Prusacy finansują wojnę: Zygmunt III i Moskwa

Usadowienie się w 1605 r. elektora brandenburskiego Joachima Fryderyka jako regenta w Prusach Książęcych przy chorym umysłowo Albrechcie II było pierwszym krokiem realnie łączącym Berlin i Królewiec. Poprzedzone to zostało długimi targami, w czasie których Zygmunt III wydusił od Hohenzollernów sporą sumę pieniędzy i dalsze zobowiązania finansowe, potrzebne mu na wojnę o koronę szwedzką. Wkrótce na horyzoncie politycznym Polski pojawił się nowy przeciwnik: Moskwa.

Widok Kremla, rycina z druku Bernarda Tannera „Legatio Polono-Lithuanica in Moscoviam...”, Norimbergae 1689; Biblioteka Narodowa

Sojusz moskiewsko-szwedzki w Wyborgu w 1609 r. zwracał swe ostrze przeciw Rzeczypospolitej i Zygmunt III musiał zareagować. Już po skończonym wiosennym sejmie 1609 r. postanowił uprzedzić przeciwnika i sam zaatakować Moskwę. Liczył przy tym na łatwe zwycięstwo wobec panującej u naszego wschodniego sąsiada zawieruchy domowej. Nie chcąc tracić dobrej okazji, król zaczął wojnę bez uzyskania odpowiednich środków finansowych od sejmu. To zaś, jak i nieoczekiwane przedłużenie się działań zbrojnych wobec twardej obrony Smoleńska przez Rosjan (aż do czerwca 1611 r.) szybko zmusiło króla do szukania nadzwyczajnych źródeł dochodów.

Tradycyjnie już jednym z lepszych płatników byli Hohenzollernowie, którzy zabiegali o przekazanie Prus Książęcych brandenburskiej linii dynastii. Nowa okazja do wytargowania od nich pieniędzy nadarzyła się już w 1608 r., kiedy zmarł elektor Joachim Fryderyk. Jego syn, a zarazem zięć Albrechta II, Jan Zygmunt, z miejsca przystąpił do zabiegów o przejęcie kurateli nad teściem i zarządu w Prusach. Tajny wysłannik elektora szybko zjawił się w Warszawie, wioząc dla króla 10 tys. dukatów dla zyskania jego przychylności. Zygmunt III wszakże, będąc świeżo po zakończeniu rokoszu, nie chciał tym razem ryzykować zbyt samodzielnych – i dodajmy: niepopularnych – poczynań wobec Prus i odesłał sprawę do sejmu. Tam po dłuższych targach i mimo oporu ze strony samych Prusaków król zdołał przeprowadzić swą wolę i w kwietniu 1609 r. nadał kuratelę w Prusach Janowi Zygmuntowi. Potwierdzono przy tym warunki układu z 1605 r., zawartego z poprzednim elektorem.

Jan Zygmunt miał wszakże ambitniejsze plany. Otóż wobec postępującego wieku Albrechta II, który zbliżał się do sześćdziesiątki, należało się liczyć z jego rychłą śmiercią. Dotychczasowe układy z Zygmuntem III dotyczyły zaś wyłącznie kurateli nad księciem pruskim. Elektor zamierzał uzyskać teraz prawo do następstwa w Prusach, co jego przodkom obiecał już Zygmunt August w 1563 r. Na przejęcie księstwa pruskiego przez Brandenburczyków musiał wszakże zgodzić się sejm. Sprawę załatwiono właśnie w 1611 r., kiedy Zygmunt III zwołał pierwszy sejm od rozpoczęcia wojny z Moskwą. Król wrócił jako tryumfator po zdobyciu Smoleńska, niemniej załoga polska na Kremlu była oblężona, tron carski dla królewicza Władysława niepewny, za to perspektywa długiej wojny i związanych z nią kosztów – murowane. W tej sytuacji kolejny przeciwnik nie był Rzeczypospolitej potrzebny. Uznano zatem, że lepiej mieć w elektorze przyjaciela niż wroga, a on sam wzmacniał to przekonanie hojnie rozdawanymi łapówkami. Osobiście też stawił się w Warszawie i wreszcie doczekał się uchwalenia przez sejm konstytucji „Lenno pruskie”. Wobec niemal pewnego już wygaśnięcia męskiej linii Hohenzollernów pruskich, konstytucja przenosiła prawo do Prus na Jana Zygmunta oraz jego trzech braci i wszystkich potomków męskich tychże. Potwierdzono zasady układu z 1605 r., dorzucając gwarancje wolności religijnej dla katolików i obowiązek wprowadzenia kalendarza gregoriańskiego. Jan Zygmunt złożył uroczysty hołd lenny królowi polskiemu i stał się następcą tronu w Prusach.

Dodajmy, że na tym nie skończyły się bynajmniej pruskie koszty wojny z Moskwą (a i wcześniej ze Szwecją). Otóż Księstwo Pruskie było w najbliższych latach obiektem szantażów ze strony wojsk polskich, w tym nieopłaconej i skonfederowanej armii, która opuściła Moskwę i sama wymuszała pieniądze w Rzeczypospolitej. Jan Zygmunt i pruscy starostowie musieli regularnie opłacać się różnym oddziałom wojskowym, które domagały się zasiłków, mniej lub bardziej otwarcie grożąc wkroczeniem do Prus. Już na początku 1610 r. wypłaty samego księcia sięgnęły 6 tys. zł, nie licząc drobnych, a licznych „zapomóg” wymuszanych przez żołnierzy z pogranicznych powiatów pruskich. W razie odmowy wojsko samo wybierało należności, przykładowo suma szkód tylko w 1614 r. sięgnęła 126 tys. zł. Elektor skarżył się oczywiście królowi, ale i ten, nie mając pieniędzy na wojsko, nie mógł skutecznie wyegzekwować od żołnierzy posłuszeństwa. Dodajmy na marginesie, że wojna z Moskwą zakończyła się w 1618 r. zwycięskim dla Rzeczypospolitej rozejmem, przyznającym jej rozległe obszary na wschodzie.

Ostatecznie jednak wydatki opłaciły się Hohenzollernom. Gdy w 1618 r. zmarł Albrecht II, Zygmunt III wstrzymał się z realizacją porozumienia z 1611 r. Niemniej, wojna turecka i zagrożenie szwedzkie w Inflantach w 1621 r., jak również groźna postawa Moskwy, skłoniły wówczas króla do przekazania lenna pruskiego elektorowi Jerzemu Wilhelmowi, synowi i następcy Jana Zygmunta (a zarazem wnukowi Albrechta II). Wydając spore sumy pieniędzy i zręcznie wykorzystując kłopoty finansowe i wojenne Rzeczypospolitej – głównie w starciu z Moskwą – Hohenzollernowie uzyskali wreszcie połączenie Brandenburgii z Prusami Książęcymi w osobie jednego władcy i nie dopuścili do wcielenia Prus do Polski.