Nieoceniona pomoc w drodze na Krym – Nikodem Kossakowski i Jeremi Mohyła

Wybuch wojny między Osmanami a Habsburgami w 1593 r. i bunt chrześcijańskich lenników sułtana umożliwiły Polsce ponowne wmieszanie się w sprawy naddunajskie. W 1595 r. Jan Zamoyski osadził na tronie mołdawskim Jeremiego Mohyłę jako polskiego lennika i obronił jego władzę w starciu z Tatarami pod Cecorą. Chan Gazi Gerej II ustąpił wówczas, niemniej konieczne było uregulowanie naprężonych stosunków z Krymem. Tatarzy domagali się m.in. zaległych upominków i powstrzymania wypadów kozackich, grożąc w przeciwnym razie najazdem. Po dłuższej zwłoce, spowodowanej brakiem funduszów, wysłano wreszcie jesienią 1598 r. jako posła polskiego na Krym cześnika łomżyńskiego Nikodema Kossakowskiego. Miał on m.in. zażegnać niebezpieczeństwo tatarskie, wymusić uznanie polskich granic po Morze Czarne i zabezpieczyć nasze interesy w Mołdawii. Tam też, na dwór Jeremiego Mohyły, poseł udał się w pierwszej kolejności. Jak się okazało, była to dobra decyzja, gdyż wobec trwających działań wojennych pomoc hospodara okazała się nieoceniona.

Jan Styfi, Grobowiec Nikodema Kossakowskiego w kościele farnym w Łomży (fragmen); Biblioteka Narodowa

Przebieg misji i pośrednictwo Jeremiego Mohyły znamy z obfitej korespondencji dyplomatycznej, zgromadzonej w Archiwum Zamoyskich warszawskiego Archiwum Głównego Akt Dawnych. Przyjrzyjmy się więc pokrótce, jak wyglądała współpraca polsko-mołdawska w omawianym zakresie.

Nikodem Kossakowski dotarł do Jass w grudniu 1598 r. w towarzystwie posła tatarskiego, odprawionego w Warszawie. W Mołdawii poseł dowiedział się, że chan nadal przebywa z wojskiem na Węgrzech, walcząc przeciw Habsburgom. Oczekiwanie na powrót Gazi Gereja wydłużało czas poselstwa, a zatem i podnosiło jego koszty. Wobec skromnych środków, jakimi dysponował, poseł postanowił wrócić do Polski. Tu jednak z pomocą przyszedł hospodar, oferując gościnę w Jassach na swój koszt i wysyłając do chana własnego posła. Zgadzało się to ze stanowiskiem króla i kanclerza Jana Zamoyskiego, uważających, że powrót posła polskiego bez prób skontaktowania się z chanem byłby poważnym błędem.

Tak więc poseł bawił w Jassach, a tymczasem w lutym 1599 r. przybyli tu wysłannicy chana. Hospodar podejmował obie strony na wspólnych rozmowach, a widząc, że do porozumienia nie dojdzie, zdecydował się przetrzymać u siebie posła do czasu powrotu z wojny samego chana. Donosząc o tej decyzji Janowi Zamoyskiemu, podkreślał znów, że pokryje koszty pobytu Nikodema Kossakowskiego dla dobra Rzeczypospolitej, „której też członkiem jednym jesteśmy”, jak pisał o sobie.

Gościna posła u hospodara przedłużała się, gdyż dopiero wiosną 1599 r. na Krym wróciła część ordy, prowadzona przez zastępcę chana, sułtana kałgę Selameta Gereja. Domagał się on od posła przybycia do Białogrodu i oddania upominków, kusząc go zapewnieniami o posiadanych pełnomocnictwach chana do zawarcia traktatu pokojowego. Poseł jednak słusznie odmówił wyjazdu, obawiając się, że zostanie zmuszony do oddania upominków bez zawarcia układu i zasłaniając się instrukcjami, nakazującymi mu pertraktowanie z chanem. W tej wymianie korespondencji z kałgą znów pośredniczył hospodar, cały czas dający schronienie posłowi w swoim państwie.

Niebawem poseł wysłał też gońca mołdawskiego do samego chana, usiłując nawiązać z nim bezpośrednie rozmowy. Udało się to jednak dopiero na początku września, gdy wraz z Mołdawianami przybyli do hospodara wysłannicy chańscy: Dziantymir aga i Mustafa Czelebi. Mieli oni polecenie Gazi Gereja, by zawrzeć traktat pokojowy z posłem polskim. Następnie Mustafa miał odwieźć upominki do Białogrodu, zaś Dziantymir aga wyruszyć z posłem polskim do króla, aby wręczyć mu „list przymierny” chana. Poseł chciał jednak najpierw zawrzeć układ pokojowy, a potem wydać upominki. W tym celu trzeba było porównać polską i tatarską wersję układu. Niestety, nie można było otworzyć przywiezionego przez Tatarów dokumentu, gdyż chan polecił go wręczyć bezpośrednio królowi. Sytuację znów uratował hospodar, proponując, by Dziantymir aga pojechał z listem przymiernym do Warszawy, a Kossakowski z Mustafą i upominkami poczekali w Mołdawii.

W Polsce okazało się, że tatarska wersja układu jest w różnych punktach niezgodna z polską propozycją, wobec czego odesłano Dziantymira agę z podziękowaniem za dobre chęci chana i zapowiedzią przysłania Tatarom kolejnej wersji traktatu. Miała ona zawierać jeszcze korzystniejsze dla Polski rozwiązania. Tymczasem polecono Kossakowskiemu wydanie upominków, co też uczynił w listopadzie 1599 r. Wkrótce potem poseł powrócił do Polski.

Jak widać, dojście do skutku poselstwa było możliwe w dużym stopniu dzięki gościnności i determinacji hospodara mołdawskiego, który prawie rok czynnie pośredniczył w rozmowach polsko-tatarskich i wspomagał je finansowo. Miał on oczywiście w tym swój cel – porozumienie między Rzecząpospolitą a Krymem zabezpieczało też władanie Mohyły w Mołdawii. Trzeba jednak przyznać, że pilnując swoich spraw, okazał się hospodar cennym sprzymierzeńcem Polski.