Pieniądze władców elekcyjnych – cz. 3: czasy saskie

August II w Polsce pieniędzy praktycznie nie produkował. Działały tylko mennice miejskie w Gdańsku i Toruniu. Niewielkie ilości monety koronnej król bił w Saksonii, a i to bez upoważnienia sejmu. Intensywnie za to rozwijała się, stojąca na wysokim poziomie, produkcja mennicza pieniędzy saskich, na których obok tarczy herbowej Saksonii, widniał herb państwa polsko-litewskiego.

Gulden Augusta II, awers. Fot. W. Kalwat.

Mennictwo Augusta II

Władcy – siłaczowi udało się w swym królestwie przeprowadzić w zasadzie jedyną reformę. W 1717 roku zreformowano system skarbowy. 1 lutego zebrał się jednodniowy sejm, tzw. niemy, w którym głos, w obawie przed zerwaniem obrad, zabrał jedynie marszałek sejmowy. Sejm ten regulował stosunki polsko-saskie na następne pięćdziesiąt lat. Wojska saskie, prócz 1200 osobowej gwardii, zostały wycofane z Rzeczpospolitej, ministrom saskim zakazano wtrącania się w wewnętrzne sprawy Polski. Wprowadzono stałe podatki z dóbr szlacheckich, z przeznaczeniem na 24 tys. komput wojska. Zmniejszono także zakres władzy hetmańskiej, co od razu czyniło z nich przeciwników reformy. Rozbudowano administrację skarbową. Uchwały sejmowe traktowane były przez monarchę jako wstęp do dalszych reform. Niestety, tak się nie stało.

Wobec panującego chaosu monetarnego i olbrzymiej różnorodności kursujących monet, sejm uchwalił ceny „pieniądza dobrego”, w stosunku do kursujących monet. Zatwierdzono wówczas także panującą wcześniej zasadę, że moneta litewska równa jest koronnej. Ustalono cenę dukata na 18 złp, co czyniło 1620 szelągów. Przyjęte wówczas relacje złota do srebra na 1:13,85, stały się przyczyną odpływu najpierw złotej, a później srebrnej monety z Rzeczpospolitej, ponieważ stosunek tych dwóch metali na zachodzie Europy przedstawiał się odpowiedni jako 1:15,07.

Order na monecie

August II wielokrotnie uwieczniał na monetach wydarzenia dla niego wyjątkowe. Jednym z nich było ustanowienie pierwszego polskiego odznaczenia – Orderu Orła Białego. Order ten został ustanowiony przez króla 1 listopada 1705 roku tuż przed spotkaniem z carem Piotrem I w Tykocinie. Pierwszymi obdarowanymi było trzech Polaków i dwóch Rosjan. Po powrocie na tron król w sposób formalny ustanowił ten order. Wyobrażał on białego orła rozpostartego na ramionach krzyża maltańskiego. Na rewersie była wyryta dewiza „Pro fide, rege et lege” („Za Wiarę, Króla i Prawo”). Order przybrał z czasem kształt gwiazdy obsypanej drogimi kamieniami i potrafił kosztować nawet do 100 tys. dukatów. Przykładowo Gwiazda Orderu Orła Białego w garniturze rubinowym Augusta III miała 385 brylantów, jeden duży i 168 małych rubinów. Order ten początkowo był nadawany tylko w drodze wyjątku. August II obdarował nim zaledwie 39 osób, jego syn już 330, a Stanisław August Poniatowski obdarował aż 550, ale za cenę zastąpienia brylantów złotymi kulkami. Po upadku państwa order został odnowiony w Księstwie Warszawskim.

Szelągi i grosze chętnie przyjmowane

Trzydziestoletnie panowanie Augusta III Wettina charakteryzowało się pogłębiającym upadkiem Rzeczpospolitej na arenie międzynarodowej. Dla części polskich szlachciców ten stan błogiego pokoju nieudolnego władcy, wywoływał nie potępienie, ale pochwałę. Współcześni pozytywnie oceniali Augusta III i mawiali „Za króla Sasa była wolność nasza” i „Za króla Sasa było chleba i miasa”. Charakterystyczny jest także osąd Jędrzeja Kitowicza, który w swoich Pamiętnikach pisał: „Nie miała Polska i nie będzie miała tak dobrego, tak wspaniałego i tak hojnego króla, jak miała Augusta III; oraz tak nieszczęśliwego do Polaków, że mu nic dobrego dla kraju (choć dusznie tego pragnął) zrobić nie dozwolili, rwąc sejmy ciągle, a wszystkę winę nieładu i nierządu pochodzącego na niewinnego króla składając”.

Tymf Augusta III, awers. Fot. W. Kalwat.

Otyły monarcha ustawicznie potrzebował pieniędzy. Kiedy brak gotówki był aż nazbyt odczuwalny, wzywał swego pierwszego ministra Henryka Brühla i zadawał mu ciągle to samo pytanie: „Brühl, hab ich Geld?” (Brühl, czy mamy pieniądze?). Ja, Majestät – odpowiadał usłużny dworak, choć kasa królewska chronicznie świeciła pustkami. Jednak zawsze wynajdywał fundusze, sprzedając ordery i urzędy. Wpadł również na pomysł uruchomienia mennic. Miał zamiar bić w nich pieniądze dla Polski, ponieważ w zasadzie od czasów Jana III Sobieskiego w Polsce mennice były zamknięte. Odczuwano więc brak polskiej monety. Przez pierwsze szesnaście lat panowania Augusta III sytuacja wyglądała podobnie. W 1749 roku, nie zważając na pacta conventa zabraniające królowi bić pieniądze bez zgody sejmu i senatu, władca zezwolił na wybicie w Dreźnie próbnej partii miedzianych szelągów dla Rzeczpospolitej. Puszczone w obieg pieniądze zostały rozchwytane przez ludność cierpiącą na niedobór monety. Sukces ten zachęcił Sasów do dalszej działalności. Pełną parą ruszyły mennice w Dreźnie, Gubinie i Płocicznie i dały krajowi tak potrzebny pieniądz, a Wettinowi zysk. Produkcja miedzianych szelągów i groszy przynosiła spore dochody obliczane na 680 tys. złp. czystego zysku. Zachęcony tym sukcesem August III w 1752 roku uruchomił intratną produkcję srebrnych i złotych pieniędzy koronnych.

Polskie litery i napisy

Za Augusta III pojawiają się pierwsze monety – jeżeli nie liczyć brakteata MILOST – z napisem w języku polskim. Na trojakach koronnych pojawia się zapis „1/2 Sz” co oznacza połowę szóstaka, czyli trojak, zaś na tymfach widnieje litera „T”. Ciekawsza jednak jest drobna, bita z lichego srebra moneta półtorak o wartości 1 1/3 grosza. Ich wyjątkowość polega na umieszczeniu w całości napisu w języku polskim „PULTORAK”. Jak widać w XVIII wieku ortografię traktowano dosyć swobodnie.

Fryderyk II fałszerzem

Zamieszanie panujące na polskim rynku pieniężnym postanowił wykorzystać władca Prus Fryderyk II. Spółka bankierska Efraim – Itzig, w mennicy w Królewcu, a następnie w Szczecinie i we Wrocławiu zaczęła od 1740 roku produkować monety dla handlu z Polską. Choć pod pruskim stemplem i pod imieniem króla Prus (FRIDERICVS II BORVSSORVM REX), przypominały one monety Augusta III. Nie były one fałszywe, choć posiadały o wiele mniej srebra niż w saskich odpowiednikach. Puszczono w obieg srebrne − a w zasadzie posrebrzane − tymfy, ośmiogroszowe dwuzłotówki, szóstaki, trojaki, grosze oraz złote augustory.

Te podłe monety przeznaczone były jedynie do handlu z Polską, a w Prusach był zabronione. Puszczano je w obieg, płacąc nimi za towary, należność jednak przyjmując wyłącznie w dawnej dobrej polskiej monecie. W ten sposób wywożono dobrą monetę i z zyskiem przetapiano w Prusach.

Proces penetracji polskiego rynku pieniężnego przybrał katastrofalne rozmiary w czasie wojny siedmioletniej (1756-1763). Niespodziewany atak Prus na Saksonię doprowadził do kapitulacji armii saskiej pod Priną. August III uciekł do Polski, a co gorsza, „rozbójnik Europy” rozpoczął okupację Saksonii, wzmacniając swój potencjał gospodarczy i militarny. Wyzysk ludności był olbrzymi. Podatki, kontrybucje, zwykłe rabunki i dewastacje stały się dniem codziennym ludności elektoratu przez następne siedem lat.

Łupem najeźdźcy padły także mennice saskie. Mennicę lipską król Prus oddał w dzierżawę Efraimowi. Ten miał już doświadczenie w fałszerskim procederze, bo od 1753 roku, w Szczecinie wybijał fałszywe monety Augusta III. Teraz jednak do produkcji monet wykorzystał stemple zdobyte w saskich mennicach. Fałszerska spółka szybko zmniejszyła zawartość srebra w swych produktach. Z jednej srebrnej monety króla Polski, pruscy fałszerze po dodaniu miedzi otrzymywali 3-5 monet. W niektórych wypadkach fałszywka była pieniądzem srebrnym tyko z nazwy. O skali psucia pieniędzy świadczy najlepiej fakt, że z grzywny srebra August III bił 8 talarów, zaś Prusacy 14. Z czasem liczba wybijanych talarów zwiększała się. W 1757 roku było to już 19 talarów, w 1759 – 25 talarów, a w 1761 − aż 31,5 z jednej grzywny! Podobnie było z monetami złotymi. Fryderyk II bił augustdory, ale zamiast złota 23,5-karatowego, było w nich tylko złoto 7-karatowe.

Na nic się zdały saskie protesty, fałszerska spółka pracowała pełną parą. Wozy kupców i zwykłych spekulantów wwoziły do Polski fałszerski urobek. W procederze rozprowadzania efraimek uczestniczyli także rodzimi kupcy, Żydzi, a także część szlachty. Na dodatek do Polski spływał żołd pruskich żołnierzy stacjonujących nad polską granicą. Do Rzeczpospolitej napływała rzeka podłego pieniądza, powodując inflację, ogałacając polski rynek pieniężny z dobrego pieniądza, a w efekcie rujnując gospodarkę. Korzyść na tych machinacjach odniosła grupa spekulantów i przede wszystkim wojenna machina króla Prus. Jak się oblicza, fałszerski proceder przyniósł Fryderykowi II olbrzymi dochód w wysokości 25 mln talarów. Dawało to w przeliczeniu kwotę ok. 200 mln złp.

Napływ olbrzymiej ilości fałszywego i obcego pieniądza (austriackiego, francuskiego, pruskiego i rosyjskiego) czy wreszcie saskiego, doprowadził do wielkiego chaosu monetarnego. Trzeba było być nie lada znawcą, by poruszać się w gąszczu rodzajów i nominałów, odróżniać oryginały od fałszerstw. Straty związane ze spekulacjami pieniężnymi ponosiły wszystkie stany. Najbardziej uderzały jednak w ludność mniej zamożną. Próbowano „redukować” oraz wycofać z obiegu monety fałszywe i pruskie. Na tym tle w 1761 roku doszło nawet do szeregu zaburzeń pospólstwa w miastach i ludności chłopskiej w Lubelskiem, Sandomierskiem i na Kujawach.

Kryzys był na tyle poważny, że sejm 1761 roku miał być poświęcony problemom monetarnym. Niestety został on zerwany. Wówczas senat upoważnił podskarbich do uporządkowania stosunków monetarnych. Podskarbi koronny Teodor Wessel, wydał szereg uniwersałów zabraniających wwozu obcej monety i wzmożonej kontroli na granicy. Szmuglowany pieniądz miał być bezlitośnie konfiskowany. Polecił także pobierać cła i podatki wyłącznie w dobrej monecie lub za odpowiednią dopłatą w niepełnowartościowej. Działalność ta przyniosła pełne efekty. Udaremniono parę prób przemytu pieniędzy, ale wobec nieszczelności granic, stanowiło to i tak zaledwie procent zjawiska.

Pokój w Hubertsburgu w 1763 roku zakończył wojnę siedmioletnią, a wraz z nią działalność fałszywych mennic. Fryderyk II nie zamierzał rezygnować z eksploatacji gospodarczej i nadal zalewał Rzeczpospolitą pruskim pieniądzem. Zadanie uporządkowania polskiego rynku pieniężnego przypadło jednak już nie Augustowi III, lecz jego następcy Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu. W związku z fałszerską działalnością króla Prus kursował następujący wierszyk:

Von ausse schön (na zewnątrz piękny)

Von innen schlimm (wewnątrz podły)

Von aussen Fridrich (na zewnątrz Fryderyk)

Von innen Ephraim (wewnątrz Efraim)