Poznańskie fajerwerki Teresy Kunegundy Sobieskiej

Z ciężkim sercem opuszczała Warszawę (jak się okazało, na zawsze) ukochana i rozpieszczana jedynaczka królewskiej pary, Teresa Kunegunda Sobieska (1676 – 1730), zwana przez ojca pieszczotliwie „Pupusieńką”. Wyjeżdżała - jako zaślubiona per procura 15 sierpnia 1694 r. w Warszawie małżonka elektora bawarskiego Maksymiliana II Emanuela – wśród niezmiernego smutku rodziców, obawiających się, że już nigdy nie zobaczą córki (w przypadku Jana III miało się to sprawdzić). Ksiądz Maurycy Vota, jezuita na dworze Sobieskich, pisał wprost, że królewna wyjedzie „po wielu dniach łez, zabierając ze sobą serca króla i królowej”.

Poznański fajerwerk na cześć Teresy Kungundy Sobieskiej, rycina z druku Andrzeja Rudolfa Margowskiego „Porta triumphalis, augusto destinata ingressui Dum Serenissimo Principi Maximiliano II (...), 1694; Biblioteka Narodowa

Przeszło półtoramiesięczna podróż elektorowej bawarskiej z Warszawy do Brukseli została utrwalona w kilku relacjach, m. in. w anonimowym rękopiśmiennym diariuszu (znajdującym się w Bibliotece Kórnickiej) oraz w innych źródłach drukowanych, przeważnie niemieckich, stąd szczegółowo znamy jej przebieg. „Dnia 13 listopada – jak czytamy na łamach niemieckiego druku „Theatrum Europaeum” z 1694 r. – Jej Wysokość elektorowa Bawarii opuściła wreszcie Warszawę w towarzystwie biskupa płockiego [Andrzeja Chryzostoma Załuskiego] i kasztelanowej wileńskiej, swej ochmistrzyni [Teresy Słuszkowej]. Wyruszyła w orszaku składającym się z 250 osób i 350 koni drogą prowadzącą przez Poznań do Brandenburgii”. W Poznaniu, gdzie zgromadziło się blisko 3 tysiące szlachty, nie licząc mieszczan, podejmowano Teresę Kunegundę z wielką pompą. „Z kościoła orszak zjechał do zamku – notował autor diariusza – a tam tedy nas czestowano honorificentissime et magno sumptu [z najwyższym uszanowaniem i wielkim kosztem]. Ognie różne były i na uzdach gorzały, i litery eksprymowały [przedstawiały inicjały], jeno że wiatr trochę przeszkadzał (...) Niepodobna cum quali apparentia [z jaką okazałością] nas przyjęto”. Z innych źródeł pisanych wiadomo, iż Poznań wystawił bramę triumfalną, „która dość maiestuosa była” oraz arcus triumphales na uroczysty wjazd elektorowej. „Muzyka grała, z dział bito, kieliszków i wina nie żałowano. Tandem ignes artificialis [na koniec sztuczne ognie] tak piękne, jakich niepodobna lepszych, pokazywano, co in multa noctem [do późnej nocy] działo się”. Dodajmy, iż fajerwerki trwały całą godzinę, wzbudzając powszechny zachwyt.

Pamiątką tych uroczystości jest druk Andrzeja Rudolfa Margowskiego pt. Porta triumphalis, augusto destinata ingressui Dum Serenissimo Principi Maximiliano II (...) & Serenissima Princeps Teressia Cunegunda, wydany w 1694 r. ,Typis Academiae Posnaniensis w Poznaniu, ilustrowany jedyną ryciną, przedstawiającą fajerwerki. Ów niewielki i niesygnowany miedzioryt jest zapewne wytworem jakiegoś sztycharza poznańskiego, nie najwyższego lotu. Trzeba jednak podkreślić, że sztuczne ognie jest niezmiernie trudno oddać w grafice, zwłaszcza przy pomocy rylca, ponieważ z samego swego założenia kompozycja taka musi rozgrywać się w nocy. Dotkliwym mankamentem jest brak kolorów, tu zastąpionych jasnymi smugami i plamami świateł, wyłaniającymi się z czerni. W efekcie powstała dekoracyjna, lecz płaska scena, w której znajdujemy wazy ze sztucznymi owocami, posągi Jupitera i Junony, grupę trzech delfinów, tarcze z inskrypcjami, globusy – a z wszystkich tych elementów wysoko tryskają race. Na pierwszym zaś planie dwaj kawalerowie toczą ognistymi mieczami pojedynek, jakby żywcem wyjęty z popularnych w XX wieku Gwiezdnych Wojen.