Przeciwdziałanie kłusownictwu w dobrach Wilanów

Na przestrzeni XIX i w początkowych latach XX w. utrapieniem służby leśnej w dobrach wilanowskich było rozpowszechnione na szeroką skalę kłusownictwo. Na gruntach majątków magnackich obowiązywał zakaz polowania bez posiadania pisemnego pozwolenia ich właściciela. Zgodnie z obowiązującymi na początku XIX w. przepisami osobie przyłapanej na nielegalnych łowach rekwirowano – na rzecz skarbu dóbr – cały sprzęt służący do kłusowania oraz psy[1]. Dodatkowo groziła jej również bardzo wysoka kara pieniężna. W 2. poł. XIX w. prawo w tym względzie nieco złagodzono. W przypadku przyłapania osoby na nielegalnym polowaniu po raz pierwszy miała ona możliwość wykupu swego dobytku, jednak już za drugim przewinieniem traciła wszystko definitywnie[2]. Za łapanie osób nielegalnie polujących odpowiedzialna była służba leśna, która otrzymywała dodatkowe wynagrodzenie. Wysokość owego związana była z określonym procentem kary zapłaconej przez przyłapanego na nielegalnym polowaniu.

Kłusownik złapany, grafika Jeana Pierre’a Marie Jazet wg wzoru Williama Kidda, 1820; Biblioteka Narodowa

Aby myśliwi mieli świadomość, że wkraczają na teren dóbr Wilanów, wzdłuż granicy wkopywano specjalne słupy z tablicami informującymi o wtargnięciu na teren dóbr i obowiązującym zakazie polowania. Niestety ludzie z bronią i tak wciąż ją przekraczali, starając się nielegalnie pozyskać zwierzynę[3]. Utrapienie stanowili przede wszystkim myśliwi zjeżdżający z Warszawy. Nie dość, że nie przestrzegali oni zakazu polowania bez pisemnego pozwolenia właściciela dóbr, to na dodatek pozyskiwali gatunki zwierząt, na które obowiązywały aktualnie okresy ochronne.

Zdarzały się także sporadyczne przypadki chwytania przez członków służby leśnej na terenie dóbr wilanowskich kłusujących ogarów[4]. Właściciele tych wspaniałych psów myśliwskich wypuszczali je, gdyż chcieli, aby wybiegały się one, potrenowały gonienie zwierzyny, a czasem po to, by upolowały coś sobie do zjedzenia i odciążyły w tym względzie właściciela. Często jednak psy same uciekały spod domów lub zapędzały się podczas łowów opętane szałem gonu. Co istotne, były to psy zamożnych dzierżawców ziemskich, chłopi bowiem mieli zakaz posiadania jakichkolwiek psów ras myśliwskich. Gdy doszło do schwytania zwierząt, podawano informację o tym do publicznej wiadomości. Kiedy zjawiał się właściciel, chcąc odzyskać psy, musiał je wykupić. Jeżeli jednak po upływie określonego czasu nikt się nie zgłosił, były one sprzedawane z korzyścią dla skarbu. Tak jak w przypadku przyłapania nielegalnie polujących osób, służba leśna za schwytanie ganiających po polach i lasach ogarów otrzymywała nagrodę pieniężną.  

Bardzo często nielegalnie pozyskiwali zwierzynę również mieszkańcy majątku wilanowskiego[5]. Posługiwali się oni metodami typowo kłusowniczymi, czyli chwytali zwierzęta w sieci i wnyki. Zabijali oni w ten sposób przede wszystkim zwierzynę drobną, głównie ptactwo, ale czasem także zające, a nawet sarny.

[1] Kalendarz myśliwski ilustrowany na rok 1904, pod red. „Łowca Polskiego”, Warszawa 1904, s. 39 – 43; P. Dąbrowski, Prawo prywatne polskie, t. II, Lwów 1911, s. 217.

[2] AGAD, AGWil, dział XVIII, sygn. 149.

[3] Tamże, dział XX, sygn. 131/I, s. 45.

[4] Tamże, dział XVIII, sygn. 142, s. 203–204.

[5] Tamże, dział XX, sygn. 131/I, s. 68; dział. XVIII,  sygn. 21,  s. 112.