Polskie wyjazdy kuracyjne do wód w XVI w.

Już w okresie średniowiecza narodziła się w Polsce tradycja wyjeżdżania do zdrojów ciepłych wód,  gdzie szukano skutecznego remedium na rozliczne schorzenia, wobec których krajowa medycyna okazywała się bezradna. Uzdrowiska były znane już w starożytności i często korzystano z nich w okresie cesarstwa rzymskiego, i to nie tylko w samej Italii, ale także na północ od Alp. Znano wówczas i chętnie odwiedzano źródła gorących wód mineralnych, które później stały się popularnymi kurortami francuskimi, niemieckimi czy angielskimi: Aix-en-Provence (Aquae Sextiae), Vichy (Aquae Calidae), Wiesbaden (Aquae Mattiacae), Bath (Aquae Sulis).

„Przed karczmą", Hendricks de Mejer, XVII w., Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. Z. Reszka

Jednak polskie wyjazdy kuracyjne nabrały szczególnej intensywności dopiero w XVI w. Głównym powodem wyjazdów na kuracje zagraniczne był brak rozwiniętej infrastruktury wodoleczniczej w kraju. Chociaż już w XVI w. narodziło się w Polsce znawstwo balneologiczne, to jednak krajowe zdroje (np. Szkło leżące pod Jaworowem) przyciągały niewielu kuracjuszy. W tym stuleciu powstały także pierwsze polskie traktaty balneologiczne, poświęcone kwestiom medycznym dotyczącym leczenia schorzeń przy użyciu gorących wód mineralnych. Ich autorami byli Wojciech Oczko, Erazm Sykst czy Jan Innocenty Petrycy. Z pewnością te prace poświęcone staropolskiemu wodolecznictwu i promujące taki sposób naturalnej terapii wpłynęły stymulująco na rozwój polskiej turystyki balneologicznej.

U ciepłych źródeł (w nomenklaturze staropolskiej zwanych cieplicami) szukano lekarstwa na rozliczne choroby. Głównym powodem wyjazdów do kurortów zdrojowych była nieuleczalna ówcześnie choroba, nosząca w terminologii lekarskiej nazwę dny moczanowej. W szerokich kręgach społeczeństwa staropolskiego była ona znana lepiej pod nazwą podagry, gonagry, lub rzadziej chiragry. W zasadzie zapadali na nią prawie wyłącznie przedstawiciele uprzywilejowanych warstw społecznych, a zatem arystokracji, bogatej szlachty czy wyższego duchowieństwa. Choroba ta była spowodowana specyficznym stylem życia: powszechnym przejadaniem się oraz nadużywaniem alkoholu. Najczęściej występującymi objawami tego schorzenia były rozmaite postaci zapalenia stawów. Często chorobie tej towarzyszyła także mocznica i niewydolność nerek. Podagra była bardzo groźną chorobą, gdyż  prowadziła do częściowego lub całkowitego unieruchomienia chorego, a w końcowym stadium do udarów mózgu i zawałów serca. Zapalenie stawów niejednokrotnie kończyło się silnym bólem rąk i nóg, a nierzadko nawet czasowym lub trwałym unieruchomieniem kończyn, co oczywiście z jednej strony utrudniało wyjazd zagraniczny, a z drugiej tym bardziej skłaniało do szukania skutecznego lekarstwa.

Największym powodzeniem wśród polskiej szlachty (gdyż to ona stanowiła znakomitą większość kuracjuszy) cieszyły się ciepłe źródła położone na Śląsku, nieopodal granic Rzeczypospolitej. Wśród nich zdecydowanie najbardziej popularnym był zdrój w Cieplicach (zwanych Bad Warmbrunn). W Polsce nazywano je także Wodami Hirszberskimi, z racji położenia w pobliżu miasta Jelenia Góra (dziś uzdrowisko znajduje się już w obrębie miasta). W XVI w. na Śląsku kuracjuszy przyjmowano także u ciepłych źródeł w Lądku-Zdroju. Według zapisków kronikarskich do Cieplic od końca XV w. zjeżdżało wielu gości z Polski i z innych krajów. Przybywały tam także kobiety: w 1591 r. w Cieplicach zmarła podczas kuracji Helena Kałęcka z Kluczników, która przybyła z Warszawy. Z racji ogromnej popularności włoskich wojaży w okresie renesansu w XVI w. Polacy chętnie jeździli także do włoskich cieplic, głównie w Abano Terme pod Padwą i Bagna di Lucca w Toskanii. Zjawisko to musiało mieć dość znaczne rozmiary, gdyż znany polski humanista i autor podręcznika dobrego wychowania Łukasz Górnicki piętnował ich zbytnią częstotliwość. Około połowy XVI w. z ciepłych kąpieli we Włoszech korzystał słynny poeta Jan Kochanowski, a w latach 90-tych na kuracje przyjechał Krzysztof Mikołaj Radziwiłł, zwany „Sierotką” wraz z żoną Katarzyną z Tęczyńskich.

Mimo sporej popularności wyjazdów leczniczych do ciepłych źródeł  i szukaniu tam lekarstwa na właściwie wszystkie  znane choroby, w pewnych wypadkach odradzano wyjazd. Z punktu widzenia dzisiejszego stanu wiedzy medycznej argumentacja w takich przypadkach miała charakter wręcz humorystyczny. Dla przykładu w 1593 r. Lew Sapieha w liście do wspomnianego Radziwiłła szczerze odradzał mu wyjazd na terapię wodoleczniczą do Cieplic na Śląsku ponieważ uważał, iż Radziwiłł cierpi na jakiś rodzaj zapalenia wątroby, a kąpiel w ciepłych źródłach mogłaby jego wątrobę zapalić. Niemniej, pomimo dużej odległości, a także uciążliwości podróży przy ówczesnym stanie środków lokomocji (należy pamiętać o ograniczonej mobilności chorych z powodu chorób) zagraniczne wyjazdy lecznicze podejmowano zaskakująco często, widząc w nich zapewne ostatnią szanse na odzyskanie zdrowia.