Nobilitacje w Polsce

Stan szlachecki wyodrębnił się na przełomie XIII i XIV wieku i od razu zyskał uprzywilejowaną pozycję. Szlachetnie urodzeni – przeświadczeni o swojej odrębności – pilnie strzegli, aby plebejusze nie przedostawali się w ich szeregi. Polscy władcy szeroko korzystali z przysługującego im prawa nadawania szlachectwa, co stało w sprzeczności z interesami herbowymi. Nagradzali w ten sposób odważnych i oddanych sobie plebejuszy, a przyjmowanie ich w szeregi stanu szlacheckiego odbywało się poprzez adopcję herbową, polegającą na przyjęciu do rodu i zezwoleniu na używanie rodowego herbu.  Szeroko z takiej formy nobilitacji korzystał Stefan Batory, wynagradzając męstwo swych żołnierzy, a przyjmującym do herbu Jelita był sam Jan Zamoyski. Szlachta jednak zabroniła królowi samowolnych nobilitacji, rezerwując to prawo dla sejmu. Działania te wiązały się z procesem zamykania stanu szlacheckiego, do którego „wszrubowało” się wielu plebejuszy, jak to określił obsesyjny poszukiwacz fałszywych szlachciców Walerian Nekanda Trepka. Liczba nobilitacji nie była wielka, wydatnie wzrosła dopiero w czasach stanisławowskich. Ostatni król uszlachcił niemal 800 osób, czyli prawie tyle ile jego poprzednicy razem wzięci – poczynając od Władysława Jagiełły. Wpływ na to miała polityka Sejmu Wielkiego oraz wysokie opłaty za wystawienie dyplomu nobilitacyjnego, przynoszące niebagatelne dochody. Po upadku państwa, instytucja szlachectwa nadal istniała, ale nie jaśniała już nigdy wcześniejszym blaskiem.


Król Stanisław August, "rekordzista" w liczbie nobilitowanych osób, mal. F.P. Molitor, II poł. XVIII w., z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. Z. Reszka