Prześwietne legacje do Turek

Pod koniec XVII wieku ustały toczone przez długie lata wojny polsko-tureckie. Należało zapomnieć o Cecorze, Chocimiu, czy Wiedniu i ułożyć pokojowe stosunki. Podstawę dla nich stanowił zawarty w 1699 roku pokój karłowicki i zmiana układu sił w Europie. Spokój na południu Rzeczypospolitej sprzyjał legacjom do Stambułu. Wyprawy te miały tradycję sięgającą drugiej połowy XV wieku. Wtedy sułtan Bajazyt II wydał rozporządzenie, aby posłów polskich dopuszczać przed jego oblicze bez specjalnego przyzwolenia.

Wjazd ambasady Piotra Potockiego do Pery (Beyoglu), 31 marca 1790 roku, Mayer Luigi, ok. 1790, akwarela, gwasz; obraz w zbiorach Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Legacje wyruszające do Turcji były niezwykle uroczyste i bogate. Zdarzało się, że liczyły nawet ponad tysiąc osób. W skład orszaku posła wchodzili sekretarze, tłumacze, lekarze, kronikarze i wielu innych. Po dotarciu do Stambułu, legacja odbywała ceremonialny wjazd do miasta. Poseł zatrzymywał się w swoim pałacu, gdzie przyjmował tureckich i zagranicznych dostojników. Następnie składał wizytę wezyrowi i sułtanowi. Z audiencjami na dworze wiązał się obowiązek oddawania pokłonu sułtanowi. Dla niektórych był to bardzo przykry obyczaj: niejaki Piotr Potocki przed wejściem do sali tronowej ostrzegał sułtańskich dworaków, aby nie zmuszali go do skłonienia się. Na koniec wizyty, całą legację obdarowywano upominkami. Rozbiory przyniosły kres kontaktom dyplomatycznym. Ostatni poseł turecki w Warszawie przed wyjazdem przestrzegał – jeśli Polacy pozwolą, by w ich kraju panoszyły się obce wojska, cały dorobek narodu zostanie zdeptany i zrujnowany, a królestwo będzie stracone. Słowa okazały się prorocze.