Podskarbi koronny (thesaurarius)

Bezpośrednim poprzednikiem podskarbiego był skarbny, który zajmował się skarbem książęcym. Urząd podskarbiego wielkiego powołał Kazimierz Wielki, wywyższając w ten sposób podskarbiego krakowskiego. Zygmunt August zaś, utworzył analogiczny urząd dla Litwy. Unia hadziacka wprowadzała trzeciego podskarbiego, obok koronnego i litewskiego. Upadek postanowień hadziackich zapobiegł powstaniu tego urzędu. Wyjątkowo za to przedstawiała się sytuacja w Prusach Królewskich. W ramach autonomii tej prowincji funkcjonował podskarbi ziem pruskich. Otrzymywał on regularne uposażenie, ale za to nie został zaliczony ani do senatu, ani do administracji centralnej. Odpowiadał za finanse i wybór podatków w Prusach Królewskich. Ze swej działalności rozliczał się na sejmiku generalnym pruskim w Malborku lub Grudziądzu. Urząd ten został zlikwidowany przez Prusaków po I rozbiorze Polski.

Atanazy Miączyński, ilustracja z albumu J. Łoskiego „Jan Sobieski, jego rodzina, towarzysze broni i współczesne zabytki", Warszawa 1883; Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Z dawnych partykularyzmów wywodzą się także podskarbiostwa ziemi liwskiej i Mazowsza, ale nie miały one jednak większej roli.

Obowiązki podskarbiego skodyfikowano w 1504 roku. Miał on za zadanie strzec skarbu państwowego oraz zarządzać finansami kraju. Odpowiadał za emisję pieniądza (stąd zwano go „supremus rei monetariae magister”), prawidłową pracę mennic i czuwał nad tym, by nie fałszowano polskiej monety. Podskarbi zarządzał dobrami stołowymi króla, nierozdanymi królewszczyznami. Do czasu powołania kustosza koronnego pilnował także insygniów koronacyjnych. Do 1717 roku odpowiadał za wypłatę żołdu dla armii. Ze swej działalności podskarbiowie winni się byli rozliczać. Na sejmie przedstawiali odpowiednie rachunki. Szlachta nie wierzyła jednak w te sprawozdania i podejrzewała podskarbich o nadużycia. Trafnie podsumował to Jędrzej Kitowicz, który pisał: „Podskarbi był panem dochodów wszystkich publicznych, nikomu, więcej jak tylko jemu samemu znajomych, a zatem w takiej tylko kwocie, jaka mu się podobała, na sejmie Rzplitej do rachunku podawanych”. Nie może to dziwić, bowiem podskarbiowie nie grzeszyli skrupulatnością w przedstawianiu faktycznego stanu finansów państwa i owoców swej działalności. Byli więc zainteresowani w tym, aby sprawozdania odbywały się jak najrzadziej. Na rękę im więc było rwanie sejmów lub wynajdywanie różnorakich sposobów, by nie zaznajomić parlamentu ze sprawozdaniem. Częstą wymówką była choroba. W razie potrzeby podskarbiowie przekupywali znamienitszych posłów, a kiedy trzeba było to i całą izbę poselską. Tak było w 1658 roku z Bogusławem Leszczyńskim, który przekupił wszystkich, by uzyskać absolutorium. Mimo to usłyszał sprzeciw jednego z posłów. Zirytowany taką postawą zapytał „A który to tam taki syn, com mu nie dał?” „Nieuczciwy” poseł zamilkł natychmiast i sprawozdanie Leszczyńskiego przyjęto bez zastrzeżeń.

Wśród podskarbich zdarzali się ludzie uczciwi, choć czasem zaliczano ich w poczet dziwaków. Był nim m.in. Marek Matczyński, osobisty przyjaciel Jana III Sobieskiego. Zorientowawszy się w nadużyciach panujących w systemie skarbowym zrezygnował z urzędu. By zdemaskować nadużycia, sfałszował sprawozdanie i przywłaszczył sobie 200 tysięcy złotych polskich. Sejm 1693 roku przyjął wyjaśnienia Matczyńskiego, który następnie oświadczył, że pieniądze zdefraudował, aby obnażyć system, a następnie zwrócił całą sumę.

Niestety łupieżców grosza publicznego było dużo więcej, niż ludzi prawych. Na tle swoich czasów wyróżniał się podskarbi litewski Ludwik Pociej, który nie wahał się przed żadną możliwością zdobycia pieniędzy. On to w imieniu Augusta II w latach 1706 - 1707 otworzył mennicę w Grodnie i niezgodnie z prawem wyemitował partię szóstaków ze swoimi inicjałami L. P. W czasie przewagi Stanisława Leszczyńskiego zostały one wycofane z obiegu ze stratą dla posiadacza, dlatego powszechnie tłumaczono sobie pociejowe inicjały jako „ludzki płacz”.

Grabież skarbu publicznego była powszechnie potępiana, ale nie zrobiono niczego, by proceder ten powstrzymać. A kraść milcząco dozwalano, ponieważ podskarbiowie teoretycznie nie pobierali wynagrodzenia za swe urzędowanie, a wszelkie próby ustanowienia dla nich stałej gratyfikacji napotykały na opór samych zainteresowanych. Tak oto propozycję pensji w wysokości 120 tysięcy złotych polskich odrzucił podskarbi Jan Przebendowski, podobnie zresztą jak i jego następca Franciszek Maksymilian Ossoliński.