(...)

Podróże „wielkich panów” w czasach Jana III Sobieskiego

Pomimo trudów związanych z pokonywaniem drogi, znalezieniem odpowiedniego noclegu czy zagrażającym niebezpieczeństwem szlachta z wielu powodów udawała się w dalekie podróże. Znawca ceremoniału Julius Bernhard von Rohr wskazał na przyjemności, sprawy związane z wykonywaniem władzy oraz własne interesy jako najczęstszą motywację wojaży szlacheckich. Przebieg podróży oraz stosowany ceremoniał zależał od tego, czy wyjazd odbywał się zgodnie ze statusem wysoko urodzonych czy incognito. Szlachta udająca się z oficjalną wizytą na inne dwory, zachowywała wszelkie zasady ceremoniału, legitymizując w każdym czasie i miejscu swój status społeczny.

Orszak królewski na tle krajobrazu, mal. Adam Frans van den Meulen, XVII w., z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. Z. Reszka

W celu reprezentacji własnej rangi otaczano się licznym orszakiem, przygotowywano dużą ilość karet i koni. Rohr podkreśla, że również w czasie podróży należało zatroszczyć się o duszę, zdrowie i ciało oraz zadbać o organizację świty i odpowiednią ilość służących. Stąd też podróżującym władcom czy dostojnikom towarzyszył kaznodzieja, lekarz, aptekarz, golibroda, służący zajmujący się kuchnią i trunkami a także marszałek dworu, koniuszy, szambelani oraz paziowie i lokaje. Ważną funkcję pełnił służący odpowiedzialny za wyznaczenie drogi do miejsc, gdzie udawano się na posiłek i nocleg tak, aby możliwe było dotarcie do celu przed zapadnięciem zmroku. Dbał on o to, by droga była przejezdna, odśnieżona, a mosty naprawione.

Podróż stanowiła dla władców dobrą okazję, by zademonstrować przed ludem własną pozycję i przekonać poddanych o swojej dobroci. Dlatego podróżujący książęta i królowie chętniej przyjmowali zaproszenia od osób o niższej randze, co dla gospodarza stanowiło szczególny przywilej. W dowód wdzięczności za uprzejme przyjęcie hojnie obdarowywali lud podarunkami. Zdarzało się, że udawali się na nocleg do klasztorów, a na znak okazanej łaski koronowali obrazy Matki Bożej lub świętych czy ozdabiali je złotem, srebrem i klejnotami. Choć codzienność podróży nie była przepełniona takim splendorem, jak życie w pałacowych wnętrzach, mimo to częściej dopuszczano obcych kawalerów i damy do pocałunku dłoni.

Podróżujący dostojnicy niejednokrotnie narażeni byli na konflikty ceremonialne związane z rangą władców, przez których ziemie zmuszeni byli przejechać. Aby uniknąć kłótni i wynikających z tego kłopotów, przemierzano dany teren incognito. Gdy stosunki z księciem czy magnatem były przyjazne, wówczas wysyłano kawalera do jego rezydencji, aby udzielił komplementu, dopytał o zdrowie i zapowiedział przyjazd czy też przeprosił, gdy nie zamierzano się w tym miejscu zatrzymać. Tak przywitany władca odpowiadał na komplement, po czym zapraszał podróżujących do swojej rezydencji lub przyjmował ich na swój koszt w gospodzie albo na poczcie, gdzie podróżujący zatrzymali się na nocleg. Wysyłał wówczas wspaniałości z kuchni i piwnicy, a niekiedy udawał się osobiście na wizytę: „We Włoszech panuje w dużej mierze taki zwyczaj, że przejeżdżających obcych książąt witają inni książęta a także republiki i miasta wyśmienitym winem, konfiturami i różnego rodzaju świeżymi owocami. A kiedy książęta przejeżdżają w Niemczech przez miasta Rzeszy lub inne podobne miasta obdarowywani są według starego zwyczaju, zwłaszcza przez magistrat winem honorowym, owsem i wyśmienitymi rybami jak pstrągi itd”. – relacjonuje Julius Bernhard von Rohr.

Na znak przychylności i szacunku wobec gości witano i żegnano ich salwami armatnimi, przydzielano straże przed ich kwaterami i urządzano parady wojskowe. Dla ochrony podróżujących przydzielano konwój żołnierzy lub myśliwych, towarzyszący orszakowi aż do granic. Podobnie uczynił Jan III Sobieski, wyznaczając dostojników, którzy towarzyszyli przybyłemu na audiencję do Żółkwi angielskiemu posłowi Laurece’owi Hyde’owi w drodze do Krakowa i dbali o należyte traktowanie gościa na ziemiach należących do senatorów i magnatów. Opuściwszy granice dostojnik wysyłał pismo lub delegował służącego z podziękowaniami za uprzejme przyjęcie.

Gdy ‘wielcy panowie’ podróżowali na wodzie, wysyłano statek, aby wprowadził flotę do portu, omijając płycizny. Marynarza, który wspiął się na najwyższy maszt i jako pierwszy dostrzegł ląd, obdarowywano prezentami. Również władca oczekujący gości wypływał wraz z dworem naprzeciw przybywającym, a gdy król wysiadał ze statku, rozlegały się salwy z dział armatnich na lądzie i na wodzie.

Logo POIiŚ