Polowanie na niedźwiedzia

Myślistwo polskie dawnych wieków było nie tylko bezpośrednim zwarciem się dwóch sił – myśliwego z dziką bestią; tkwił w nim jeszcze – jak barwnie sformułował to Władysław Łoziński – „moment wysoce rycerski, homeryczny”. Praktycznie każde polowanie, zwłaszcza na grubego zwierza, wymagało „wielkiej przytomności umysłu, wielkiej siły fizycznej, wielkiego hartu zdrowia i wielkiej odwagi osobistej”. Z łowów wracało się „z dobrze zasłużoną trofeą, ale często i na marach” (Łoziński).

Polowanie na niedźwiedzia, rycina z dzieła Thomasa Salmona „Lo stato presente di tutti paesi, e popoli del mondo...", Wenecja 1739, t. 7; Biblioteka Narodowa

Polowania na większą zwierzynę – niedźwiedzie, żubry i jelenie – zastrzeżone były dla panujących (król, książę) i ich dworzan. Później prawo do łowów zyskała szlachta, i łowy takie (tzw. zaszczytne) stały się jej monopolem. Chętnie uczestniczyły w nich kobiety. Łukasz Górnicki w swoim Dworzaninie polskim (1566), ustami Wojciecha Kryskiego (znakomitego dyplomaty określanego jako homo eruditus) opowiadał, że „znał białogłowy (...), które mieczem, oszczepem tak dobrze umieją jak mężczyzna który (...). Myśliwych pań nie wspominam, bo tych w Polsce pełno”. Znany był przykład panien Zawiszanek, córek wojewody mińskiego, które dziarsko wyprawiały się z ojcem na niedźwiedzia, raz nawet zaglądając w oczy śmierci.

W kniejach dawnej Polski nie brakowało niedźwiedzi. Pozornie niemrawy i ospały miś jest jednak zwierzęciem bardzo sprawnym i groźnym, toteż łowy nań stawały się sprawdzianem siły i odwagi, przynajmniej do chwili upowszechnienia się broni palnej. Zyskiwano mięso i skórę, a także niezwykle cenione sadło, używane jako lek przy przepuklinie, poprawiające jakoby pamięć i usuwające liszaje. Żółć niedźwiedzią stosowano jako lekarstwo na padaczkę i paraliż, a wysuszone oko jako antidotum na febrę i strachy nocne u dzieci. Często też tropiono niedźwiedzia, aby go schwytać żywcem, w celu oswojenia i tresury. Takie oswojone osobniki, tresowane przez tzw. niedźwiedników, były niezwykle popularne w Polsce. Największą taką hodowlę mieli Radziwiłłowie w Smorgoniach, a „Akademia Smorgońska” zasłynęła daleko poza granice Litwy.

Niedźwiedzia osaczano różnymi sposobami. Kopano głębokie doły, z których zwierzę o własnych siłach nie mogło się wydostać; zastawiano tzw. samołówki – rodzaj wnyków (opartych na mechanizmie sprężynowym zwykłej pułapki na myszy), które więziły tylko nogę drapieżnika; używano bardziej skomplikowanej stępicy, zwykle żelaznej, która podobnie więziła nogę następującego na nią zwierzęcia; wreszcie zarzucano nań sieć, skutecznie krepując jego ruchy. Ten ostatni sposób ilustruje rycina włoska (akwaforta wykończona rylcem), sygnowana w prawym dolnym rogu inicjałami. Z. R. S, zamieszczona w dziele Thomasa Salmona Lo stato presente di tutti paesi, e popoli del mondo, naturale, politico, e morale, wydanym w 26. tomach w Wenecji w latach 1734 - 1766, a konkretnie w tomie 7., poświęconym Rzeczpospolitej Obojga Narodów (1739). W centrum kompozycji myśliwy zbliża się do niedźwiedzia, miotającego się w sieci przywiązanej do drzewa; z dwóch stron nadbiegają pomocnicy z linami i włóczniami.