Philippe Dupont o Janie III

Philippe le Masson (ok. 1650 – po 1725), znany również jako Dupont, był francuskim inżynierem wojskowym, służącym pod rozkazami Jana Sobieskiego jeszcze jako hetmana w latach 70. XVII w. Z dworem Sobieskich pozostał związany do końca jako zaufany człowiek Jana III i królowej Marysieńki. Pod koniec życia wrócił do Francji. Kiedy w 1699 r. François-Paulin Dalairac opublikował swoje uszczypliwe wspomnienia z czasów pobytu w Polsce (Les andecdotes de Pologne […]), w których nie oszczędził Jana III, Dupont tak się rozsierdził, iż postanowił dać temu odpór. W efekcie napisał własne wspomnienia o Janie Sobieskim, które ukazały się po polsku jako Pamiętniki historyi życia i czynów Jana III Sobieskiego. Jest to z założenia apologia króla polskiego, mająca być odpowiedzią na krzywdzące uwagi Dalairaca. Musimy o tym pamiętać, studiując dzieło Duponta.

Na pierwszym miejscu Francuz stawia oczywiście wojskowe talenty króla polskiego. Wprost i otwarcie twierdzi, że Jan III był najwybitniejszym wodzem, jakiego widziała historia. Nawet kiedy przegrywał bitwy – jak stało się to chociażby pod Mątwami w 1666 r. – to nie było w tym jego winy. W przywołanej przez nas porażce Jana Sobieskiego główną rolę odegrał upór Jana Kazimierza, wobec którego „nie pomogły żadne argumenty Sobieskiego”. Genialny wódz rozpoznał w planowanym posunięciu króla zarodek przyszłej klęski, a choć do niej doszło i wycięto połowę wojska, to jednak „drugą Sobieski uratował”.

Przywołaliśmy ten przykład, aby pokazać technikę narracji autora, który posuwa się do przeinaczania faktów, byle wybielić swego ulubionego bohatera. Rzecz jasna Sobieskiemu nie brakowało realnych sukcesów, których Dupont nie omieszkał skrupulatnie odnotować i wychwalić. Nie miejsce tu na relacjonowanie wszystkich przewag wojennych Jana III – przyjrzyjmy się lepiej przyczynom, dla których zdaniem Duponta król odnosił zwycięstwa. Otóż zawdzięczał je „marsowej energii”, która pozwalała mu na podejmowanie najbardziej niebezpiecznych i karkołomnych wyzwań. Bez wątpienia możemy tu zaliczyć choćby piorunującą wyprawę na czambuły tatarskie w 1672 r. czy szturm obozu chocimskiego rok później. Dupont zwraca też uwagę na inną cechę znamionującą prawdziwie wielkiego wodza. Otóż król „doskonale umiał wykorzystać okazję i te krótkie momenty, od których zależy los bitew”. Chyba najbardziej znanym przykładem jest wiktoria wiedeńska, kiedy to Jan III, dostrzegłszy przesilenie w wojskach przeciwnika, zmienił plan bitwy i postanowił rozstrzygnąć ją jeszcze tego samego dnia szarżą jazdy. Jak wiemy, efekt był wprost nadzwyczajny – potężna armia Kara Mustafy została zmuszona do odwrotu. Z wyrażoną tu opinią Duponta o zmyśle taktycznym króla możemy się w zupełności zgodzić.

Dodajmy na zakończenie opisu militarnych zalet Jana III, iż potrafił on znaleźć wspólny język z podkomendnymi i natchnąć ich odwagą oraz wiarą w zwycięstwo. Bez tego najlepszy nawet wódz nie wygra żadnej bitwy. I nie ma się co dziwić, że kiedy Kara Mustafa zrzucił winę za klęskę wiedeńską na niechęć wojska ku sobie, sułtanowi nie potrzeba było więcej argumentów, aby pozbyć się takiego dowódcy.

Niestety po 1683 r. zawsze zwycięski Jan III przestał odnosić spektakularne sukcesy, ale i to zostało zatuszowane przez jego biografa. Oto Dupont – nie bez racji – wskazuje, iż wyprawy polskie do Mołdawii odegrały decydującą rolę w odniesieniu sukcesów przez Austriaków na Węgrzech. Wojska habsburskie nie musiały bowiem obawiać się Tatarów ani znacznych sił tureckich, zaangażowanych przeciw Polakom. Ostatecznie przecież „ten wielki król nie szczędził siebie, by zadbać o kraj i bronić cesarza, swego sąsiada i sprzymierzeńca”. Ewidentną porażkę, jaką było nieodzyskanie Kamieńca Podolskiego, Dupont tłumaczy potężnymi fortyfikacjami tej twierdzy, rzekomo „nie do zdobycia”. Jako inżynier wiedział oczywiście, że w dobie wojen oblężniczych Vaubana nie było twierdz nie do zdobycia, ale nie wypadało mu inaczej wytłumaczyć utrzymywania przez Turków fortecy kamienieckiej.

Talenty wojskowe króla łączyły się z kolejną zaletą, jaką była miłość do ojczyzny. Dupont podnosi ją przy każdej niemal okazji, tłumacząc nią m.in. zwłokę w koronacji – co akurat nie jest zgodne z rzeczywistością (zdaniem pamiętnikarza król odłożył koronację, by pośpieszyć na front turecki, podczas gdy szło raczej o utrzymanie komendy nad wojskiem do czasu mianowania nowego hetmana). Miłość ojczyzny pojawia się również w opisie darowania win przez Jana Sobieskiego królowi Michałowi, kopiącemu dołki pod zdolnym hetmanem i przeszkadzającemu mu w skutecznym gromieniu wrogów państwa. Nic dziwnego więc, że po zwycięstwie chocimskim szlachta samorzutnie – tudzież z pomocą Opatrzności – wybrała Jana Sobieskiego na króla, choć ten zupełnie o to nie zabiegał. Cóż, nasz pamiętnikarz i tu zagalopował się nieco, jako że zwycięski hetman wziął czynny udział w grze o koronę. Nie wypadało jednak tego podkreślać...

Mimo swej predylekcji do wojaczki Dupont nie pozostawał bynajmniej ślepy na inne walory Jana III. Dostrzegał przede wszystkim pasję króla do uczonych dysput, które według Duponta Jan III sam inicjował. Jak zaznaczył francuski inżynier, król lubił prowokować swoich rozmówców, udając często, że ma odmienne zdanie i ożywiając dyskusję. Bawił się też, obserwując, jak zacietrzewieni interlokutorzy usiłują nawzajem zbić swoje argumenty. Oczywiście, zdaniem Duponta, królewskie „opinie zawsze były słuszne”. Francuz bez wahania kreował Sobieskiego na mędrca, który potrafi rozstrzygnąć największe problemy. Nie było w tym nic dziwnego, skoro „jego [króla] wielki umysł ogarniał wszystko: to, co święte, i to, co świeckie; to, co dawne, i to, co nowe”. A mimo tego Jan III nie onieśmielał nikogo w rozmowie, nie przytłaczał swą erudycją – jako że łączył z nią swą ludzkość i umiejętność spoufalenia się z rozmówcą. Jednym słowem, według Duponta był Jan III wręcz idealnym partnerem do intelektualnej dyskusji (zapewne świetnie odnalazłby się na francuskich salonach).

Wśród innych ulubionych rozrywek króla, o których rzadko bądź w ogóle nie wspominają cudzoziemscy pamiętnikarze, a która była typowo polska, było polowanie. Jak pisał Dupont, król oddawał się łowom niemal do końca życia, znajdując w nich wielką przyjemność. Sporym utrapieniem była dlań konieczność rezygnacji z jazdy konnej i korzystania z otwartej lektyki, co spowodowane było złym stanem zdrowia pod koniec życia króla. Utracił tym samym Jan III jedną z przyjemniejszych części polowania, jaką jest pogoń za osaczoną przez psy zwierzyną.

Na sam koniec warto wspomnieć o ocenie, jaką Dupont wystawił królewskiej sylwetce Jana III. Nasz Francuz zachwyca się wyrazem twarzy królewskiej, „doskonale owalnej, szlachetnej i dumnej”, chwali rzymski nos i przyjemny tembr głosu. Przyznaje też, że trudno wytrzymać spojrzenie „żywych i płomiennych” oczu królewskich. Zauważa też otyłość króla, która uwydatniła się pod koniec życia, jednak zdaniem Duponta nie szpeciła Jana III. Przeciwnie, król „będąc ponadprzeciętnego wzrostu, miał wskutek tuszy tylko więcej majestatu w postawie, zwłaszcza gdy ubrany był po polsku”. Przypomnijmy, że w dobie baroku otyłość uchodziła za objaw zdrowia, więc zachwyty Duponta nie były niczym dziwnym.

Dodajmy wszakże, że znający dobrze Jana III Francuz nie pominął też informacji o pogarszającym się z wiekiem stanie zdrowia polskiego monarchy. Przypisał to – jak najbardziej słusznie – trudom wojennego życia, jakie prowadził Sobieski. Francuz pisał: „choć żył jeszcze kilka lat, był to okres nieustannych chorób i słabowania. Zdrowie poprawiało się na krótko, gdyż wcześniejsze choroby wzmogły się wskutek ekstremalnych trudów, jakie znosił, niepowodzenia ostatnich wypraw i złej pogody, na którą był wystawiony”. Dupont akcentował silnie ruch i działanie, które charakteryzowały życie Jana III – i przyczyniły się do nadwerężenia zdrowia. Nawet w bardzo dokuczliwych ostatnich miesiącach życia, kiedy król nie mógł nawet spać, a noce spędzał, siedząc na sofie, oddawał się jeszcze spacerom na świeżym powietrzu.

Czytając Pamiętniki... Philippe’a Duponta o Janie III, musimy pamiętać o dwóch rzeczach. Pierwsza to doskonała znajomość tematu, czyli samego Jana III, którą wykazywał się autor. Spośród wszystkich cudzoziemskich pamiętnikarzy on bodajże znał króla polskiego najdłużej i najlepiej. Z drugiej strony jednak pozostawał pod tak wielkim urokiem Sobieskiego, że pisząc o nim, wyrażał się w samych superlatywach. Na ogół wierny i dokładny w relacjonowaniu działań podejmowanych przez hetmana i króla w ocenie tychże pozostaje Dupont przykładowym wręcz obrazem braku obiektywizmu. W tym wszystkim postępowanie Francuza pozostaje jednak równocześnie znakomitą ilustracją rzeczywistej siły oddziaływania Lwa Lechistanu. Gdy zatem Dupont pisze o Janie III, iż „oczarowywał każdego, kto miał okazję z nim rozmawiać”, to bez wątpienia sam swoim dziełem daje temu dowód.

Omawiany tekst: Philippe Dupont, Pamiętniki historyi życia i czynów Jana III Sobieskiego, tłum. Beata Spieralska, oprac. Dariusz Milewski, Warszawa 2011.