Poselstwo Mikołaja Bieganowskiego do Turcji w 1654 roku

Misja Mikołaja Bieganowskiego do Turcji w pierwszej połowie 1654 roku była konsekwencją coraz wyraźniejszego zbliżenia kozacko-moskiewskiego, zakończonego ostatecznie poddaniem się Wojska Zaporoskiego pod protekcję cara. Coraz bliższe kontakty Moskwy i Czehryna wzbudziły w Warszawie obawy przed ewentualną agresją ich połączonych sił. Aby zabezpieczyć się przed realizacją tego scenariusza, na dworze królewskim zapadła decyzja o nawiązaniu bliższej współpracy z Tatarami. Była ona tym bardziej realna, że Tatarzy jako dotychczasowi wierni sojusznicy Kozaków również z obawą patrzyli na układy hetmana kozackiego Bohdana Chmielnickiego z carem Aleksym Michajłowiczem. Wobec takiej konfiguracji układów politycznych zawarcie sojuszu Rzeczypospolitej z Chanatem Krymskim stało się naczelnym zadaniem polskiej dyplomacji w pierwszej połowie 1654 roku. Aby do niego doszło, w pierwszej kolejności niezbędna była zgoda suwerena chana – sułtana tureckiego Mehmeda IV. Uzyskanie jej powierzono poselstwu, które zostało wysłane do Stambułu jeszcze na przełomie 1653 i 1654 roku.

Janczar, rycina Melchiora Haffnera z dzieła Johanna Christopha Wagnera „Delineatio Provinciarum Pannoniae Et Imperii Turcici In Oriente (…)”, t. 1., Augspurg 1685; Biblioteka Narodowa

Misja była trudna, Wojsko Zaporoskie bowiem już od 1648 roku utrzymywało z Portą przyjazne stosunki, od 1653 zaś znajdowało się oficjalnie pod protekcją sułtańską. W tym czasie stosunki polsko-tureckie w związku z dotychczasowymi wojennymi planami Władysława IV pozostawały napięte. Wykonanie zadania postanowiono powierzyć chorążemu lwowskiemu Mikołajowi Bieganowskiemu, osobie posiadającej pewne doświadczenie w rozmowach z Turkami, nabyte w czasie dwukrotnego posłowania do Stambułu (pierwszą misję odbył w 1643 roku, a drugą po zwycięstwie pod Ochmatowem w 1644 roku).

Posłowi królewskiemu polecono odnowienie przymierza z Turcją oraz skłonienie sułtana do zaprzestania popierania Bohdana Chmielnickiego, który po połączeniu się z Moskwą nie tylko planował wojnę z Rzeczpospolitą, ale także chciał oderwać od Porty Siedmiogród oraz księstwa naddunajskie, tj. Mołdawię i Wołoszczyznę. Bieganowski miał również zabiegać o ukrócenie dokonywanych przez chana wypraw w granice Rzeczpospolitej oraz o zaprzestanie wspierania Kozaków. Ostatnim zadaniem chorążego lwowskiego było uzyskanie w Stambule akceptacji na zawarcie przez państwo polsko-litewskie sojuszu antymoskiewskiego z wasalami tureckimi: Krymem i księstwami naddunajskimi.

Orszak poselski wyruszył ze Lwowa 29 stycznia 1654 roku, a Mikołajowi Bieganowskiemu towarzyszyło stosunkowo liczne grono młodych magnatów, dla których miała być to niepowtarzalna okazja do poznania państwa osmańskiego. Wśród nich znajdował się przyszły król i pogromca Turków pod Chocimiem i Wiedniem, Jan Sobieski. Do orszaku został on dołączony niemal na swoją własną prośbę. Z poselstwem ruszyła też liczna grupa kupców, a sam chorąży lwowski zakupił dużo towarów u gdańszczan, które miał nadzieję z zyskiem sprzedać w Stambule, a za uzyskane pieniądze kupić tak poszukiwane w państwie polsko-litewskim produkty tureckie.

Orszak poselski zatrzymał się na dłużej w Jassach. Od hospodara mołdawskiego Jerzego Stefana chciano bowiem uzyskać ważne z punktu widzenia powodzenia misji informacje o tym, którą z wpływowych osobistości na dworze sułtańskim należy pozyskać, czyli przekupić. Tu dotarła do nich wiadomość o wydarzeniach w Perejasławiu związanych z poddaniem się Bohdana Chmielnickiego Moskwie. Hospodar był przekonany, że hetman kozacki po raz kolejny będzie dążył do osadzenia na tronie mołdawskim swojego teścia, Bazylego Lupula, i dlatego zdecydował się dołożyć wszelkich starań, aby misja Bieganowskiego zakończyła się sukcesem. Uważał bowiem, że dzięki temu uda mu się wzmocnić swoje stanowisko na dworze sułtańskim.

Wiadomość o ugodzie perejasławskiej skłoniła Mikołaja Bieganowskiego do natychmiastowego ruszenia w dalszą drogę, tym bardziej, że wobec takiego biegu wydarzeń szanse powodzenia jego misji wzrosły. Po drodze, na początku marca, poseł królewski spotkał się jeszcze z Sijauszem, paszą sylistryjskim, który z polecenia sułtana pilnował północnej granicy państwa tureckiego. Niesprzyjająca pogoda i złe warunki na drogach sprawiły, że do Stambułu orszak poselski przybył dopiero pod koniec marca, dwa miesiące od opuszczenia Lwowa. Początkowo Turcy zgodnie ze zwyczajami zatrzymali poselstwo pod miastem i wypytali królewskiego wysłannika o cel jego misji. Dopiero po dwóch dniach uzyskał on zgodę na wjazd i 29 marca poseł wraz z towarzyszami oficjalnie wjechał do stolicy Porty.

Po ulokowaniu całego orszaku w czystej i wygodnej gospodzie już 1 kwietnia Bieganowski został przyjęty przez wielkiego wezyra, Kocę Derwisza Mehmeda paszę. Imperium Osmańskie już od blisko dziesięciu lat prowadziło wojnę z Wenecją o Kretę, która w tym okresie przybrała niekorzystny dla niego obrót. Z tego też powodu wezyr był zainteresowany utrzymaniem spokoju na północnych granicach, a wszystko to po to, aby nie angażować państwa tureckiego w konflikt i skupić całe jego siły na kreteńskim teatrze działań. Rozmowa toczyła się zatem w miłej atmosferze, dobrze wróżącej misji. Kilka dni później, dokładnie 5 kwietnia, co było jak na warunki etykiety i dyplomacji osmańskiej dość niezwykłe, Mikołaj Bieganowski wraz z towarzyszący osobami został przyjęty na audiencji przez 12-letniego sułtana, Mehmeda IV. Chorąży lwowski zadbał o to, aby ceremoniał nie był upokarzający, co zwykle spotykało posłów na dworze sułtańskim. Najpierw odbyła się uczta, na której posłów gościł wielki wezyr oraz pozostali członkowie rady sułtańskiej (tzw. Wielki Dywan). Młody władca obserwował ją w obecności matki z okna umieszczonego pod sufitem sali, w której biesiada się odbywała. Po jej zakończeniu Bieganowski oraz co przedniejsi panowie zostali zaprowadzeni przed oblicze Mehmeda IV, gdzie za pośrednictwem wezyra przekazane zostały bogate dary oraz wystosowano zapewnienia o przyjaznym nastawieniu króla i Rzeczypospolitej w stosunku do sułtana i Imperium Osmańskiego. Władca zgodził się na prośbę posła, aby przystąpiono do rokowań, które w jego imieniu miał prowadzić wielki wezyr. Po czym pożegnał gości, tym samym kończąc swą osobistą audiencję. Z późniejszych relacji, składanych królowi przez głównego posła, wiemy, iż Mikołaj Bieganowski był bardzo zadowolony ze spotkania, uważając, że został przyjęty z wielkimi honorami.

Ze wspomnianą audiencją u sułtana związana jest legenda o Janie Sobieskim. Już wtedy ponoć zwrócił on na siebie uwagę dostojników tureckich, którzy w przepowiedniach dostrzegli w nim najgroźniejszego przyszłego wroga ich imperium oraz niepokonanego wodza zadającego najpoważniejsze klęski armii osmańskiej. Pikanterii dodaje tej opowieści fakt, że przyszły król polski miał przybyć do Stambułu incognito, a rozpoznany został właśnie w czasie trwającej audiencji. Była to oczywiście jedynie legenda, ale wnuk wielkiego hetmana Stanisława Żółkiewskiego i syn kasztelana krakowskiego Jakuba Sobieskiego, dziedzic Żółkiewskich, Daniłowiczów i Sobieskich, mógł spotkać się ze specjalnym traktowaniem i być może, jak sądzi część historyków, swą osobą przyczynił się do uroczystego przyjęcia poselstwa. Dodatkowo potwierdza te przypuszczenia decyzja matki nieletniego sułtana, Tarhan, posiadającej dominujące wpływy na dworze, o wysłaniu na przyjęcie do posła królewskiego i jego towarzyszy swojego szwagra, dowódcę spahów, Petak paszę specjalnie w celu rozpoznania przyjezdnych. Jego relacja o osobach z otoczenia chorążego lwowskiego mogła wzbudzić tym większe zaciekawienie sułtanki, że była ona z pochodzenia Rusinką z ziem Rzeczpospolitej. Warto jeszcze podkreślić, że Sobieski, towarzyszący podczas audiencji Bieganowskiemu, miał okazję spotkać się z władcą imperium, którego wojska pokona w przyszłości.

Kolejne dni upłynęły na negocjacjach z wielkim wezyrem i spotkaniach z innymi wpływowymi urzędnikami sułtańskimi. Ponadto dyplomata królewski zabiegał o pomoc innych posłów chrześcijańskich. Liczono szczególnie na wsparcie finansowe w postaci pożyczek, umożliwiających zakup tak potrzebnych w negocjacjach podarków dla urzędników sułtańskich, często traktowanych jako zwykłe łapówki, bez których na dworze niczego nie można było załatwić. Czas nie działał na korzyść misji królewskiej, gdyż do Mikołaja Bieganowskiego dotarły informacje o zbliżaniu się do stolicy imperium poselstwa kozackiego, które miało zabiegać u sułtana o wydanie Tatarom zakazu udzielania pomocy Rzeczypospolitej. Mimo że sojusz kozacko-moskiewski nie mógł nie wzbudzić zaniepokojenia urzędników tureckich, to jednak Stambuł nie mógł pozwolić sobie na zbyt ryzykowne posunięcia w stosunku do Kozaków i Moskwy. Trudna sytuacja na froncie wojny z Wenecją sprawiała, że w interesie tureckim leżała gra na zwłokę, umożliwiająca przeczekanie do momentu wyjaśnienia sytuacji na północnym teatrze działań, tak aby w bardziej oczywistych warunkach możliwe było podjęcie odpowiednich kroków dyplomatycznych. Wyrazem tej polityki była taktyka zastosowana w rokowaniach z obu delegacjami, wyrażająca się w działaniach Turków przetrzymujących poselstwo kozackie przed murami miasta, aż do momentu opuszczenia go przez polskich wysłanników.

Pomimo wszystkich niepewności rozmowy Mikołaja Bieganowskiego zakończyły się pomyślnie i 15 kwietnia na audiencji u wielkiego wezyra udało mu się otrzymać praktycznie wszystko, o co zabiegał. Przede wszystkim odnowione zostały przyjacielskie stosunki między obydwoma państwami wraz z zakazem najeżdżania ziem Rzeczypospolitej przez Tatarów, wydanym przez Portę Otomańską. W kwestii sojuszu antymoskiewskiego dano chanowi wolną rękę. Pomimo formalnego zakończenia poselstwa nie pozwolono jednak jego uczestnikom na opuszczenie Stambułu. Wobec sprzecznych informacji napływających z Ukrainy wielki wezyr postanowił sprawdzić, czy Bohdan Chmielnicki i Wojsko Zaporoskie rzeczywiście przeszli pod protekcję Moskwy. W tym celu wysłał gońców na Krym, a poseł królewski i jego towarzysze musieli uzbroić się w cierpliwość i czekać na ich powrót. Sytuacja stała się bardziej napięta, ponieważ do miasta zbliżało się poselstwo kozackie, które mogło zniweczyć efekty starań dyplomacji polskiej. Na domiar złego w stolicy Imperium z powodu wojny panowała drożyzna i gdyby nie zabiegi i wsparcie Mikołaja Bieganowskiego niejeden członek jego orszaku straciłby cały zabrany ze sobą majątek.

Tymczasem wypadki potoczyły się szybciej, niż się spodziewano. Już 20 kwietnia do gospody, gdzie mieszkał poseł z orszakiem, przybył wysłannik Derwisza Mehmeda paszy z zaproszeniem na audiencję pożegnalną u sułtana. Taka zmiana stanowiska strony tureckiej spowodowana była nadejściem potwierdzonych wiadomości o Perejasławiu oraz przesłanymi z Jass listami hetmana kozackiego skierowanymi do obu hospodarów księstw naddunajskich oraz księcia siedmiogrodzkiego wzywających ich do pójścia w jego ślady i poddania się pod protekcję cara. Działania Bohdana Chmielnickiego oburzyły tureckich dostojników i sprawiły, że przyspieszono odprawę posła. Bieganowski został przyjęty przez sułtana 21 kwietnia w czasie trwającego przeglądu floty wojennej. Z ust władcy miał usłyszeć, że spełnione zostaną wszystkie jego prośby, dotyczące postawy Chanatu krymskiego w nadchodzącym konflikcie (zakaz najazdów na ziemie Rzeczpospolitej i wspieranie jej w wojnie z Moskwą i Kozakami). Następnego dnia spotkał się z wielkim wezyrem, który zapewnił jeszcze raz dyplomację polską, że Tatarzy otrzymali rozkaz udzielenia pomocy wojskowej królowi polskiemu.

Tak odprawiony poseł opuścił Stambuł 3 maja i przez Wołoszczyznę i Siedmiogród udał się w drogę powrotną do Rzeczypospolitej. Jego misja zakończyła się powodzeniem. Udało się odnowić dobre stosunki sąsiedzkie z Imperium Osmańskim i uzyskać akceptację dla rokowań z Tatarami o sojuszu antymoskiewskim i antykozackim. Co prawda posłowie carscy na Krymie przekazali do Moskwy, że chan otrzymał od sułtana rozkaz atakowania jedynie Kozaków dońskich, ale już wkrótce okazać się miało, że w zasadzie Turcja nie sprzeciwiała się sojuszowi polsko-tatarskiemu wymierzonemu przeciwko Moskwie i Kozakom. Był to wielki sukces misji Mikołaja Bieganowskiego. Dla przyszłego pogromcy Turków, Jana Sobieskiego, była to natomiast niepowtarzalna okazja do poznania przyszłego wroga, a obserwacje poczynione w trakcie pobytu w państwie tureckim pozwoliły mu w czasie wojen z Osmanami snuć odważne plany powstania ludów słowiańskich przeciwko sułtanowi.

Literatura:

Ludwik Kubala, Wojna moskiewska 1654 i 1655, Poznań 2005.

Eugeniusz Latacz, Bieganowski Mikołaj, w: Polski Słownik Biograficzny, t. 2, Kraków 1936.

Zbigniew Wójcik, Feudalna Rzeczpospolita wobec umowy w Perejasławiu, „Kwartalnik Historyczny” 1954, t. IX, nr 3.