Sarmaci. Pytanie o rodowód

Historyczni Sarmaci to tajemniczy lud pochodzenia irańskiego. Niewiele o nich wiadomo: prowadzili gospodarkę pasterską, byli dobrymi myśliwymi i wojownikami, pozostawili po sobie nieco zabytków rzemiosła. Żyli nad Donem i Wołgą, po części w Azji. Ich wpływy mogły sięgać ziem polskich, jednak w starożytności zamieszkiwały ten obszar inne plemiona. W IV-II w. p.n.e. Sarmaci zastąpili Scytów na stepach czarnomorskich. W okresie wędrówek ludów zostali zepchnięci przez Hunów w dorzecze Dunaju, osiedlili się na Bałkanach; część zawędrowała do Hiszpanii i Afryki. Rozproszeni, rozpłynęli się wśród innych ludów.

Jan Nepomucen Lewicki, Ubiory szlachty z: Album polonais, po 1830, litografia z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Ale dlaczego właśnie oni stali się antenatami polskiej szlachty? U źródeł sarmackiej legendy legł patriotyzm i swoiste poczucie honoru polskich uczonych. Kiedy szukano uzasadnienia dla praw i obyczajów, wierzono, że przodkowie byli lepsi i mądrzejsi, a instytucje, które ustanowili, właściwe także dla ich potomków. Każdy naród pysznił się dawnością: mieszkańcy Italii mogli bez zmrużenia oka twierdzić, że są potomkami Rzymian, Francuzi powoływali się na Gallów i Franków. Oficjalny tytuł króla Szwecji mówił, że jest królem Gotów i Wandalów. Węgierska szlachta wywodziła rodowód od Hunów, których starożytność więcej ważyła niż sława okrutnych najeźdźców. Hiszpanie byli potomkami Iberów i Wizygotów, Walijczycy i Bretończycy – Brytów, Anglicy odwoływali się do Sasów, Anglów i Jutów. Szwajcarzy znaleźli przodków w celtyckim ludzie Helwetów, a Holedrzy – Batawów. Polacy nie chcieli być gorsi, nie mogli przyznać, że są narodem w Europie młodym, wyszukali więc sobie starożytnych przodków. Nie było to łatwe, gdyż wszystkie ważniejsze starożytne ludy były już „inkorporowane” do tradycji innych narodów.

Próbę wykazania „dawności” Polaków pierwszy podjął Wincenty Kadłubek, który przytoczył fantastyczne bajania o pradawnych władcach: Lech I miał pokonać Aleksandra Macedońskiego, a Lech II – Juliusza Cezara. Opowieści mistrza Wincentego brzmiały jednak zbyt fantastycznie, więc renesansowi erudyci sięgnęli po Sarmatów. Przyczynili się do tego Maciej Miechowita, autor traktatu De duabus Sartatiis. Europeana et Asiana, oraz Marcin Bielski. Miechowita polemizował z nieprzychylnym Polsce Eneaszem Piccolominim, przypisującym Słowianom pochodzenie od Scytów. Byli oni wprawdzie ludem starożytnym, jednak zostali opisani przez Herodota jako wyjątkowo dzicy, azjatyccy barbarzyńcy. Od Scytów nikt nie chciał pochodzić, taka parantela wykluczała z grona szanowanych narodów europejskich. Miechowita powiązał więc Słowian z Sarmatami, którzy występowali w starożytnych tekstach greckich i rzymskich. Powołał się na autorytet Ptolemeusza z Aleksandrii, który Sarmacją nazywał równiny wschodniej i północno-wschodniej Europy.

Idea pochodzenia od Sarmatów spodobała się polskim humanistom i – wielokrotnie powtarzana – stała się powszechnie znana wśród szlachty. Później mitowi nadano radykalniejszą interpretację: dzielni wojownicy sarmaccy, ludzie rycerscy, mieli podbić miejscową ludność, którą obrócili w poddanych chłopów. Stąd polska szlachta miała się różnić pochodzeniem od poddanych. Co więcej, genealogię obu społeczności wydłużono aż do synów Noego: chłopi mieli być potomkami Chama, Sarmaci zaś pochodzili od szlachetnego Jafeta. Już w czasach biblijnych zatem przodkowie szlachty i chłopów mieli się różnić poziomem cnoty. Ideologia sprawiła, że słowo ‘cham’ stało się potocznym określeniem chłopa i nabrało silnie pejoratywnego znaczenia. Nie było jednak zgodności w tej sprawie i wielu autorów uważało, że i chłopi pochodzą od Sarmatów.

Początkowo idea sarmackiego pochodzenia odnosiła się wyłącznie do Polaków. Litwini – mimo że badacze wskazują na inicjatywę samego Kallimacha – znaleźli genealogię jeszcze lepszą: mieli wywodzić się wprost od rzymskiego wodza Palemona (archetypem był tu Polemon II, król Pontu, prawnuk Marka Antoniusza, pozbawiony tronu i wygnany przez Nerona) i jego 500 żołnierzy, którzy wywędrowali za limes i mieli dać początek nowemu ludowi. Idea ta rozpowszechniła się wśród panów litewskich (m.in. od Palemona rozpoczynało się drzewo genealogiczne Radziwiłłów). W udowadnianiu tego pokrewieństwa chętnie posługiwano się metodami etymologicznymi, wywodząc słowa języka litewskiego z łaciny. Dawało to i w Koronie świetne i pożądane wyniki: jeśli np. szlachcic nosił nazwisko Krassowski, to już miał powody, by wywodzić ród od rzymskiego Krassusa. Nic więc dziwnego, że kiedy w XVIII w. Kacper Niesiecki opublikował w swym herbarzu prawdziwe genealogie wielu rodzin, obito go za to kijami. Wszystkich przebił nawiedzony ks. Wojciech Dembołęcki. Wywodził, że Polacy są najstarszym z narodów, po polsku mówili Adam i Ewa, a łacina i wszystkie języki europejskie to tylko zniekształcona polszczyzna. Wprawdzie Dembołęckiego nie potraktowano poważnie, ale przekonanie o sarmackim pochodzeniu szlachty utrwaliło się i z czasem objęło także szlachtę litewską i ruską.

Szlachta polska, ruska i litewska różniły się tradycją, językiem, a często i wiarą, więc sarmatyzm pozwalał uwierzyć, że tworzy naturalną wspólnotę. Mozolnie konstruowane legendy podkreślały dawność, godność i znaczenie. Mimo powszechnego dążenia do wyszukiwania starożytnych przodków, nigdzie nie powstała ideologia tak wyrazista jak sarmatyzm. Szlachta Rzeczpospolitej, wyedukowana na wzorach antycznych i biblijnych, uwierzyła w swą misję. Wolność szlachecką porównywano do wolności starożytnych, ustrój Rzeczpospolitej do Republiki Rzymskiej. W ideologii szlacheckiej zespoliła się wiara w wartość szlachectwa i starożytne pochodzenie Polaków, uwielbienie dla wolnościowego ustroju i przekonanie o Rzeczpospolitej – przedmurzu chrześcijaństwa.