Podróż historyczna po nowożytnej Europie

Nie ma nic cenniejszego dla młodego człowieka w nowożytnej Europie niż wiedza o historii własnego kraju, ale wiedza uzupełniona o studia nad obyczajami, polityką i religią obcych krajów – czytamy we wstępie do wielkiego przewodnika po nowożytnej Europie autorstwa Claude’a Jourdana de Colombier. Autor tego ośmiotomowego dzieła był francuskim pisarzem i podróżnikiem. Większość swojego życia spędził poza Francją. Prowadził księgarnię w Lejdzie.

A new and most exact map of Evrope...(Nowa i najdokładniejsza mapa Europy...), Londyn po 1665; Zbiory Biblioteki Narodowej

Autor przewodnika blisko czternaście lat przebywał na europejskich dworach i skrzętnie notował swoje obserwacje. Znajomość informacji, które zdobyć miał Jourdan, służyć miała młodym podróżnikom. W 1692 roku, namówiony przez przyjaciół, postanowił te cenne uwagi wydać w formie książki.

Proces wydawniczy zajął osiem lat i ostatni, ósmy tom ukazał się w 1700 roku. Ku zdumieniu samego autora "Voyage historique..”. okazała się prawdziwym bestsellerem i doczekała się licznych wydań nie tylko we Francji, ale i całej Europie. Dzieło zostało przetłumaczone min. w Holandii i Anglii.

Autor podzielił swój przewodnik na osiem części opisując w nich kolejno: w pierwszym - Francję, w drugim – Hiszpanię i Portugalię, w trzecim – Włochy, w czwartym – Wyspy Brytyjskie, w piątym – Zjednoczone Prowincje czyli Holandię, w szóstym – Niemcy, w siódmym – Moskwę, a w ósmym (ostatnim) Polskę. Taki podział miał ułatwić lekturę czytelnikowi, który mógł sięgnąć po dowolny tom i uzyskać informacje na temat kraju, który go interesował.

W ostatnim tomie dotyczącym Polski autor zapewnia, że zgromadził dla czytelnika nie tylko informacje dotyczące polityki i stanu państwa, obyczajów i zachowania mieszkańców Rzeczypospolitej, ale udało mu się również przedstawić wierną relację wydarzeń ostatnich lat. Godny zaufania szlachcic litewski przesyłał autorowi informacje o tym jak przebiegały ostatnie sejmy i inne informacje na temat aktualnej sytuacji politycznej, w tym podwójnej elekcji z 1697 roku.

O tym jak wyglądają mieszkańcy Rzeczypospolitej i jakiego zachowania należało się spodziewać ze strony krajowców mówi rozdział trzeci. Polaków opisano w nim jako ludzi raczej słusznej postury chociaż wzrostu przeciętnego, o skórze jasnej, kobiety zaś były dość uprzejme i posłuszne, i przychylnie patrzące na obcokrajowców. Tym, co łączyło Polaków z innymi mieszkańcami krajów Północy, było zamiłowanie do jedzenia i picia. Eksces przejawiający się w obżarstwie i opilstwie uchodził u nich za cnotę.

De Colombier zauważa, że nie ma w Europie większych miłośników podróży niż Polacy, którzy bez trudno znoszą wszystkie niedogodności towarzyszące podróżowaniu, takie jak głód, zimno, upał i zmęczenie. Zdają się być ludźmi o skrytym usposobieniu, ale jeśli poruszy się z nimi temat ich kraju i prawodawstwa, stają się nad wyraz otwarci i rozmowni. Przepełnieni miłością własną wolą mówić o Rzeczypospolitej i jej ustroju w samych superlatywach, puszczając mimo uszu niewygodne dla nich uwagi obcokrajowców.

Jeśli już podróżnik zawita do Polski i zechce zdobyć sympatię jej mieszkańców musi zapamiętać, że pochlebstwami jest w stanie zdobyć serca tych ludzi i otrzymać co tylko sobie zażyczy. Jednak podróżowanie po Polsce mogło być kłopotliwe dla obcokrajowca, gdyż niewiele było w Polsce gospód, w których można było się zatrzymać. Zamiast tego były karczmy, które jednak – ubogo wyposażone – nie sprzyjały odpoczynkowi w podróży. Jednak i temu można było zaradzić: cudzoziemiec przebywający w Polsce mógł bowiem liczyć na to, iż napotkany na drodze szlachcic lub nawet mieszczanin zaprosi nieznajomego do swojego domu i ugości jak najlepiej tylko potrafi. Gościnność ta miała jednak swoją cenę, gdyż gospodarz zdawał się sądzić, że cudzoziemiec kiedyś będzie mógł się odwdzięczyć w podobny sposób.

Jourdan de Colombier zaznacza, że kuchnia polska różni się od tej francuskiej i tu autor posiłkuje się w dużej mierze inną relacją dotyczącą polskich obyczajów. Dość zgrabnie w treść swojego przewodnika wplata on relację z pobytu w Polsce innego Francuza, Gasparda de Tende, który na polskim dworze przebywał wiele lat przed powstaniem "Voyage historique..”.. Tym sposobem rozdział poświęcony biesiadowaniu w Polsce jest dość wierną kopią tekstu autorstwa dworzanina Ludwiki Marii Gonzagi.

Podróżnik wybierający się do Polski na początku XVIII wieku otrzymywał zatem informacje o nadmiernym użyciu pieprzu w kuchni, czterech sosach – żółtym z szafranem, białym ze śmietaną, szarym z cebulą i czarnym z sokiem ze śliwek, a także o wielkiej ilości mięsa na polskich stołach i niewielkim spożyciu chleba. Całości dopełnia opowieść o trunkach, wśród których wina zagraniczne zdecydowanie wiodły prym. Opowieść Gasparda de Tende o polskich ucztach, zastawie stołowej i potrawach, Jourdan de Colombier zgrabnie przekształcił i okrasił dodatkowymi uwagami. Wśród nich pojawia się opis tego jak mieszkańcy Polski chronili się przed srogimi zimami, które panowały w tym kraju. W Polsce, kiedy temperatury spadają mocno poniżej zera, pije się wielkie kielichy gorzałki, do której dodaje się wcześniej szczyptę rozgniecionego pieprzu. Polacy mają do tego tak mocne głowy, że nawet po spożyciu takiej mikstury zdają się nie być pijani. Tu autor nie pozostawia złudzeń jeśli chodzi o swoich pobratymców. Według niego, Francuz upiłby się szybciej kielichem zwykłego wina, niż Polak kielichem gorzałki. Zagadka polskiej odporności na działanie wysokoprocentowych trunków tkwi, jak sądzi Jourdan de Colombier, w specyficznym klimacie. To ujemne temperatury sprawiają, że alkohol nie uderza Polakom do głowy i właściwie jest im niezbędny do zachowania prawidłowej temperatury ciała.

Opinia o wpływie klimatu na ilość spożywanego alkoholu utrzymywała się dość długo. Jeszcze zanim Jourdan de Colombier napisał o polskich sposobach utrzymania ciepła w zimie, dyplomata wenecki Hieronim Lippomano, przebywający w Rzeczypospolitej w drugiej połowie XVI wieku pisał, iż Polacy "równie jak inne północne narody – przebierają miarę w napoju, chociaż to mają na swoje usprawiedliwienie, że ostry klimat zmusza ich do zagrzewania się mocnymi trunkami, do których tak są z dawna przywykli, ze cudzoziemców wstrzymujących się od kieliszka mają za niegrzecznych i nieobyczajnych".

Wiedzę o funkcjonowaniu rządów i tym, jak żyli ludzie w całej Europie, można było czerpać z dwóch źródeł – z lektury bądź podróży. Wielu XVII- i XVIII-wiecznych młodzieńców wybierało ten drugi sposób, jako pewniejszy niż opieranie się na cudzej relacji. Sposób ten wymagał jednak sporego nakładu finansowego i czasu. Dzieło Claude’a Jourdana de Colombier pozwalało odpowiednio przygotować się do takiej podróży, a tym którzy na wojaże nie mogli sobie pozwolić pozwalało lepiej poznać europejskie kraje.

Mimo iż autor spędził kilkanaście lat w podróży, to w swym dziele nie zdołał uniknąć popularnej wówczas praktyki plagiatowania innych dzieł i wykorzystywał obszerne fragmenty opisu Polski nieswojego autorstwa. Wielka podróż historyczna po Europie zasługuje jednak na uwagę, nie tylko ze względu na monumentalność i popularność jaką osiągnęła, ale także ze względu na umiejętne zestawienie przez autora informacji o danym kraju i wiele drobnych uwag dotyczących przywar i zalet ludzi zamieszkujących Stary Kontynent u progu epoki oświecenia.