Pogrzeb Sarmaty

Wśród postanowień spisywanych na kartach testamentów z XVII i XVIII w. szczególną wagę przywiązywano do odpowiedniej organizacji pogrzebu. Decyzje autora testamentu dotyczące ostatniej posługi mogły rozrosnąć się czasem do szczegółowego scenariusza uroczystości. Starano się przede wszystkim znaleźć odpowiednie środki na sfinansowanie kosztów pogrzebu. Ze względu na ciągły brak gotówki w szlacheckich szkatułach nie było to rzeczą łatwą.

Castrum doloris Marii Klementyny Sobieskiej, rycina Baldassare'a Gabbuggianiego, 1736; Biblioteka Narodowa

Religijny wymiar uroczystości miał wpłynąć na skrócenie mąk czyśćcowych poprzez msze święte, modlitwy, wstawiennictwo i dobre uczynki (jałmużny, zapisy pobożne) poczynione jeszcze za życia albo już tylko w imieniu testatora. Odpowiednia oprawa pogrzebu miała wreszcie znaczenie prestiżowe, była świadectwem bogactwa i potęgi rodu.

Najważniejszą decyzją dotyczącą pogrzebu był wybór miejsca pochówku. Za najbardziej honorowy i godny uważano pochówek w kościele, przed ołtarzem lub w specjalnej kaplicy. Starano się stworzyć rodzinny czy raczej rodowy grobowiec, swoiste mauzoleum, miejsce pamięci o całym rodzie i wszystkich przodkach, które w szczególny sposób zobowiązywałoby potomków do dbałości o groby i dusze antenatów. Idealnym rozwiązaniem był więc pochówek w kościele patronackim danej rodziny znajdującym się w dobrach ziemskich stanowiących główną siedzibę rodu. Czasem starano się z kolei o pochowanie zmarłego w jakimś dużym, najchętniej klasztornym kościele miejskim, którego zmarły był szczególnie hojnym protektorem i darczyńcą.

Testamenty często przedstawiają planowany pogrzeb jako prawdziwy barokowy spektakl. Życzenia ich autorów dotyczą najczęściej zdobień i obić trumny, świec, wystroju kościoła, liczby uczestników i stypy. Szczególnie gorliwie starano się przyciągnąć na pogrzeb jak największą ilość kapłanów i ubogich. Uczestnictwo tych pierwszych zwielokrotniało i wzmacniało działanie ofiar, modlitw i wstawiennictwa w intencji zmarłego. Autor testamentu życzył więc sobie, by na jego pogrzebie obecnych było kilku lub kilkunastu księży. W niektórych testamentach zamieszczano rodzaj ogłoszenia, w którym każdemu z kapłanów, który przybyłby na uroczystość, zapewniano wynagrodzenie w postaci precyzyjnie podanej sumy (od kilku do kilkudziesięciu złotych).

Podobnie jak wstawiennictwo kapłanów szczególnie miłe Bogu były modlitwy ubogich. Im również obiecywano wynagrodzenie za udział w uroczystości. W ramach stypy lub obok niej przygotowywano czasem tzw. dziadowski obiad.

Większość autorów testamentów zabiegała przede wszystkim o jak najgodniejsze uczczenie swej pamięci przez rodzinę, której nie zawsze zresztą w pełni ufano. Niekiedy mamy jednak w aktach ostatniej woli do czynienia także z zadziwiającą skromnością. Niektórzy, skądinąd zamożni, Sarmaci zakazywali więc surowo zdobienia trumny lub katafalku, chcieli, by pogrzebano ich w prostych koszulach lub habitach zakonów żebraczych. Czasem zakazywano zapraszania gości czy w ogóle informowania o pogrzebie, a nawet żądano zorganizowania pośpiesznego pochówku w tajemnicy nawet przed najbliższą rodziną.

Sarmacka pompa funebris, dążenie do zadziwienia i olśnienia rozmachem uroczystości pogrzebowej, mogła się przejawiać w bardzo różny i wyrafinowany sposób.