Paryskie ekspensa – wydatki młodych szlachciców w podróży

Zwyczajowo po ukończeniu edukacji w kraju młodzieńcy z magnackich rodów wysyłani byli w dłuższą podróż poza granice Rzeczypospolitej, tzw. grand tour, w czasie której zdobywali wiedzę, uczyli się języków i poznawali obyczaje w krajach zachodniej Europy. Zwykle towarzyszył im doświadczony opiekun, który miał dbać zarówno o program nauczania młodych podróżników, ale też o logistykę.  Zaraz po przybyciu do miasta będącego celem podróży do obowiązków guwernera należało znalezienie dla młodzieńca gospody, która odpowiadałaby jego stanowi, ale równocześnie nie obciążała zbyt jego kieszeni. Było to skomplikowane i karkołomne zadanie i guwernerzy różnie się z niego wywiązywali. Kazimierz Jan Woysznarowicz po przybyciu do Paryża 5 listopada 1667 r. zatrzymał się w gospodzie Pod Żelaznym Krzyżem na ulicy St. Denis, po kilku dniach znalazł odpowiednie dla podopiecznego lokum położone niedaleko Pont Neuf, podróżni płacili tam miesięcznie 110 florenów od trzech izb. Wśród Polaków szukających odpowiedniej gospody w Paryżu szczególnie popularne było Faubourg Saint-Germain. Nic dziwnego, na tym właśnie przedmieściu istniało wiele znakomitych akademii rycerskich. Już w 1632 r. Jan Heidenstein zatrzymał się na przedmieściu Saint-Germain, gdzie zastał innych Polaków. Przebywający w 1646 r. nad Sekwaną Marek i Jan Sobiescy znaleźli kolejną gospodę właśnie w tej okolicy. Jak zapisał ich opiekun Sebastian Gawarecki: „Przeprowadzili się Ich Mość do inszej kamiennice au Faubourg St. Germen a la rue de Sene à la flor de lis. Tu się zaraz na koniech uczyć zaczęli u kawalkatora Monsieur Foristie, a z szpadą u Monsieur Xientainge u Włocha”.

Paryż - widok na Pont Neuf, Jean Petit, XVII/XVIII w., obraz z kolekcji Muzeum Pałacu w Wilanowie. Fot. Z. Reszka.

Wreszcie do kompetencji opiekuna należała nieodłącznie związana z całym przedsięwzięciem kwestia finansów. Sprawy finansowe i wynikające z nich zmartwienia często dominują w korespondencji wymienianej z pokrywającym koszty całej peregrynacji rodzicem. Gubernator był osobą bezpośrednio odpowiedzialną za środki pieniężne przeznaczone na podróż, on właśnie musiał zmierzyć się z wieloma problemami, które pojawiały w czasie pobytu na zachodzie Europy. Pieniądze, a raczej ich nieustanny brak, stanowiły główną troskę młodych peregrynantów i ich opiekunów podróżujących po zachodzie Europy.

Do podstawowych obowiązków guwernera należało również znalezienie odpowiednich magistrów i zorganizowanie codziennych zajęć młodych szlachciców i magnatów. Ważnym zadaniem, a zarazem poważną pozycją w budżecie było kupno materiałów i przygotowywanie odpowiednich strojów dla podopiecznych. Stroje noszone w czasie pobytu za granicą zdecydowanie nie należały do najtańszych zakupów, plasowały się wysoko na listach ekspensy. Według jezuity Tomasza Perkowicza obok przejazdów właśnie szaty kosztowały najwięcej. Pisał on o zwyczajowym nabywaniu czterech par strojów: młodzieńcom przygotowywano dwie pary bogate, odświętne i dwie na dni powszednie. Już w połowie XVII stulecia podkomorzyc inowłocławski Jan Tuczyński bardzo wiele wydawał na odpowiednie ubranie. Sumariusz jego ekspensy podaje dokonywane dla niego szczegółowe zakupy wielobarwnych różnych materiałów (aksamit, jedwab, tabin, płótno, barchan), wstążek, haftek, galonów i guzów. Młody Tuczyński nosił wówczas obłóczyste tabinowe pludry, kabat, trzewiki ze srebrnymi ostrogami i kapelusz ozdobiony wstążkami, stroju dopełniała szabla i pendent. Oprócz zwykłych codziennych sytuacji każdy guwerner musiał również stawić czoła wcale nierzadkim kłopotom zdrowotnym podopiecznych. Opieka nad młodzieńcem w razie choroby była sprawą bardzo poważną, zdarzały się przypadki śmierci peregrynujących młodzieńców na zachodzie Europy. A koszty związane z chorobą należały również do poważnych wydatków. Zadaniem opiekuna młodego podróżnika było umiejętne gospodarowanie wydzielonym przez rodziców budżetem, w czym miała wspomagać go częsta korespondencja z krajem i regularne rozliczanie się z wszelkich wydatków.