Niezwykłe pomysły w sztuce baroku

 Podpora, jak sama nazwa wskazuje, powinna coś podpierać; coś, co bez tego wsparcia skazane by było na upadek. Musi więc być mocna, stabilna i trzymać się pionu. W epoce baroku nie zawsze jednak przyjmowano najprostsze rozwiązania. Dodając do tego ówczesne zamiłowanie do oryginalnych konceptów i niezwykłości możemy osiągnąć zdumiewające efekty. Kto więc powiedział, że wszystkie podpory zawsze muszą „trzymać pion”?

Kliknij, aby zobaczyć więcej ilustracji.

Zwiedzając Sandomierz warto wejść do kościoła św. Ducha, gdzie w kaplicy Pana Jezusa znajduje się niezwykły ołtarz. Powstał zapewne pod koniec XVIII wieku i nie jest wybitnej klasy artystycznej, w wielu miejscach razi nawet niedoskonałością wykonania. Nie sposób jednak odmówić jego twórcy fantazji. Ustawiona w niszy cudowna figurka Jezusa Frasobliwego ujęta jest dwoma półkolumnami. Są one tak wygięte, że gdyby je potraktować „serio” jak podpory, to ołtarz nie miałby prawa stać do dzisiaj, bo cała konstrukcja powinna już dawno rozjechać się na boki. W tym wypadku nie chodzi jednak o to, by cokolwiek podeprzeć. Kolumny tworzą scenograficzną oprawę dla figurki, zachowują się jak kunsztownie upięta draperia. Jeśli świat jest teatrem, to i podpory mogą stać się kurtyną.

Artystów barokowych stać było na jeszcze śmielsze projekty. W kościele cystersów w pobliskiej Koprzywnicy znajdziemy dwa bliźniacze ołtarze, których twórca posunął się o krok dalej. Filary od mniej więcej jednej trzeciej wysokości przestają nagle trzymać pion i wyginają się, tworząc dziwacznie skręcone litery „S”. Efekt jest dość zabawny, jakby wszystkie gzymsy, naczółki i zwieńczenia były tak ciężkie, że podpory nie są w stanie ich utrzymać i w dramatycznej walce wyginają się, by za chwilę runąć na kościelną posadzkę. Jednak od prawie trzystu lat (ołtarze powstały w pierwszej połowie XVIII wieku) nic takiego się nie stało.

W niepozornym drewnianym kościele w Mogilnie w Małopolsce (nie mylić z Mogilnem w Wielkopolsce!) chór muzyczny podpierają podobne do koprzywnickich filary. Wygięte jak cięciwa łuku sprawiają wrażenie, że napierająca z góry masa jest zbyt wielka dla ich możliwości. Warto zdać sobie sprawę, że mamy tu do czynienia z fantazją lokalnego architekta, który postanowił zaprzeczyć nie tylko idei podpory, ale i samym właściwościom drewna.

 To, co zamknięte we wnętrzu (w tym wypadku kościelnym) za drzwiami, zawsze w pewien sposób pozostaje ukryte przed ludzkim wzrokiem. Jeśli więc wydaje nam się, że żaden barokowy twórca nie odważył się umieścić podobnych podpór na fasadzie, która jest przecież najbardziej eksponowaną częścią świątyni, to… poniekąd mamy rację, ale nie do końca. Trudno byłoby spotkać tak wygięte kolumny czy filary jak te, z którymi mieliśmy do czynienia przed chwilą. Byli jednak architekci, którzy w swoich dziełach wykazali się „odrobiną szaleństwa”. Dobrym przykładem takiego twórcy jest Włoch Paolo Antonio Fontana, który karierę zawodową postanowił zrobić w XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej. Na terenie Lubelszczyzny i Wołynia (obecna Ukraina) zaprojektował wiele wspaniałych świątyń, w których z upodobaniem umieszczał na fasadach powyginane, jakby przysiadłe pilastry. W wybudowanym na podstawie jego planów kościele św. Ludwika (paulinów) we Włodawie znajdziemy je w portalu, wieżach i szczycie między wieżami. Co prawda patrząc od strony konstrukcyjnej fasada stałaby dalej, gdyby tych podpór nie było, jednak osiągnięty niecodzienny efekt z pewnością wart był zachodu.