Święty obrazek na szczęście. Pobożne ryciny w dawnej kulturze

Na przełomie XVI i XVII stulecia rynek europejski został zalany grafiką religijną. Do Rzeczpospolitej sprowadzano przede wszystkim ryciny pochodzące z drukarni niderlandzkich, niemieckich i francuskich, z których jakością i różnorodnością nie mogła konkurować rodzima produkcja. Luźne odbitki miedziorytów o nabożnej tematyce używane były wówczas do katechezy, jako odpowiednik dzisiejszych świętych obrazków.

Święta Kinga przed Madonną, grafika ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie.

Początkowo rolę tę pełniły karteczki z patrystycznym cytatem, szczególnie chętnie rozdawane przez jezuitów wiernym do kontemplacji. Arianin Marcin Czechowic (1532-1613) w polemicznym druku drwił z praktyk jezuitów: „którzy ono nie Słowem prawdziwym Bożym ludzi nauczają, ale je wymyślnemi bajkami mamiąc, onemi sentencyjkami na karteczkach spisanemi, które im rozsyłają [...], chcąc pewnie, aby ich panny i panie nie zapominały – bo tym nawięcej takie rzeczy posyłają”. Na owych karteczkach obok biblijnej lub patrystycznej sentencji rychło jednak znalazły się ilustracje, które znacznie lepiej potrafiły przykuć uwagę niż sam tekst. Współoddziaływanie ikonu i inskrypcji zdecydowanie ułatwiało obcowanie z przeznaczoną do modlitewnej kontemplacji ryciną.

Franciszek Borgiasz (1510-1572), trzeci generał zakonu jezuitów, wprowadził zwyczaj obierania sobie świętego, do którego miano kierować modlitwę w najbliższym miesiącu, przez losowanie kartki z jego podobizną i nabożną inskrypcją. Był on kultywowany nie tylko w zakonach. Już pod koniec XVI w. został wprowadzony na dwór królewski przez znaną z pobożnych praktyk Annę Habsburżankę (1573–1598), żonę Zygmunta III. Jezuita Jan Kwiatkiewicz w Rocznych dziejach kościelnych... (1695) tak o niej pisał: „Miała ten zwyczaj i dwór jej wszytek, że na każdego miesiąca początku patrona którego z świętych tegoż miesiąca sobie trefunkiem abo przez zwyczajną sortycyją [tj. losowanie] przybierała. Następował jej życia miesiąc ostatni, luty, na który jej się trafiła za patronkę święta Scholastyka z ową setencyją: «Memento homo, quia pulvis es et [in pulverem reverteris]» («Pamiętaj, człowiecze, żeś prochem i w proch się obrócisz»). Przeto zachorzawszy, owę kartkę zawsze przed sobą miała i na śmierć się przez przyjęcie sakramentów gotowała”.

Ćwierć wieku później o podobnym losowaniu u franciszkanów wspominał koniuszy koronny Krzysztof Zbaraski w relacji z poselstwa do Turcji odbytego w latach 1622–1623: „na dzień Nowego Lata mój ksiądz zakonnik kapelan poszedł do Galaty do swoichże mnichów ś[więtego] Franciszka i tam wybrał – jako mają zwyczaj – kartkę sorte, któremu by tego roku święty jaki dostał się za protektora. Na moje też imię wyjął ś[więtego] Michała”. Uczestnikiem owego wydarzenia był poeta Samuel Twardowski, który po latach relację upoetyzował w epicki poemat Przeważna legacyja. Zanim szczegółowo zinterpretował znaczenie inskrypcji i ryciny wybranej karty, najpierw barwnie opisał samo losowanie patrona miesiąca:

                        Dzień przedtym, gdy książęcy tejże familijej

                        Kapelan na zwyczajnej był ich sortycyjej

                        I patronów cedułach, które gdy nastawa

                        Nowy miesiąc, gwardyjan mnichom swym rozdawa,

Te jednak wprzód pomiesza w jednej wielkiej baniej,

                        Skąd po jednej szafuje. Tam, co bywa na niej

                        Za dar cnoty i który święty położonem,

                        W owej się ćwiczyć winni, tego mieć patronem.

W obu wypadkach fakt wylosowania tych właśnie wizerunków uznany został za wróżebny: królowa zmarła 10 lutego, w dzień św. Scholastyki, której obrazek rozważała tuż przed śmiercią, rycina Zbaraskiego zinterpretowana została jako aluzja do osoby wielkiego wezyra. W ten sposób masowy wyrób graficzny przyporządkowany losowo odbiorcy naznaczał jego osobisty los. Święci patroni, których wizerunki widniały na odbitkach grafik, przypadkowemu wyborowi nadawali wartość metafizycznej celowości.

Mechanizmy spersonalizowania religijnej ryciny były często jeszcze prostsze, na przykład wówczas, gdy obrazek stawał się podarunkiem. „Kolęda duchowna na rok Pański 1724” – zapisała anonimowa zakonnica na odwrocie jednej z takich luźnych grafik. Niewielki kawałek papieru siostrom zakonnym służył często do zapisania deklaracji lub zalecenia dotyczącego praktyk religijnych czy krótkiej modlitewnej formuły.

Rycinami takimi obdarowywano się również poza murami klasztornymi. Podobny prezent ofiarował chociażby ks. Stanisław Grochowski Katarzynie Przerębskiej na nową drogę życia, kiedy koło 1600 r. wychodziła za mąż. Plastyczne przedstawienie Męki Pańskiej opatrzył on dedykacją, którą włączył potem do pism poetyckich pt. Na obraz Męki Pańskiej za kolędę świętokatarzyńską od spowiednika darowany p[annie] młodej:

By którą przedtem uczył, dziś już miasto niego

Był jej mistrzem i ten znak ukrzyżowanego:

By jako Chrystus na swym krzyżu cierpiał siła,

Tak ona na przypadki swe gotową była.

Małżeństwo krzyże swoje miewa pospolicie,

Więc na takie zelżywe do krzyża przybicie

Pańskie kto sercem patrzy, nigdy nie ustawa

Pod krzyżem swym, bo Chrystus posiłek mu dawa.

Tu obrazek ofiarowany byłej penitentce miał zastąpić spowiednika w codziennym przypominaniu, że należy godnie i zgodnie nosić małżeński krzyż. Znów więc stawał się artefaktem mającym wyznaczać życiową drogę.