Parady i paradiery

W czasach gdy nie było telewizji najlepszą okazją do zaprezentowania szerszej publiczności osób i zdarzeń ważnych z punktu widzenia władzy, były uroczyste parady – przechodząc procesjonalnie ulicami miasta orszak miał okazję zaprezentować się sporej części jego mieszkańców, dla których z kolei – stanowił rozrywkę.

Wjazd Michała Kazimierza Radziwiłła do Rzymu, mal. Niccolo Viviani Codazzi oraz Pieter van Bloemen, koniec XVII w., z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. Z. Reszka

Nota bene: aktorzy takich procesji doskonale zdawali sobie sprawę ze swojej roli – i traktowali swoje aktorskie zadania ze śmiertelną powagą. Ponieważ wielogodzinny najczęściej występ był bardzo wyczerpujący – kalendarz prac (np. poselstwa) uwzględniał zwykle po uroczystej paradzie jeden lub kilka dni odpoczynku dla jej uczestników!

Parady odbywały się w Rzeczypospolitej – z okazji koronacji i małżeństw królewskich, otwarcia Sejmu czy Trybunału i przy wielu innych sposobnościach. Przepychem zadziwiały przy tym cudzoziemców – czego chociażby Rolka Sztokholmska, czy też obraz Dolabelli są oczywistymi dowodami. Jednak przepych sarmacki w tym względzie – brał się m.in. z kopiowania wzorców tureckich (o długiej z kolei, bizantyjskiej i perskiej tradycji…). Toteż szczególną wagę przywiązywano zawsze do należytego wystąpienia przed mieszkańcami Stambułu – godna oprawa poselstwa była przy tym poważnym obciążeniem finansowym, z zasady pokrywanym w większości przez samego posła – co sprawiało, że hołyszów na posłowanie do Wysokiej Porty nie było stać, a i Rzeczpospolita nie szafowała misjami dyplomatycznymi nad Bosfor nad miarę (odrzucając m.in. konsekwentnie tureckie zabiegi o stały pobyt polskiego przedstawiciela przy sułtańskim dworze – dopiero Stanisław August Poniatowski zmienił w tej kwestii zdanie, ale wtedy z kolei – Turkom przestało zależeć na takiej permanencji).

Jak to wyglądało, informuje nas diariusz poselstwa Wojciecha Miaskowskiego z 1640 roku: W sobotę po rannym obiedzie ruszyłem się do Konstantynopola. W mili od Adryjanopolskiej Bramy w polu czekał mnie czausz pasza i buluk pasza w kilkadziesiąt koni czauszów i spahijów strojnych. Po przywitaniu wzięli mię między siebie, ten prawą, a ten lewą ręką jadąc. Alterkacyja zatym nastąpiła z kawalkatą moją, którą oni wyprzeć na czoło chcieli, żeby czauszowie immediate szli byli przede mną, na com ja nie pozwoleł. Stanęło się na tym, że kompanija moja przede mną samym, a słudzy z czauszami zmieszali się i spahijami. Gonitwy potym w drodze były. Pisali się pięknemi końmi i dżyrydami tak, że niejeden z nich na ziemi leżał. Nic w tym jednak wstydu nie mieli. Rezydenta cesarza jmci chrześcijańskiego dragaman z starszym sługą w mili także przywitali mię w polu imieniem pana swego. Zbliżywszy się tandem do murów miasta samego, które są troiste, z wałami i z czwartym podmurowanym, minęliśmy (in conspectu Jedrykułę zamek znacznemi więźniami sławny, po prawej ręce puściwszy) ośmdziesiąt baszt troistych, wyższych od miasta oprócz mniejszych z pola i bram dwie. Wjachaliśmy intra effusum populum przy drodze, którzy adventum faustum precabantur, osobliwie katolicy, chrześcijanie, zakonnicy, Adrianopolską sławną wielką Bramą. W ulicach różnych nacyi ludzie z obudwu stron czekali chcąc widzieć pierwszego ex toto christanitate do nowego pana ottomańskiego posła. Ani zsiedli paszowie z konia, aż mię na wschodach ujrzeli. O dwudziestej godzinie skończyły się te ceremonije. Drugie potym sypały się z mieszka i z szkatuły talery z bławatami, bo czauszom, szpahijom, janczarom, to muzykom cesarskim.

Oczywiście – nie mogło być mowy o paradzie bez paradierów. Czyli koni, możliwie jak najpiękniejszych i pięknie przystrojonych, których zawsze przynajmniej kilka luzem prowadzono (ponad te, których uczestnicy parady dosiadali), co by tym większą ostentację okazać.