Nieudana próba utworzenia przez Jana III antytureckiego sojuszu w latach 1678-1679

Utworzenie antytureckiej koalicji chrześcijańskich państw europejskich pod przywództwem Rzeczypospolitej było jednym z najważniejszych postulatów memoriału, który hetman wielki koronny Jan Sobieski przedstawił na sejmie w Warszawie wiosną 1673 roku. Mimo podjęcia pewnych akcji dyplomatycznych inicjatywa ta pozostała bez echa i Polska nie mogła liczyć na jakąkolwiek zewnętrzną pomoc militarną. Zwycięska bitwa pod Chocimiem zatrzymała jedynie turecki „potop” i ułatwiła Sobieskiemu objęcie tronu. Wiadomo było jednak, że wojna z sułtanem, zakończona w październiku 1676 roku rozejmem w Żurawnie, zostanie wznowiona. W tej sytuacji Rzeczpospolita, zbyt słaba by podjąć samodzielną walkę, musiała zdobyć koalicjantów.

Jan Andrzej Morsztyn, kopia warsztatowa obrazu Hiacinthe'a Rigauda, po 1690, z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. A. Indyk

We wrześniu tego roku na Tronie Piotrowym zasiadł Innocenty XI, zwolennik wskrzeszenia idei „wypraw krzyżowych” przeciw niewiernym, który – jak Sobieski – widział możliwość pokonania Wielkiej Porty jedynie zjednoczonymi siłami świata Zachodu. W Turcji narastał tymczasem kryzys polityczny i ekonomiczny. Pewne słabości imperium dostrzegł i opisał w memoriale, wysłanym w 1679 roku do papieża, przebywający w Stambule kapucyn Paolo da Lagni. Przedstawił ponadto plan utworzenia wielkiej koalicji z Cesarstwem, Moskwą, Hiszpanią, Francją, Rzeczpospolitą i Wenecją oraz stałym wrogiem Turcji – szachem Persji. O spostrzeżeniach da Lagniego dowiedział się także Sobieski, być może za pośrednictwem Jana Chryzostoma Gnińskiego, pełniącego funkcję pisarza poselstwa do sułtana, odprawionego w latach 1677-1678 przez jego ojca, podkanclerzego koronnego Jana Krzysztofa Gnińskiego, w celu zawarcia ostatecznego traktatu z Turcją. Satysfakcjonujący pokój odroczyłby najpewniej powstanie ligi, jednak polska misja odniosła dyplomatyczną klęskę. Z da Lagnim kontaktował się najpewniej także Samuel Proski, od 1678 roku rezydent królewski w Stambule, który w listach do Jana III przekonywał o osłabieniu imperium osmańskiego i sugerował, że natychmiastowe podjęcie kroków militarnych przez koalicję mogłoby doprowadzić nawet do zdobycia tureckiej stolicy. Zarówno niepowodzenie misji Gnińskiego do Stambułu, jak i nikły rezultat wielkiego poselstwa do Moskwy, odprawionego w tym samym czasie przez Michała Czartoryskiego i Kazimierza Jana Sapiehę, którym nie udało się doprowadzić do podpisania „wiecznego pokoju” oraz „koniunkcji sił” przeciw Turcji, a jedynie do unormowania stosunków polsko-rosyjskich, zabezpieczały jednak dwie nieustannie zagrożone flanki Rzeczypospolitej. Stopniowo stabilizująca się sytuacja polityczna w Europie skłoniła Sobieskiego do podjęcia samodzielnych kroków.

Już w styczniu 1678 roku z polecenia Jana III do Italii, pod pretekstem „poratowania zdrowia” i odwiedzenia świętych miejsc, wyruszył podskarbi wielki koronny, poeta i dyplomata, Jan Andrzej Morsztyn. Prawdziwym celem tej wyprawy było jednak nakłonienie wielkiego księcia Toskanii i doży weneckiego do przystąpienia do koalicji. Morsztyn, wierny sługa Ludwika XIV, następnie udał się do Paryża, gdzie otrzymał francuskie poddaństwo, a zapewne także instrukcje, jak w przyszłości torpedować powstanie antytureckiego aliansu, którym Francja nie była zainteresowana.

W atmosferze napięcia wewnętrznego oraz narastającego niebezpieczeństwa ze strony Wielkiej Porty, Jan III zwołał sejm walny do Grodna, który obradował od 15 grudnia 1678 roku do 4 kwietnia roku następnego. Zaakceptowano wówczas dyrektywy króla, wytyczające nową linię polityki zagranicznej: wszczęcie rokowań z Moskwą, która znalazła się w centrum zainteresowań dyplomacji polskiej, oraz wznowienie wojny z Turcją w sojuszu z carem. Sobieski uznał za konieczne wyprawienie poselstw wielkich nie tylko do Fiodora III, ale także do papieża oraz wysłanie misji dyplomatycznych do cesarza, Republiki Weneckiej, Francji, Hiszpanii i innych krajów europejskich. Celem tego potężnego i trudnego przedsięwzięcia było utworzenie ligi antytureckiej oraz wystąpienie o pomoc finansową dla Rzeczypospolitej. Subsydiów na wojnę oczekiwano przede wszystkim od Innocentego XI, któremu król postanowił jednocześnie złożyć obediencję, czyli akt posłuszeństwa składany zwyczajowo przez każdego nowego władcę każdemu papieżowi.

Do realizacji tej szerokiej akcji dyplomatycznej król starał się wybrać najlepszych mediatorów, niezależnie od ich orientacji politycznej. Kandydatury zaakceptowano przed 10 kwietnia 1679 roku. Datę tę nosi wysłany z Grodna list nuncjusza w Polsce, Francesca Martellego do sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej Alderama Cybo, wymieniający pięć legacji i – nieco zniekształcone – nazwiska posłów.

W lipcu do Moskwy wyruszył referendarz litewski Cyprian Paweł Brzostowski, który już od 1658 roku brał udział w różnych rokowaniach z carem ( m.in. reprezentował Polskę przy podpisywaniu pokoju w Andruszowie). Głównym celem misji była zamiana rozejmu andruszowskiego na stały pokój i zawarcie sojuszu antytureckiego, stanowiącego ważne ogniwo w łańcuchu wielkiej ligi chrześcijańskiej. Bojarzy nie chcieli jednak koalicji i nie zamierzali udzielić pomocy finansowej, wystąpili natomiast z nierealnym żądaniem, by Rzeczpospolita natychmiast rozpoczęła wojnę z Turcją, mimo że sami w tajemnicy podjęli już rokowania ze Stambułem. Brzostowski znał doskonale moskiewskie środowisko polityczne, nie zabłysną jednak szczególnym talentem dyplomatycznym. Nie wiadomo, jakie znaczenie miał fakt, że poseł był zaufanym człowiekiem Paców, przeciwników politycznych Sobieskiego, i w czasie elekcji w 1674 roku wraz z hetmanem wielkim litewskim Michałem Kazimierzem Pacem usiłował przeforsować kandydaturę carewicza Fiodora.

Pod koniec maja do Paryża udał się podskarbi wielki koronny Jan Andrzej Morsztyn. Prawdopodobnie król zdawała sobie sprawę, że wybór tej kandydatury uzasadniały jedynie znakomite stosunki Morsztyna na dworze francuskim. Poseł zabiegać miał o pieniądze i kadrę oficerską oraz o to, by Francja wstrzymała się z działaniami przeciw cesarzowi. Podskarbi nie był jednak zainteresowany wypełnieniem celów misji i nie tylko torpedował plany króla, ale bez jego zgody i sejmu przyjął urząd sekretarza Ludwika XIV oraz złożył przysięgę wierności obcemu monarsze. Poselstwo do Paryża z góry skazane było zresztą na niepowodzenie. Francja nie zamierzała dopuścić do powstania koalicji antytureckiej z udziałem cesarstwa, co mogło powiększyć potęgę Habsburgów. Wojna z Turcją, jej naturalnym sojusznikiem, zmniejszyłaby natomiast korzyści płynące z francuskiego handlu lewantyńskiego. Misja przyniosła zyski jedynie posłowi, który spędził we Francji ponad rok i zyskał potężnych protektorów. Jego profrancuska polityka skonfliktowała go później z królem i doprowadziła do pozbawienia urzędu i opuszczenia Polski na stałe w 1683 roku.

Żadnych efektów nie przyniosło także poselstwo generalnego prepozyta miechowskich bożogrobców i sekretarza królewskiego Piotra Mikołaja Korycińskiego do Madrytu i Lizbony. Nie są znane dzieje tej legacji. Wiadomo, że nie posiadający żadnego dyplomatycznego doświadczenia Koryciński wykorzystał wyprawę także do własnych celów i w drodze powrotnej wizytował klasztory w Hiszpanii, Belgii i Francji. W Paryżu zachorował, a po powrocie do Polski zmarł na „chorobę cudzoziemską, co mu nos wypadł”.

Pewne rezultaty mogły wyniknąć z legacji skoligaconego z Janem Andrzejem Morsztynem podkoniuszego litewskiego Szczęsnego (Feliksa) Morsztyna, działacza ariańskiego, nota bene przeciwnika ligi z Austrią i wiernego zwolennika elektora brandenburskiego. W czerwcu lub lipcu 1679 roku wyruszył on do Anglii na dwór Karola II Stuarta, a następnie do Holandii i prawdopodobnie do Szwecji. Obietnicy realnej pomocy nie uzyskał, jedynie pewna angielska gmina kalwińska postanowiła ofiarować na cele ligi antytureckiej 80 tys. talarów w zamian za przyznanie współwyznawcom w Rzeczypospolitej prawa do swobodnego odprawiania nabożeństw. Rada Królewska odrzuciła jednak tę ofertę.

Najdelikatniejszą, najważniejszą z punktu widzenia interesów Rzeczpospolitej legacją była misja do cesarza, doży i papieża. Król powierzył ją dobremu żołnierzowi, ale fatalnemu dyplomacie, swemu szwagrowi, podkanclerzemu i hetmanowi polnemu litewskiemu, księciu Rzeszy Michałowi Kazimierzowi Radziwiłłowi, który miał ponadto złożyć akt obediencji Innocentemu XI. W lipcu 1679 roku Radziwiłł wyruszył w okazałym kilkusetosobowym orszaku w pechową podróż, która trwała blisko rok i zakończyła się śmiercią posła w Bolonii. Wizyta w Wiedniu nie przyniosła żadnych rezultatów – cesarz nie był zainteresowany sojuszem z Rzeczpospolitą. Posła nie przyjął także doża wenecki. Kiedy wiosną 1680 roku Radziwiłł zmierzał do Rzymu, okazało się, że Innocenty XI zgodził się już na przekazanie Sobieskiemu subsydiów na wojnę i namawiał posła do powrotu. Książę złożył jednak papieżowi obediencję w imieniu polskiego króla. W czasie trwającego kilka miesięcy pobytu nad Tybrem zaszokował dwór papieski lekceważeniem panujących tam obyczajów, ale jednocześnie, poświęcając fortunę, olśnił miasto przepychem swojego poselstwa. Była to jedyna wysłana wówczas misja, która mimo wszystko zakończyła się sukcesem, przynajmniej propagandowym.

Liga antyturecka powstała dopiero w 1683 roku, kiedy wojska osmańskie oblegały Wiedeń. Spełniło się wówczas marzenie Sobieskiego: pod jego dowództwem sprzymierzone armie chrześcijańskie wyparły Turków ze stolicy Cesarstwa.