Pierwsze kroki indyka w Polsce

Indyk (Meleagris Gallopavo) to jedyny ptak i jedyne większe zwierzę z Ameryki, którego hodowla w pełny sposób przyjęła się w Europie. Dzieje tego ptaka, którego Jan Tyszkiewicz określił kiedyś jako indygenę Indii Zachodnich to w istocie fragment wielkich przemian, jakie zmieniały świat w wyniku odkrycia nieznanych lądów. Skromny (czy może raczej dumny) indyk stał się jednym z łączników między Starym i Nowym Światem. Nie chodzi tu tylko o prostą (a tak naprawdę skomplikowaną i trudną) przeprowadzkę ptaka na inny kontynent.

„Wykwintne podanie galantyny z indyka", ilustracja z książki Marty Narkowskiej „Najnowsza kuchnia wytworna i gospodarska...", Warszawa 1917; Biblioteka Narodowa

Pojawienie się w Europie nowego zwierzaka powodowało konieczność oswojenia się ze zmianą  w tak dotąd swojskiej gromadce drobiu. Ten reprezentant kontynentu amerykańskiego dla wielu ludzi był jedynym czy jednym z niewielu namacalnych (i do tego jadalnych) świadectw istnienia jakiegoś innego, odległego świata. Nie zawsze zresztą dobrze zdawano sobie sprawę skąd ten „indyjski kur” (gallus indicus) pochodzi. Początkowo kojarzono go raczej z Indiami Wschodnimi. Wskazuje na to choćby wschodnio polska, litewska i ruska wersja nazwy indyka: „kałakucki kur”, kalikutas.

W Polsce indyki pojawiały się najprawdopodobniej około 1560 roku, czyli kilka dziesięcioleci po ich faktycznym rozpowszechnieniu na Półwyspie Iberyjskim. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych tego stulecia indyk pojawia się w różnych powiedzeniach i porównaniach jako dziwaczna i zaskakująca nowość. Inwentarze majątkowe dowodzą z kolei, że przybysz z Ameryki był już częstym mieszkańcem na razie tylko szlacheckich folwarków od lat siedemdziesiątych XVII w. Indyk, z trudem adaptując się do polskiego klimatu, ciągle był czymś rzadkim i cennym. Wydaje się, że początkowo czasem zdobił raczej magnackie i biskupie parki i ogrody niż stoły.

W pierwszej drukowanej polskiej książce kucharskiej (Compendium ferculorum  Stanisława Czernieckiego z 1682 r.) nie umieszczono jeszcze ani jednego przepisu, którego głównym bohaterem  byłby indyk. Pojawił się on jednak u Czernieckiego w spisie produktów koniecznych do prowadzenia prawdziwie pańskiej kuchni. W najczęściej zamieszczanych w tym zbiorze przepisach na różne dania z kapłona autor nadmienia czasem, że podobne potrawy można także przyrządzać z innych ptaków, co sugeruje, że mogłoby tu chodzić także o wymienionego na początku książki indyka.

Osobny podrozdział poświęcił natomiast w 1783 roku daniom z indyka Wielądko. Znalazło się w nim 15 przepisów, np. Skrzydła z indyka ze szczypiorem czyli cebulą i serem, Nogi indyka ze śmietaną czy  Skrzydła à la Ste Ménéhoult. Przybysz z Ameryki najwidoczniej zyskał już obywatelstwo w polskiej kuchni. I nie tylko: w Panu Tadeuszu indyk był już pełnoprawnym mieszkańcem Soplicowa, który z zapałem współtworzył obraz swojskiego dworu szlacheckiego.