O powstaniu i zaprzysiężeniu ligi antytureckiej w 1683 roku

Niepowodzenia polskich misji dyplomatycznych wysłanych w 1679 roku dowiodły, że Europa obojętnie odnosiła się do planów politycznych Jana III Sobieskiego, który uparcie dążył do utworzenia wielkiej ligi antytureckiej. Okazało się, że oprócz króla jej powstaniem zainteresowany był tylko papież Innocenty XI.

Portret Jana III, Jan Tricius, XVII w.; ze zbiorów Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. Z. Reszka

Oczekiwanych rezultatów nie przyniosły także poselstwa wyprawione później do Moskwy; Rosjanie nie zamierzali podpisać wojskowego przymierza z Rzeczpospolitą przeciw sułtanowi. Sytuację, w której znalazł się Sobieski, komplikował ponadto postępujący kryzys stosunków z wrogą lidze Francją. Król zdecydował się więc na radykalną zmianę strategii i powrócił na stare szlaki polityki prohabsburskiej, usiłując doprowadzić do sojuszu z cesarzem.

Leopold I początkowo nie wykazywał zainteresowania koalicją z Sobieskim. Dopiero zakończenie wojny rosyjsko-tureckiej i podpisanie traktatu pokojowego w Bakczysaraju w styczniu 1681 roku ujawniło realne zagrożenie Europy ze strony Wielkiej Porty: sułtan mógł przegrupować i przerzucić na Zachód swoją ogromną armię uwolnioną z działań militarnych na Ukrainie. Cesarz zrozumiał wówczas, że oprócz zobowiązanych do tego książąt Rzeszy, jego jedynym realnym sojusznikiem może być tylko Rzeczpospolita. Na początku 1683 roku, kiedy wszystko wskazywało na to, że siły osmańskie rozpoczną marsz w stronę Wiednia, Leopold I zdecydował się na zawarcie aliansu.

W pertraktacjach, prowadzonych od lutego w Warszawie, w czasie obrad sejmu ze strony cesarskiej uczestniczyli specjalny poseł, hrabia Karl Ferdinand Waldstein i rezydent habsburski, baron Johann Christoph Zierowsky. Rzeczpospolitą reprezentowała komisja, składająca się z 10 senatorów i 28 delegatów. Sobieski najprawdopodobniej wykorzystywał sytuację, która dawała mu pewną polityczną przewagę, i przedłużał rozmowy, występując m.in. z żądaniami gwarancji finansowych dla Polski, zarówno od cesarza, jak i papieża. Stolica Apostolska, reprezentowana przez nuncjusza w Warszawie, Opizia Pallaviciniego, gorąco popierała powstanie koalicji, jednak nie zamierzała deklarować żadnej pomocy finansowej przed oficjalnym zawarciem przymierza. 31 marca 1683 roku ostatecznie ustalono zasady układu zaczepno-odpornego między Janem III Sobieskim, stanami Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz Leopoldem I, ratyfikowanego w maju przez cesarza oraz sejm Rzeczypospolitej. Na mocy tego porozumienia, zawartego wyłącznie na czas wojny z Turcją, oba kraje rezygnowały z wszelkich wzajemnych pretensji, zobowiązały się do niezawierania traktatów z innymi państwami bez obopólnej zgody oraz do udzielenia sobie natychmiastowej pomocy wojskowej w przypadku bezpośredniego zagrożenia. Określono także liczebność obu armii: Leopold I wystawić miał 60 tysięcy, a Sobieski 40 tysięcy żołnierzy.

Liga antyturecka dalej jednak istniała tylko w sferze deklaracji. Tymczasem papież, który w maju, a więc po spisaniu warunków sojuszu, przekazał Rzeczypospolitej i Cesarstwu po 100 tysięcy florenów i zapewniał o dalszym finansowym wsparciu, oczekiwał na oficjalne zaprzysiężenie koalicji. Cesarz uznał jednak, że jego podpis nie wymaga żadnego potwierdzenia. Urzędnicy papiescy jak zwykle znaleźli wyjście z tej sytuacji, proponując, by w imieniu Leopolda I i Jana III kardynałowie protektorzy obu państw złożyli akt przysięgi w obecności papieża jako gwaranta przymierza, co zaakceptowali obaj sygnatariusze. Do początku czerwca Rzeczpospolita nie dostarczyła jednak do Rzymu ani potwierdzenia udziału w lidze, ani pełnomocnictwa dla kardynała protektora Polski, Carla Barberiniego, który miał występować jako przedstawiciel Sobieskiego. Na dokumenty te niecierpliwie oczekiwał zirytowany sytuacją Innocenty XI, a także kolegium kardynalskie i poseł cesarski Georg Adam Martinitz. Papież ponoć ciągle jeszcze nie był przekonany, czy Jan III wywiąże się z postanowień traktatu, a niepewność tę podsycały intrygi francuskich szpiegów, a także wrogich królowi rodaków.

Niewdzięczną rolę osoby, której zadaniem było uspakajanie antypolskich nastrojów, przejął opat mogilski Jan Kazimierz Denhoff, pełniący od 1682 roku funkcję rezydenta króla w Wiecznym Mieście do prowadzenia rokowań w sprawie ligi antytureckiej. Zapewne zgodnie z wytycznymi z Warszawy, w czasie kilku audiencji u papieża Denhoff starał się tłumaczyć przyczyny opóźnienia, zabiegał o odraczanie terminów konkretnych ustaleń, a przede wszystkim przekonywał Innocentego XI, że decyzje Sobieskiego w sprawie pomocy dla Wiednia pozostają nieodwołalne. Dopiero 25 czerwca do Rzymu dotarły oczekiwane dokumenty oraz upoważnienie dla kardynała Barberiniego, który wraz z Carlo Pio di Savoia, kardynałem protektorem Cesarstwa, podpisać miał dokument ligi. W czasie długiej audiencji, jaką Denhoff odbył tego dnia u papieża, nie została jednak ustalona data zaprzysiężenia sojuszu. Okazało się, że Sobieski usiłował wyegzekwować znaczniejszą pomoc papieską na wojnę. O zwiększenie subsydiów bezskutecznie zabiegał także wcześniej Denhoff w czasie wszystkich pertraktacji z Innocentym XI. W sprawie tej, na prośbę Jana III, interweniowała także królowa Krystyna. Wiadomo, że zgodnie z ustaleniami Sobieski zebrał pod Krakowem swoją armię, jednak nieustanne problemy finansowe opóźniały wydany 22 maja królewski rozkaz wymarszu polskiej odsieczy.

 Mimo kolejnych pertraktacji papieża z obydwoma kardynałami protektorami oraz jego deklaracji dalszego wsparcia dla obu stron, ciągle odkładano termin zaprzysiężenia ligi. Sytuacja stawała się dramatyczna – od 14 lipca Wiedeń skutecznie oblegały wojska tureckie, miasto było coraz bliższe poddania się i pomoc Rzeczypospolitej, która stawiała ostre warunki finansowe, okazywała się niezbędna. Pisał o tym, zresztą nieprzychylny Sobieskiemu, nuncjusz w Wiedniu, Francesco Buonvisi do sekretarza stanu, kardynała Alderama Cybo w liście z 21 lipca. W tych okolicznościach znaczne kwoty na poczet wojny postanowili wyasygnować kardynał Carlo Barberini oraz inni purpuraci i rzymska arystokracja.

Do zaprzysiężenia sojuszu antytureckiego doszło ostatecznie dopiero 16 sierpnia 1683 roku w pałacu papieskim na Kwirynale. Opisy uroczystości zachowały się w diariuszach słynnego rzymskiego pamiętnikarza, Carla Cartariego oraz byłego nuncjusza w Polsce, Galeazza Marescottiego. Ceremonia odbyła się w Camera del Congresso. Najpierw w sali zgromadzili się jedynie członkowie Kolegium kardynalskiego, którym papież nakreślił aktualną sytuację polityczną i zasady ligi oraz konieczność jej powołania. Potem rozpoczął się publiczny konsystorz, w którym uczestniczyli liczni prałaci oraz wybrani przedstawiciele rzymskiej szlachty i arystokracji. Po odczytaniu warunków sojuszu ceremoniarz papieski wezwał najpierw kardynała Pio, a następnie kardynała Barberiniego, którzy klęcząc przed papieżem w imieniu cesarza i króla zaprzysięgli antytureckie przymierze. Na koniec dwaj najstarsi protonotariusze apostolscy sporządzili akt prawny i dopełnili wszelkich innych formalności przewidzianych w takiej sytuacji. Uroczystość wywołała w Rzymie ogromne zainteresowanie, ponieważ od czasów Piusa V i utworzenia Świętej Ligi w 1571 roku Wieczne Miasto nie było świadkiem tego typu ceremonii. Dlatego odbyła się ona przy drzwiach otwartych, by cały dwór papieski mógł obserwować to ważne dla losów Europy wydarzenie.

Mimo zaprzysiężenia antytureckiego sojuszu w Rzymie ciągle obawiano się, że Rzeczpospolita nie zdąży z odsieczą. Do Innocentego XI nie dotarł jeszcze list króla, datowany 15 sierpnia, a więc w przededniu uroczystości na Kwirynale, w którym Sobieski napisał: „Dziś dosiadam bojowego rumaka aby pociągnąć na Świętą Wojnę i z Bożą pomocą zwrócić oblężonemu Wiedniowi dawną wolność [...]”. Kilka dni później z Gliwic monarcha ponownie listownie uspakajał papieża: „Jesteśmy zawsze zobowiązani wraz z całym moim królestwem walczyć do ostatniej kropli naszej krwi, jako że i moje królestwo, i ja, jesteśmy oboje tarczą świata chrześcijańskiego”.

Literatura:

H. Osiecka-Samsonowicz, Polskie uroczystości w barokowym Rzymie 1587-1696, Warszawa 2012, s. 291-294.