Od Sarmacji do Arkadii – mitologizacja przestrzeni w kulturze szlacheckiej

Ważnej dla danej społeczności przestrzeni nadaje się pozytywne cechy. Tak było z Sarmacją w piśmiennictwie XVI–XVIII w. opisywaną jako mityczna Arkadia. Ta mogła mieć dwojakie pochodzenie: antyczne (złoty wiek wprowadzony przez Owidiusza i sielanka w utworach Wergiliusza) oraz biblijne (motyw ziemi obiecanej). Już w literaturze renesansowej pojawiały się głosy opisujące Sarmację jako Arkadię – krainę mlekiem i miodem płynącą, bogatą w pożywienie, urodzajną ziemię, ale także wolną od wszelkich niebezpieczeństw. Otwarte rozległe przestrzenie symbolizowały wolność narodu sarmackiego, a Sarmacja stała się mityczną krainą wolności.

Sarmacja, 1552-1568; zbiory Biblioteki Narodowej

Naturalne granice Sarmacji – wyznaczone przez morze (Bałtyk) i góry (Karpaty) – były dodatkowym zabezpieczeniem przed wrogami. Zostały one poddane procesowi mitologizacji: wyznaczały świat wewnętrzny, oswojony, bezpieczny i jednocześnie chroniły przed zewnętrznym niebezpieczeństwem. Poza granicami znajdował się świat obcy – nieznany i niebezpieczny. Inne były język, obyczaje, religia. Sarmacja to miejsce, w którym życie było idyllą. Zapewniała pożywienie, stabilizację, bezpieczeństwo.

Podobnie było z przestrzenią poszczególnych rodów szlacheckich. Gniazda rodowe to arkadyjska przestrzeń sielskości i pochwała wiejskiego trybu życia. Czasem przestrzeń należąca do danego rodu była nawet wpisywana do tytulatury. Najczęściej czyniła to magnateria. Manifestowano w ten sposób przynależność do Rzeczypospolitej, gdy kontaktowano się z osobami z innych krajów lub wyjeżdżano zagranicę.

Gniazda rodowe były dobrami nienabytymi, niezastanymi, odziedziczonymi po ojcu i z prawem pierwokupu rodziny w razie przejścia w obce ręce. Za wszelką cenę starano się je jednak utrzymać w obrębie rodu, choć często nie były wartościowe pod względem materialnym. W końcu XVIII w. Julian Ursyn Niemcewicz pisał o swojej małej ojczyźnie: Nie było tam ni krytych ulic, ni klombów angielskich. Niewiele drzew owocowych, kilka kwater bukszpanem, bożym drzewkiem, szałwią, rutą, irysami i innymi kwiatami i krzewami zasadzonych. […] W rogu domu była dawna grusza sapieżanka; był to dla nas dzień godowy, kiedy ją otrząsano. Niestety! jak państwa europejskie, tak i ta wieś moja rodzinna postać całkiem zmieniła. Rozebrano stary dom, wycięta zaschła latami grusza, przeszedł pług po ogrodzie, trawnikach, dziedzińcu. W innym miejscu postawił ojciec pałac murowany, lecz i on, i my szczęśliwsi byliśmy w drewnianym.

Rodzinne dobra traktowano z sentymentem, jednak walczono o ich utrzymanie także ze względu na rywalizację konkretnych rodów, zwłaszcza magnackich. Przejmowanie niektórych ziem pozwalało na wpisanie się w jeszcze dłuższą historię szlachectwa.

Giovanni Francesco Grimaldi, Pejzaż z odpoczywającymi pasterzami, 1630-1680; zbiory Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Z mitologizacją przestrzeni mamy do czynienia także w opowiadaniu z 1511 r. o Sławoboju – protoplaście rodu Orzelskich, który osiadł w Orle. Tam założył gniazdo, ale potem historia rodu jest nieznana: Po Sławoboju też żadnego nie ma już śladu, prócz dwóch grusz w ogrodzie, jakie on miał zasadzić, a które, będąc chłopięciem widziałem spróchniałe i na ziemię obalone; za czasów mego rodzica, dopóki były podparte, pamiętam, że owoc dawały obfity, a nazywały się gruszkami Sławoboja. W taki sposób fragment przestrzeni urasta do rangi symbolu – plony płodnej ziemi zostały ochrzczone imieniem najstarszego przodka.

Arkadyjskie opisy swoich rodzinnych terenów pozostawił Jan Kochanowski w opisach Czarnolasu, który nazwał w poezji gniazdem rodowym. Poeci w XVI w. odkryli wiejską szczęśliwość, spokój, prostotę życia, czego dopełnieniem będą motywy ziemiańskie w poezji barokowej. Wespazjan Kochowski w wierszu Gniazdo ojczyste pisał, że w kniejach Gór Świętokrzyskich liście są wiecznie zielone. Idealizacja przestrzeni, niepoddającej się prawom natury, to sposób jej sakralizacji. Została ona przez poetę uświęcona katolicko – na górze widnieje krzyż postawiony przez dawnych mieszkańców tej ziemi. Z góry roztacza się piękny widok na okolicę, która jest przekazywana jak herb – z pokolenia na pokolenie. Horyzontem jest to, co znane – własne gniazdo rodowe, z którym ród jest powiązany na zawsze. Dziedziczenie rodowej ziemi staje się wartością szlachecką.

Podobnie mała część ojcowizny urasta do rangi wartościowej przestrzeni we wspomnieniach Jerzego Ossolińskiego. W swych pamiętnikach pisał, że w podziale ziem rodzinnych otrzymał Ossolin. Bardzo go to ucieszyło, bo mimo niewielkiej wartości materialnej było to gniazdo jego przodków przez setki lat: tym się najbardziej ciesząc, żem został w gnieździe przodków moich, w którym ich Pan Bóg tak wiele set lat błogosławił i pomnażał, i że mi się ta ziemia w dział dostała, gdzie ociec mój miały kości swe położyć miał, a zatem i błogosławieństwo w szczepie najobfitsze, na czymem się nie zawiódł.

Wiejska szczęśliwość, ziemiańska Arkadia izolowały szlachcica od wszelkiego zła czyhającego poza granicami, ale też od obowiązków, jakie na nim spoczywały (politycznych, militarnych). Była to więc Sarmacja w ujęciu rodowym, która przynosiła szczęście – zapewniała pożywienie, bezpieczeństwo, ale której należało także bronić. Mityczna przestrzeń rodowa była wykorzystywana i materialnie, i politycznie. Wiązała się także z dużym ładunkiem emocjonalnym. Jak Sarmacja z jej bezpiecznymi granicami wyznaczała strefę wspólnoty szlacheckiej, tak gniazda rodowe wyznaczały przestrzeń wspólnoty rodowej.