Szlachcic przed sądem

Postępek sądowy, czyli przebieg rozprawy przed sądami grodzkimi i ziemskimi miał charakter prawno-prywatny (rozpoczynał się od skargi strony pokrzywdzonej), zgłaszanej jawnie i w formie ustnej. Na tej podstawie sędzia wystawiał pisemny pozew, czyli wezwanie do stawienia się w sądzie. Jego doręczenie pozwanemu należało do obowiązków woźnego sądowego, który przybywał do domu pozwanego, uderzał trzykrotnie laską w drzwi i wywoływał pozew. Jeśli nie został wpuszczony, mógł pozew oddać włodarzowi wsi lub przybić go na drzwiach (dowodem doręczenia był wtedy ścinek z futryny). Zdarzało się, że przy doręczaniu pozwu woźny bywał poturbowany lub wręcz ciężko poraniony. Jeśli pozwany nie stawił się na sprawę bez wiarygodnej przyczyny, wówczas płacił karę pieniężną (niestanne) lub po prostu przegrywał sprawę.

Jan Nepomucen Lewicki, Ubiory szlachty z: Album polonais, po 1830, litografia z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Jeśli pozwany przyjmował pozew i nie wnosił o próbę pojednania przy udziale „jednaczy”, sędzia rozpoczynał proces. Najważniejszym dowodem było przyznanie się oskarżonego (tortury stosowano w sądownictwie szlacheckim tylko wyjątkowo). Za ważny dowód w postępowaniach uznawano przysięgę, której rotę należało wypowiedzieć bezbłędnie pod sankcją przegrania sprawy. Inne dopuszczane dowody to wizje lokalne oraz dokumenty, których znaczenie rosło. Całe postępowanie było jednak powolne z uwagi na ścisłe przestrzeganie przewidzianych prawem formuł, których celem było nie tyle sprawiedliwe wyrokowanie, co podkreślenie powagi sądu jako instytucji. Formalizacja procesu dawała pole do popisu zastępcom procesowym, chcącym opóźnić postępowanie.

Piętą achillesową sądownictwa ziemskiego była egzekucja wyroków, należąca do starosty, a właściwie zastępującego go podstarościego. Założenie, że skazany podporządkuje się wyrokowi dobrowolnie nie zawsze okazywało się prawdziwe. Stosunkowo prosto wyglądała egzekucja osobista w przypadku szlachty nieosiadłej. Znano karę śmierci (czasem poprzedzoną torturą, jeśli zbrodnia uchodziła za szczególnie godną potępienia), kary mutylacyjne (okaleczenia), kary pieniężne oraz pozbawienie wolności w wieży (zwykle rok i 6 tygodni, w czasie których osadzony musiał sam płacić za wyżywienie) i bardzo dotkliwe w ówczesnych warunkach kary na honorze (banicja, proskrypcja, infamia, pozbawienie szlachectwa, utrata urzędu). W przypadku egzekucji z nieruchomości w stosunku do cieszącego nietykalnością osobistą opornego szlachcica-posesjonata wyrok wykonywał starosta z podległymi sobie pachołkami. Jeśli siły okazywały się zbyt szczupłe, starosta mógł odwołać się szlachty z całego powiatu. W takich sytuacjach dochodziło do zbrojnego zajazdu, połączonego często z rozlewem krwi, rabunkiem i zniszczeniem.