z drobną szlachtą), czy pańską hojność i pomoc (pośrednictwo w sporach i konfliktach, zapewnienie bezpieczeństwa, występowanie w charakterze swatów, rodziców chrzestnych i opiekunów dzieci niezamożnej szlachty, wspieranie ich edukacji) oraz bogobojność (równość w obliczu śmierci, przynależność do bractw dewocyjnych). Obecność patrona na szlacheckim ślubie czy pogrzebie dodawała splendoru rodzinie i przynosiła czasem wymierne korzyści materialne. Środkiem uzależniania szlachty od magnaterii była znaczna przewaga materialna tej ostatniej, jej zaplecze społeczno-polityczne (koligacje, urzędy, prywatne wojsko), jak i istniejący system arendowania i dzierżawy majątków czy udzielania kredytów, które silnie wiązały drobnoszlacheckich wierzycieli z ich patronami.

Najważniejszym jednak obszarem uzależnienia klientów przez patronów była sfera urzędniczych awansów, pożądane w ówczesnym życiu społecznym. W sytuacja, gdy część urzędów ziemskich drogą dziedziczenia pozostawała niemal w obrębie jednej rodziny, możliwość ich otrzymania bez stosownej protekcji wydawała się wręcz niemożliwa. Silny patron był w stanie rozbić istniejący układ i zapewnić urząd swojemu klientowi. Zrywał tym samym stare zależności, ale w ich miejsce kreował nowe, korzystne dla siebie. Walka o urzędy i próba nawiązania zależności klientalnych przybierała na sile zwłaszcza po ich opuszczeniu przez dzierżące je osoby. Na wieść o śmierci kasztelanowej krakowskiej Elżbiety Sieniawskiej, Zamoyska zabiegała u marszałka wielkiego koronnego Józefa Wandalina Mniszcha „o wakanse po JMci Pani krakowskiej, lubo jest tu wielu konkurentów, ale do starostwa lubaczowskiego nikt nad WM Pana nie będzie pierwszy”.

Podobnie rzecz się miała z działalnością sejmikową, która wymagała znacznego wsparcia interesów magnackich fakcji. Kazimierz Antoni Sapieha (1689–1739) informował matkę, że wiele stracił w czasie zjazdu sejmikowego, a nic nie osiągnął, ale nie żałował czasu i pieniędzy, „wszak się to zawsze przyda, żem się obeznał z szlachtą bracią”. Marianna z Zamoyskich Dzieduszycka pisała do brata, że ich najstarszy brat ordynat Tomasz Zamoyski, który powrócił z Litwy, „nie bawiwszy, musiał jechać do różnych Ichmościów zachodząc się koło sejmiku teraz nowo nastąpionego, żeby […] interesów swoich jakkolwiek utrzymał”.

Wsparcie patrona i rozmaitych „przyjaciół” wydawało się nieodzowne podczas trwających latami procesów trybunalskich. Tylko silne zaplecze majątkowe i protekcja utytułowanych opiekunów pozwalały z większym lub mniejszym powodzeniem osiągnąć korzystne wyroki. Oskarżony o zabicie człowieka Jędrzej Krzemiński słowami supliki, w błagalnym liście zwracał się do swojego opiekuna: „Ja najniższy podnóżek i najnieszczęśliwszy więzień upadam do stóp Pana i Dobrodzieja Mego z supliką moją, żebrząc łaski Jego, abyś wspomniawszy na wielkie Miłosierdzie Boskie za mną niegodnym mizerakiem wniósł poważną swoją instancję do Jaśnie Pana Kasztelana a Pana Mojego Miłościwego, aby mnie według woli Jego Pański osądził za tego człowieka…”. Wygranej nie zapewniała jednak nawet wysoka pozycja społeczna, jeśli nie dysponowało się klientalnym zapleczem, o czym przekonywała swojego męża Konstancja z Tarłów Mniszchowa, uczestnicząc w jednym z procesów trybunalskich – „sprawa JP starosty stężyckiego wielkiego obrotu potrzebuje, bo szpetna, a strzeż Boże przegrać […] koniecznie trzeba się pilnować regestrów, a w czwartek dopiero przypada i trzeba pilnować, żeby dobrze padła, bo nas jest tu wiele i jest się komu kłaniać”. Marszałek zaś pouczał żonę, „jeżeli JM Pan kanclerz [Jan Sebastian Szembek – przyp. B.P.] będzie w Lublinie, proszę mu się dobrze stawić i akomodować, bo to wiele do drugiej pomoże transakcji”.

Znakomitym polem do realizacji układów klientalnych, do ich nawiązywania i wzmacniania była polityka matrymonialna szlachty. Wielokrotnie stwarzała ona okazję do podniesienia swojego znaczenia i rozwinięcia wpływów tak dla szlachty-klientów, jak i dla potencjalnych patronów. Krystyna z Sanguszków Sapieżyna, wojewodzina brzeska litewska, przekonywała siostrę Annę Katarzynę Radziwiłłową, kanclerzynę litewską, po śmierci Marianny z Rzewuskich Potockiej (zm. 1722), strażnikowej litewskiej, by pomyślała o pozostałym wdowcu Stanisławie Władysławie Potockim (zm. 1732), „bo by nam się bardzo przydał”.

Istotną rolę w systemie klientalnym zajmował protektorat edukacyjny, dzięki któremu zgromadzone na szlacheckich dworach dzieci uboższych krewnych i braci szlachty, mogły pobierać nauki i przysposabiać się do kariery dworskiej czy też w orszaku magnata poznawać świat i poszerzać swoje horyzonty umysłowe. Korzyści były obustronne – opieka i wychowanie z jednej strony, a przygotowanie wiernych i odpowiednio wykształconych sług z drugiej. Kasztelan nakielski Kąsinowski dziękował opiekunowi syna, obiecując dozgonną wdzięczność i zobowiązanie – „Za łaskę i dobroczynność tak wielką synowi memu tam w Berlinie będącemu od WM Pana świadczoną wielce dziękuje, tym upewniając, że za tak wielką protekcyją syna mego dożywotnie WMM Panu zasługiwać nie omieszkam…”.

Autorytet, jakim cieszy się patron, był swego rodzaju płaszczem ochronnym dla jego klientów, zabiegających o ochronę majątków przed działaniami wojska lub agresją sąsiadów. Jego nazwisko otwierało szereg drzwi, budząc respekt, i było dostateczną zaporą przed niepożądanymi działaniami w stosunku do jego klientów.

Zależność klientalna była trwała i przenoszona z pokolenia na pokolenie. Wielokrotnie przypominano się w listach i podkreślano swoje zasługi dla patrona i jego bliskich, byle tylko wpisać się w krąg jego sług i klientów, zapewnić opiekę sobie i swoim krewnym. Dobrą okazją do podtrzymania przyjaźni lub odnowienia słabnących więzi klientalnych był zwyczaj przesyłania życzeń świątecznych, imieninowych, gratulacji z okazji zaślubin, objęcia urzędów lub wyrazów głębokiego żalu składanych z okazji śmierci bliskich osób. Zapomnienie o wysłaniu życzeń, opuszczenie terminu korespondencji lub nieobecność na pogrzebie było uważane za nietakt i mogło przynieść niełaskę obrażonego patrona. Sprawą dość częstą była rywalizacja o pańskie względy, która prowadziła do niehonorowych zachowań między klientami, wzajemnych oskarżeń, pomówień i dyskredytacji w oczach patrona.

Nieformalne relacje klientalne były stałym elementów kontaktów społecznych epoki nowożytnej zarówno w Rzeczypospolitej, jak i w innych krajach. Niestabilna sytuacja polityczna i ekonomiczna, chęć osiągnięcia stanowisk, godności i zaszczytów, szukanie sojuszników, mogących zapewnić realizację tych celów, a także liczne zagrożenia towarzyszące życiu ówczesnych ludzi zmuszały ich do poszukiwania takich rozwiązań, które pozwalały prowadzić w miarę ustabilizowane życie. Opieka patrona i łaska dobrodzieja były swoistą polisą, gwarantującą przetrwanie w przypadku rozmaitych nieszczęść i stwarzającą pozory socjalnego bezpieczeństwa. W przypadku patronów więzi klientalne pozwalały realizować rozmaite cele polityczne i publiczne, nie wspominając już o efektach prestiżowych, które w świecie pozorów i gestów odgrywały istotną rolę.