Pierwsze lata następcy tronu

Narodziny Karola Edwarda Stuarta były dla jego rodziców - Marii Klementyny Sobieskiej i Jakuba Edwarda Stuarta -  nie tylko źródłem wielkiej radości. Stawiały przed nimi także bardzo poważne zadania. Pierwsze, to utrzymanie dziecka przy życiu. Na początku XVIII w. śmiertelność wśród niemowląt wahała się, w zależności od grupy społecznej, od 25 do 75 procent. Obok zapewnienia odpowiednich warunków, kluczową rolę odgrywało znalezienie odpowiedniej mamki. Wierzono, że ma ona wpływ nie tylko na stan fizyczny dziecka, ale również na jego charakter, przekazując mu wraz z pokarmem własne cechy. Słowem, konieczna była zdrowa kobieta o właściwym usposobieniu. Do tego Jakub Edward chciał wychować syna na Anglika. Należało zatem znaleźć mamkę, która przekaże „angielskie cechy”.

Matka przy kołysce z dzieckiem, XVIII w., rycina ze zbiorów Biblioteki Narodowej

Nie było to łatwe zadanie w Rzymie. Pierwsza mamka była Angielką, ale zwolniono ją już po dwóch miesiącach. W zamian podzieliła się informacjami o Stuartach z rządem w Londynie. Druga mamka nie mogła przekazać „angielskich cech”, była Włoszką, ale okazała się idealnym wyborem. Karol Edward był zdrowym dzieckiem, a jego naturalną odporność zwiększano za pomocą powszechnie stosowanych wówczas metod – zawijania w pieluchy i zimnych kąpieli.

Wychowaniem dziecka zajmowała się natomiast guwernantka. I tutaj nie obyło się bez zmian. Pierwsza guwernantka była Angielką, ale mimo pozytywnej oceny ze strony Jakuba Edwarda, utraciła posadę. Powód był prosty i wszystko tłumaczył – miała zbyt niskie pochodzenie społeczne. Druga guwernantka, pani Sheldon, utrzymała posadę dłużej, tym bardziej, że Karol Edward czynił wyraźne postępy. Mając dwa lata mówił wyraźnie, mając trzy lata wykazywał zainteresowanie muzyką. Szczęśliwie przeżył najgroźniejszy okres i można było myśleć o jego wykształceniu. Co w tym czasie robili jego rodzice? Obydwoje kochali syna i okazywali to uczucie, co, jak na standardy epoki, było dość niezwykłe. Lecz przede wszystkim ich miłość wyrażała się w szukaniu mamek i guwernantek, lekturze ich raportów oraz zapewnieniu odpowiednich warunków. Tak było bezpieczniej – przy bardzo wysokiej śmiertelności niemowląt potrzebny był mechanizm psychologiczny, który pozwalał rodzicom żyć dalej, gdyby zdarzyło się najgorsze.