Ospa – choroba dzieci?

W dzisiejszych czasach 60 na 100 osób cierpi na ospę – pisał w 1734 r. filozof francuski Voltaire. I rzeczywiście, w XVIII w. ospa – zarówno czarna, jak i wietrzna – była jedną z najstraszniejszych chorób przerzutnych, czyli w języku dzisiejszej medycyny: zakaźnych. Przy czym zaraza ospowa szalała i w wiekach wcześniejszych, zbierając olbrzymie żniwo wśród przedstawicieli wszystkich stanów społecznych: chłopów, mieszczan, szlachty, magnaterii, a nawet... królów.

Maria Kazimiera, miedzioryt Pietera Stevensa, 1676–1700; Biblioteka Narodowa

Na ospę zachorowała w 1669 r. przebywająca we Lwowie królowa Maria Kazimiera, żona Jana III. 30 marca Sobieski otrzymał złe wiadomości o zdrowiu Marysieńki i czym prędzej powrócił do będącej w ciąży ukochanej. Osiemnaście dni później, czyli 16 kwietnia, król w taki oto sposób pisał do siostry o ciężkiej chorobie przebytej przez żonę: Przybiegłem tedy godzin dwie na dzień do Lwowa, gdzie w srodze zastałem ją gorączce i którą P.P. Doktorowie osądzili byli za malignę. Gdybyśmy tedy wszyscy w wielkiej zostawali trwodze i w wielkim biedzeniu się: jeżeli krwi upuścić, albo nie – czwartego od choroby dnia pokazało się kilka na piersiach krostek, które zarazem ja osądził za ospę; i że jednak nas nastraszyły, bo się zdało nazajutrz, że ich nie przybyło. Ku wieczorowi jednak poczęły nieznacznie wysypywać, a na ostatek wysypała się w dni kilka taka ospa, jaka już większa na świecie być nie może. Tu gdyśmy już dobrą wzięli nadzieję, znowu zaś zatrwożyło nas nieruszenie się dziecięcia i całe nieczucie przez kilka dni. Dostaliśmy Kinder-balsamu szczęściem od JMPani chorążyny Sieniawskiej – i ten nie pomógł, aż inne różne ożywiające i posilające maści, olejki, osobliwie muszkatowa maść. Owo zgoła przyznać w tym terminie doktorom lwowskim, że dobrze stawali, że matkę i dziecię salwowali, i skoro tylko swych ingredencyj na pępek nalali, tej minuty zaraz się dziecię ruszyło. Jam już w głowę ledwo nie zaszedł, bo i [dwuletni synek] Jakubek pod ten czas chorował: to mię tu jeden zawołał, że JejMość się źle ma, a tu drugi, że Jakubek, któregośmy zaraz na stronę odłączyli, skoro się tylko ospa pokazała. Jedna tylko JPani wojewodzina ruska Jabłonowska, dobra przyjaciółka, mi dopomogła, która zaraz dowiedziawszy się, z domu przybiegła, przy dziecięciu zaś była pani Grabiańczyna. Owo za łaską Bożą, a prawie cudowną, wszystka ta szczęśliwie się skończyła tragedia, to naprzód, ze już za łaską Bożą cale zdrowa, potem że ospy jednej drobiny, jednej kropli, jednego dołeczka nie znać, a była tak wielka, że już większa być nie mogła. Marne lekarstwa, które na to zażywała: stara tylko słonina z mlekiem; teraz zaś pewną wódką czerwone owe znaki zbywa, tak że już ich mało co. We brwiach tylko doczesna szkoda, które całe wylazły, i włosów w głowie siła. Mam w Bogu nadzieję, że ze mną wespół w poniedziałek wielkanocny [22 kwietnia] stąd wyjedzie... To jest najdziwniejsze, że 16 nocy snu na oczach nie miała, a jest za łaską Bożą już dość rzeźwa.

W podróż powrotną do Warszawy małżonkowie ruszyli jednak później, niż planowali. Królowa w ciężkiej chorobie na ospę ofiarowała się [bowiem] przy mszach świętych do [cudownego] obrazu [Matki Boskiej Lwowskiej], a przyszedłszy do zdrowia oddała votum twarz srebrną die 26a Aprilis 1669.

Marysieńka, która po dwóch tygodniach cierpień wyszła z choroby, miała bardzo dużo szczęścia, a to z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, ospa była szczególnie niebezpieczna dla kobiet brzemiennych, ponieważ mogła prowadzić do obumarcia płodu. I tak, w 1729 r. z tej przyczyny zmarła Magdalena Wiśniowiecka, kanclerzyna litewska. Jak pisała jej krewna, Franciszka Urszula Radziwiłłowa, nie z innej okazji, tylko z ospy, w której dziecię [w niej] najpierw umarło i zgniło, a po tym sama przy bardzo pięknej dyspozycyj życie swoje zakończyła. Po drugie, ospa nie zeszpeciła głębokimi dziobami twarzy Marii Kazimiery, która była przecież wielką elegantką oraz kobietą niezwykłej urody i wielkiego wdzięku. Trzeba bowiem pamiętać, że ospa zostawiała na twarzach ozdrowieńców okropne ślady, trudne do ukrycia nawet pod grubą warstwą pudru albo makijażu. Przykładowo pod koniec sierpnia 1683 r. Sobieski, opisując żonie Monsieur de Lorraine, charakteryzował go takimi oto słowami: ospa dość znaczna na twarzy. Oczywiście w przypadku mężczyzny utrata gładkiej cery była mniej dotkliwa niż w przypadku niewiast. Podobno ospa zeszpeciła lica Magdaleny Mortęskiej, ksieni klasztoru benedyktynek chełmińskich, która jako dziecko zapadła na tę okrutną chorobę przerzutną w trakcie wesela starszej siostry. Anna Stanisławska, pierwsza znana poetka polskiego baroku, omal nie zmarła na ospę w klasztorze dominikanek krakowskich, do którego trafiła jako dziecko po śmierci matki. W wielkiej ospie leżała także jejmość panna Anna Morsztynówna, podkoniuszanka litewska, której ospa odebrała urodziwą buzię. Wreszcie zaraz po śmierci ojca na ospę zachorowała królewna Anna Katarzyna Wazówna, która ślady choroby swojej na całe życie poniosła, wszakże nie tak znaczne, aby wdziękom jej przyrodzonym ujmę przynieść mogły.

Dziecko, które Maria Kazimiera nosiła w łonie podczas feralnego pobytu we Lwowie, urodziło się w 1670 r. w trakcie podróży królowej do Paryża. Była to córeczka Teresa Teofila, bardzo wątła i chorowita – zapewne wskutek przebytej wcześniej przez matkę choroby. Dziewczyna niebawem zmarła, przepełniając serca rodziców rozpaczą.

Na zakończenie zapytajmy tylko, jak nowożytni lekarze radzili leczyć ospę? Z listu pozostawionego przez króla Jana III wiemy, że doktorzy lwowscy polecali królowej rozmaite maści, kordiały, balsamy. Natomiast działający na przełomie XVI i XVII w. medyk Sebastian Petrycy z Pilzna pisał, że terapia ma być uzależniona od fazy choroby. I tak, gdy pojawiały się pierwsze znaki zbliżającej się niemocy – twarz czerwona, płynienie łez z oczu, świerzbienie w nosie, lękanie się we śnie, częste ziewanie, wielka boleść lędźwi i grzbietu, niespokojne leżenie, ból gardła i piersi, leżenie w znak, matanie nóg i drżenie, kłócie po skórze, ciasność tchu, flegma miąższa z ust i gorączka – należało puścić choremu krew. W czasie wylęgania się choroby pacjent miał jeść potrawy suche i zimne, takie jak sałata w occie albo barszcz, oraz wystrzegać się słodyczy. Gdy zaś pokazały się pierwsze grudki ospowe, należało zacząć jeść potrawy o działaniu napotnym, natomiast w przypadku pojawienia się nadmiernych potów i czernienia języka, można było podać na powrót lekarstwa chłodzące. Siódmego dnia należało natomiast pootwierać guzki grubą igłą i opróżnić z jadu. Dodatkowo przez cały czas trwania choroby należało płukać gardło wódką różaną lub piankową, wąchać ulepki fiołkowe i makowe oraz przyjmować dwa razy dziennie lewatywy z wyciągu liści dębowych.