Trzysta lat króla Jana III Sobieskiego na wiedeńskich scenach. Pamięć o „Turkach”, medialna inscenizacja i propaganda polityczna

Już za życia Jana III Sobieskiego, króla Rzeczypospolitej Obojga Narodów w latach 1674–1696 rozpoczęło się tworzenie legendy związanej z jego osobą. Do trwałego upamiętniania polskiego króla doszło przede wszystkim za sprawą odsieczy wiedeńskiej w 1683 r., po której stał się dla całej Europy wybawcą chrześcijańskiego Zachodu przed „zagrożeniem tureckim”. Sobieski przyczynił się do heroizacji własnej osoby, na przykład powrót do Polski zainscenizował jako pochód triumfalny na modłę antycznych dowódców i imperatorów. Na zlecenie polskiego władcy powstały też dzieła sztuki ukazujące go w pozie zwycięzcy. Temu samemu celowi służyć miała publikacja listów do żony, królowej Marii Kazimiery, w których relacjonował „bohaterskie czyny” dokonane podczas wypędzania Osmanów z Wiednia. Liczne dzieła o charakterze historycznym i panegirycznym, powstałe jeszcze przed śmiercią Sobieskiego w 1696 r., uczyniły z niego chodzące europejskie „miejsce pamięci”.

Pomnik konny Jana III, autor nieznany, ok. 1693; Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, fot. Z. Reszka

Postać króla Polski była wielokrotnie poddawana ocenie i reinterpretacji przez historiografię, sztukę i literaturę, a także dzieła sceniczne. Image Jana III Sobieskiego zmieniał się przy tym zależnie od aktualnej sytuacji politycznej i ideologicznych celów autora. Niniejszy artykuł poświęcony jest właśnie takim przeobrażającym się interpretacjom osoby Sobieskiego, które omówię na przykładzie wybranych przedstawień dramatycznych, powstałych na przestrzeni trzystu lat: od drugiego oblężenia Wiednia przez „Turków” w 1683 r. do obchodów rocznicowych w 1983 r.

Sobieski jako wybawca Wiednia i chrześcijaństwa w XVIII i XIX w.

Recepcja Sobieskiego na scenach wiedeńskich rozpoczyna się od sztuki, którą aktor, impresario teatralny i dramaturg Joseph Anton Stranitzky stworzył dla wiedeńskiego Volkstheater ok. 1715/1720 r. Sztuka nosiła iście barokowy tytuł Turecka buta ukarana albo ROK 1683. O Wiedniu obleganym przez Turków i przez chrześcijan odsieczonym oraz o Hanswurście strażniku panien, żałosnym szpiegu i skazanym na śmierć niegodziwcu (Türckisch-bestraffter Hochmuth oder das ANNO 1683, von denen Türcken belagerte und von denen Christen entsetztzte Wienn und Hans Wurst die kurzweilige Salve-Guarde des Frauen-Zimmers, lächerlicher Spion, und zum Tode verdamter Mißethäter). Stranitzky opisał wydarzenia 1683 r. z zadziwiającą wrażliwością na realizm akcji i można zakładać, że sformułowana przez niego ocena postaci historycznych w dużym stopniu pokrywała się z poglądami rozpowszechnionymi wśród wiedeńskiej opinii publicznej na początku XVIII w. – część widzów jeszcze pamiętała drugie „tureckie” oblężenie Wiednia.

Dwie sceny, w których występuje polski król (III, 4; III, 10), pokazują, że w zbiorowej pamięci wiedeńczyków Sobieski zapisał się jako „wybawiciel” miasta. Gdy obejmuje główne dowództwo, pozostali oficerowie bez sprzeciwu podporządkowują się jego rozkazom – co odróżnia sztukę Stranitzky’ego od wielu późniejszych dramatów, w których właśnie ta kwestia miała stać się decydująca dla oceny postaci Sobieskiego. Po bitwie pod Wiedniem hrabiowie Starhemberg, Kapliř i Daun klękają przed Sobieskim, chcąc przekazać mu klucze do bram Wiednia, jednak polski władca nie przyjmuje daru, bowiem jego zdaniem należy się on władcy potężniejszemu od niego, cesarzowi Leopoldowi I:

„Pragniemy teraz pochylić głowę przed Jego Rzymską Cesarską Mością i ujrzeć miasto, które jest księżną europejskiej twierdzy oraz karmicielką prawdziwego chrześcijaństwa.

Cesarzu bądź dlań światłością i prawem,
Gdyż jedno wniesie tron Twój ku niebiosom,
A drugie chwałę Twą zapisze w każdym sercu,
Bo panem Twym Leopold, lew prawdziwy!” (Stranitzky, Turecka buta…, III, 10, 70).

W finale sztuki wszyscy dowódcy wojsk odsieczowych, paradujący „ze schwytanymi Turkami w kajdanach”, „tureckimi głowami na żerdziach”, „zdobycznymi ubiorami i innymi rzeczami” oraz „wielkim sztandarem Mahometa” składają „hołd najprzedniejszemu rodowi Austrii”.

Tak wyraźnej heroizacji Sobieskiego nie ma już w żadnym z dwu dramatów, które powstały dla uczczenia obchodów stulecia odsieczy Wiednia. W 1783 r. na pierwszym planie znaleźli się nie książęta i dowódcy, ale wiedeńskie mieszczaństwo, broniące się dzielnie przed osmańskim zagrożeniem. Zarówno Wiedeń wyzwolony (Das befreyte Wien) Paula Weidmanna, jak i Nagrodzona wierność wiedeńskich mieszczan albo 12 września 1683 r. (Die belohnte Treue der Wiener Bürger oder der 12-te September 1683) autorstwa Johanna Friedricha Gensicke to sztuki sławiące patriotyzm ówczesnych wiedeńczyków, który powinien stać się wzorem dla ich potomków.

W sztuce Gensicke, wystawianej bez większego powodzenia na scenie Theater am Kärtnertor, postać Sobieskiego w ogóle się nie pojawi, występuje jedynie polski oficer, który przynosi meldunek o wiktorii wojsk odsieczy i zapowiada uroczysty wjazd swego władcy do miasta, choć prawdziwymi bohaterami są wiedeńscy mieszczanie. Tutaj więc w ogóle nie powstaje tak gorąco później dyskutowana kwestia znaczenia Sobieskiego dla zwycięstwa nad Osmanami.

Cztery lata po obchodach z 1783 r. cesarz Józef II rozpoczął u boku Rosji (ostatnią) wojnę z Imperium Osmańskim, która w wyniku śmierci Józefa II w 1790 r. zakończyła się rozejmem zawartym przez jego brata i sukcesora Leopolda II. Świeży konflikt militarny sprawił, że odżyło również zainteresowanie publicystów i dramaturgów wydarzeniami historycznymi związanymi z odsieczą wiedeńską.

Autorem jednej ze sztuk był Benedykt Dominik Anton Cremeri, były aktor, który w 1791 r., w momencie wydania dramatu Ernst Rudiger Graf von Stahremberg [sic!] sprawował funkcję cesarsko-królewskiego planisty i aktuariusza podatkowego w Enns. Tytułowym bohaterem jest komendant miasta, właśnie jego potomkom Cremeri „z najgłębszą czcią” dedykuje swoje dzieło.

Jan III Sobieski jest w nim scharakteryzowany jako „szlachetny otwarty mąż bez wyniosłości i gwałtowności, choć nieco pietysta”, któremu należy się najwyższe uznanie za wkład w zwycięstwo nad Osmanami. Ludność Wiednia uznaje polskiego króla za swego wybawcę i wyzwoliciela, również Starhemberg gratuluje mu zwycięstwa, które „po wsze czasy uwieczni” jego imię. Biskup Kollonitsch cytuje legendarne słowa kaznodziei Marco d’Aviano: „Pojawił się człowiek posłany przez Boga – Jan mu było na imię”. Sam Sobieski zachowuje się skromnie a swe zwycięstwo przypisuje tylko i wyłącznie pomocy Boskiej; według niego zadaniem władców jest nie dążenie do chwały, lecz wypełnianie obowiązków względem poddanych a zwłaszcza względem Boga.

Również w anonimowej „sztuce o latach minionych” z początku XIX w. noszącej tytuł Oblężenie Wiednia w 1683 r. (Die Belagerung Wiens im Jahre 1683) Sobieski ukazany jest jako wybawca miasta a nawet całego chrześcijaństwa, zarazem zaś – podobnie jak u Cremeriego – szlachetność i skromność sprawiają, że nie przyjmuje hołdów: „Polityka mieszka w głowie a szlachetność w sercu. Głowa i serce to części ciała, które w czas wojenny rzadko żyją w zgodzie; gdy pierwsza co pochwali, nie pozwoli na to drugie; nie chcę, by historia zwała mię kiedyś wielkim, nie mogąc też nazwać szlachetnym. […] jeśli Mustafa, który armii tureckiej przewodzi, zostanie pod Wiedniem pobity, jeśli z Węgier, które wojska jego zalały, zostanie wygnany, wówczas pozyskam dla mej korony najpiękniejszy diament: wdzięczność Kościoła; jest to bowiem podły zamiar wroga, by religię, potężną podporę ludzkiej szczęśliwości, zniszczyć a na jej miejscu zaszczepić nieczyste nauki Mahometa” (Oblężenie…, fol. 17-18).

Również i w tej sztuce na plan pierwszy wysuwa się patriotyzm, oparty na poczuciu obowiązku wobec Boga i ojczyzny i ukazywany z wielkim patosem. Z dzisiejszego punktu widzenia to właśnie ów patos sprawia, że nie dziwi brak jakichkolwiek wzmianek o inscenizacji dramatu. Ogólnie biorąc „temat turecki” okazał się mało owocny, patrząc na przeciętne a miejscami nawet bardzo słabe dzieła sceniczne, które powstały w XVIII i XIX w., można wręcz pokusić się o tezę, że dzieje „tureckiego” oblężenia nie stanowiły dobrego pierwowzoru dla utworów dramatycznych. Wydaje się, że szansę na sukces sceniczny miały wyłącznie te dzieła, w których materiał historyczny niemal ginął pod pokładem różnorakich „ozdobników”: fikcyjnych opowieści miłosnych i rodzinnych, zmyślonych postaci komicznych czy ludowych a także szczególnie efektownej inscenizacji i bogatej oprawy muzycznej. Charakterystyczne są słowa recenzenta z 1883 r.: „Strach przed Turkami nie mógł być przed dwustu laty w Wiedniu większy niż strach przed sztukami o Turkach, który ogarnął miasto obecnie”.

Większość tych „dramatów tureckich” spotykała się z dezaprobatą zarówno wśród publiczności, jak i krytyki i znikała z afisza niedługo po premierze; jedynie nieliczne „sztuki ludowe” i scenki pisane z myślą o trupach komediantów spotkały się z większym zainteresowaniem widzów. Postaci Sobieskiego przypadały w nich różne role, widać jednak, że jego znaczenie stopniowo malało.

Do takich dzieł scenicznych, które nie odniosły wielkiego sukcesu, należy „sztuka ludowa ze śpiewem i tańcem w 5 aktach” Braciszek albo Wiedeńczycy w roku 1683 (Bruder-Herz oder Die Wiener im Jahre 1683) Georga Köberle z 1861 r. Została wycofana z repertuaru Carltheater już po drugim przedstawieniu. Poglądy autora, który był zwolennikiem idei wielkoniemieckiej i niemieckiego imperializmu, reprezentuje w sztuce zwiadowca Kolschitzky, który w pewnym momencie wygłasza słowa wręcz „prorocze”: „Nasza walka wyzwoleńcza ukaże zadziwionej Europie, czego potrafi dokonać Austria w sojuszu z Niemcami. Wystarczy jedno stulecie takiej wspólnoty, by wielkie cesarstwo germańskie opanowało świat”.

Polacy pojawiają się dwa razy i to jedynie na marginesie: raz w opowieści Kolschitzky’ego, który mówi o marszu wojsk sojuszniczych, o mszy na Kahlenbergu przed bitwą i przemowie Sobieskiego do wojska; za drugim razem król polski „ze swym sztabem” oraz „rycerze i różne rodzaje wojsk niemieckich i polskich” przechodzą przez scenę w milczącym pochodzie triumfalnym, na którego czele – ahistorycznie – kroczy para cesarska.

Sukces nie był sądzony również „sztuce ludowej w pięciu aktach” Arthura Müllera zatytułowanej Turcy pod Wiedniem (Die Türken vor Wien) i wystawianej w Theater an der Wien. Mimo imponującej oprawy, scen walki i zainscenizowanego z rozmachem wjazdu Sobieskiego do Wiednia, dramat został zdjęty z afisza po zaledwie czterech przedstawieniach: prawdopodobnie nachalna propaganda patriotyczna nie przemawiała do widzów. Sobieski występuje tu tylko w jednej krótkiej scenie. Dziękuje w niej wiedeńczykom za ich wkład w walkę z „Turkami”, bowiem, jak stwierdza, bez tego jego „zwycięstwo nad niewiernymi” byłoby niemożliwe: „Dlatego też chylę przed Wami czoło i dziękuję Wam, o waleczni i dumni wiedeńscy mężowie!” Jest to odwróceniem sytuacji ze wspomnianej powyżej sztuki Cremerisa z 1791 r., gdzie to komendant miasta Starhemberg dziękował Sobieskiemu.

Do wąskiej kategorii dramatów o oblężeniu „tureckim”, które odniosły sukces sceniczny, można zaliczyć „ludową sztukę historyczną w sześciu obrazach” zatytułowaną Ojciec Abraham a Sancta Clara (Pater Abraham a Sancta Clara) Freidricha Kaisera. Jej prapremiera odbyła się w 1871 r. w teatrze miejskim w Krems, jednak sztuka była grana nie tylko na wielu scenach prowincjonalnych, ale i w Wiedniu, gdzie w 1873 r. została wystawiona czterdzieści razy w Theater in der Josefstadt. Kaiser, będący doświadczonym aktorem i dramaturgiem, zdołał napisać sztukę ludową, która spotkała się z uznaniem publiczności, jednak bezpośrednio do oblężenia Wiednia w 1683 r. odnosiła się wyłącznie w piątym akcie („Na bastei”).

Swój sukces dramat zawdzięczał przede wszystkim oryginalnym postaciom, wśród których znajdują się bard określany mianem „Kochany Augustyn” oraz Laikus, nowicjusz zakonu Augustynów. Po raz pierwszy pojawia się tu też postać bardzo później popularna, mianowicie wiedeński Czech, stolarz Spanitzek, który – sowicie krasząc język niemiecki bohemizmami – deklaruje się jako Austriak. Postacie historyczne nie mają w dramacie Kaisera żadnego znaczenia. O Polakach się wprawdzie wspomina, pojawiają się też w dwunastej a zarazem ostatniej scenie piątego aktu, w pochodzie triumfalnym po bitwie – Sobieski kroczy między księciem Karolem Lotaryńskim a hrabią Starhembergiem „który obu ich obejmuje”. Jednak jedyna kwestia, jaką polski król wypowiada brzmi: „Wychylam ten kielich do dna za zdrowie Wiednia i jego dzielnych obywateli” – chodzi tu o kielich eucharystyczny, który Abraham a Sancta Clata podaje Sobieskiemu mówiąc: „Wasza Wysokość, wyswobodziłeś chrześcijaństwo, niech więc kielich Jezusowy będzie Ci pokrzepieniem”. Akt kończy się odegraniem Te deum przez orkiestrę wojskową w towarzyszeniu bicia w dzwony i strzałów na wiwat.

Sobieski jako rywal Karola Lotaryńskiego w dwusetną rocznicę odsieczy wiedeńskiej

W odróżnieniu od obchodów z 1783 r., uroczystości z okazji dwusetnej rocznicy odsieczy wiedeńskiej nie były już inicjatywą miejską, ale zostały użyte przez państwo i Kościół do ich własnych celów. Obchody zaczęto planować z kilkuletnim wyprzedzeniem, przewidując bardzo rozbudowany program, w którym znalazła się również uroczysta inauguracja nowego ratusza w dniu 12 września 1883 r.; tam właśnie miała się odbyć wielka wystawa historyczna poświęcona drugiemu oblężeniu „tureckiemu”. Pierwotnie rada miejska planowała także rozpisanie konkursu na najlepszą sztukę ludową o oswobodzeniu Wiednia, a choć ostatecznie do tego nie doszło, w 1883 r. i tak powstał szereg dramatów na ten temat. Tylko jeden z tych utworów doczekał się inscenizacji, niemniej można na ich przykładzie prześledzić zaostrzającą się wówczas debatę na temat „miejsca pamięci” o nazwie Jan III Sobieski.

Do 1883 r. polski król nie odgrywał większej roli jako osoba dramatu; pojawiał się wprawdzie, ale jego postać nie zyskiwała żadnych nowych rysów. Gdy występował w sztuce, lub też gdy o nim mówiono, jego osoba była konotowana pozytywnie: przedstawiano go jako bohatera wojennego, wybawcę Wiednia a nawet całego chrześcijaństwa, który jednak, kierowany skromnością, chętnie odstępował innym chwałę zwycięzcy. Konstrukcja image’u Sobieskiego jako „pogromcy Turków” rozpoczęła się od razu po 1683 r. i aż do dwusetnej rocznicy odsieczy obraz ten przetrwał niezakłócony. Dopiero pojawienie się nurtów antypolskich i antysłowiańskich sprawiło, że zaczęto podważać status Sobieskiego jako bohatera, bagatelizować jego wkład w oswobodzenie Wiednia lub też umniejszać jego zasługi przypisując je księciu Karolowi Lotaryńskiemu.

Wiedeńskie obchody dwusetnej rocznicy odsieczy miały z jednej strony być elementem autokreacji liberalnego mieszczaństwa, z drugiej zaś służyć umocnieniu dynastii habsburskiej. Ponieważ jednak trudno byłoby cesarza Leopolda I, który w 1683 r. pospiesznie opuścił miasto, przedstawić jako bohatera, fetowano w jego zastępstwie Lotaryńczyka, bo jako wojskowy odegrał znaczącą rolę w działaniach militarnych. Wydawało się to tym bardziej na miejscu, że Karol Lotaryński był jednym z założycieli panującej dynastii habsbursko-lotaryńskiej. Obawiano się, że apoteoza Sobieskiego umocni polski nacjonalizm, co nie odpowiadałoby ani elitom rządzącym, ani władzom Wiednia, związanym z Partią Niemiecko-Narodową. Coraz częściej krytykowano więc wojskowe i polityczne decyzje Sobieskiego, poddawano też w wątpliwość wartość jego charakteru, w którym, jak uznano, dominowały próżność i chciwość. Wielu autorów przestało pisać o Sobieskim jako „pogromcy Turków”, podkreślając raczej jego pazerność na łupy, a także zachłanność i zawiść, jakie miał okazać w sporze z Karolem Lotaryńskim o dowodzenie sojuszniczymi wojskami i z cesarzem Leopoldem I o pierwszeństwo we wkroczeniu do oswobodzonego miasta.

Wymowa dramatów, które powstały z okazji dwusetnej rocznicy odsieczy w 1883 r. była więc taka: Sobieski nie jawił się już jako „postać bohaterska i świetlana”, przestał był „wybawcą chrześcijaństwa” czy choćby oswobodzicielem Wiednia, zaczęto go też przedstawiać jako złego stratega i tchórza albo w najlepszym razie – jak u J.P. Ostlanda w Odsieczy wiedeńskiej 1683 (Der Entsatz von Wien 1683) – jako pobożnego, ustępliwego poczciwca pozbawionego wszelkich ambicji, który cieszy się jak dziecko ze zdobytego namiotu wielkiego wezyra: „To moja własność i tej pierwszej nocy chcę spać tutaj. – […] Poudajemy dzisiaj wielkiego wezyra. Ojczyzna może być z nas dumna. Przyniosłem jej chwałę, wspomogłem dzielny Wiedeń i całe chrześcijaństwo. Jakże się królowa ucieszy, zaraz jej o tym wszystkim napiszę w liście do Polski. […] Jutro wkroczymy jako zwycięzcy do oswobodzonego Wiednia!” (Ostland, Odsiecz wiedeńska…, akt V, s. 17 i 83).

Również w sztuce Turcy pod Wiedniem (Die Türken vor Wien) napisanej z okazji jubileuszu przez Richarda Kralika, znanego konserwatywnego katolika i zwolennika idei ścisłego zespolenia chrześcijaństwa i germańskości, Sobieski ukazany jest jako osoba niezdecydowana i tchórzliwa. Najpierw żąda, by oddano mu główne dowództwo, by ostatecznie z wielką niechęcią odstąpić tę pozycję Karolowi Lotaryńskiemu, który poprowadzi wojsko do zwycięstwa, podczas gdy Sobieski swoje oddziały wycofa. Z komentarza wygłoszonego przez Kara Mustafę wynika, że Kralik uległ ogólnej tendencji i umniejszył wkład wojsk polskich dowodzonych przez Sobieskiego w zwycięstwo, tak by wypadły blado w porównaniu z oddziałami „niemieckimi” pod dowództwem Karola Lotaryńskiego:

„Niemcom rady nie damy.
Są niepowstrzymani jak górski potok!
Polacy już pobici” (Kralik, Turcy…, s. 146).

W dalszym przebiegu dramatu Sobieski raz jeszcze na krótko się pojawia i przekazuje cesarzowi chorągiew tureckiego dowódcy. Sztuka kończy się sceną na sejmie Rzeszy w Bratysławie, z której widzowie dowiadują się o zakończeniu powstania na Węgrzech, a także modlitwą cesarza, polecającego siebie i swój kraj opiece Matki Bożej:

„Odwieczny dawco władzy wszelakiej, wszechmocny Boże,
W Tobie jedynym chwała prawdziwa źródło mieć może,
Kornie się chylę przed majestatem Twym niewzruszonym
Modlitwą świętą dzięki ci składam, bądź pozdrowionym!
Tyś sam odpędził nieprzeliczone pogańskie rzesze
spod bram stolicy, co ziem cesarstwa tak wiernie strzeże.
Rozległe władztwa, przodków dziedzictwo pod pieczą moją,
dla których Matka Twa opiekunką jest i ostoją,
które od służby Tobie tyran oderwał siłą,
wyswobodziłeś, bo wolność nasza zawsze Ci miłą.
W świętej ofierze Tobie oddaję nasze cesarstwo,
i Matce Twojej, która objęła nad światem władztwo.
Kraj nasz poruczam Matki opiece ku chwale wiecznej!
Niech nim kieruje, niech go zachowa zawsze bezpiecznym!
Niech tak się stanie”

(Kralik, Turcy…, s. 167).

Dramat Kralika, który sam autor we wspomnieniach nazwał „śmiałą mieszanką ludowej sagi i historii, fantastyki, germańskiej mitologii i polityki”, był wprawdzie pomyślany jako „sztuka z okazji dwusetnej rocznicy odparcia tureckiego zagrożenia”, jednak Kralika, jak sam stwierdza „całkowicie zadowoliło napisanie dramatu” i „nie zabiegał o jego inscenizację”. Uznał bowiem, że „z przyczyn politycznych w ogóle nie było wówczas dążenia, by uroczyście upamiętnić ten dzień” – co przeczy faktom, pasuje jednak do ogólnego tonu, w jakim Kralik o sobie pisze. Sztuka została dwa razy, w 1884 i 1885 r., odczytana przez aktora Burgtheater Friedricha Mitterwurzera.

W 1907 r. Kralik z myślą o stowarzyszeniu „Niemiecka Ojczyzna” przerobił swój monstrualny dramat na jednoaktówkę zatytułowaną Wybawienie ojczyzny (Die Rettung der Heimat), którą odegrano w formie teatru pod gołym niebem na Kahlenbergu. Zupełnie inaczej niż w 1883 r. Sobieski wyrusza tu do boju w jak najlepszej zgodzie z księciem Karolem Lotaryńskim, a po bitwie obaj wspólnie witają cesarza. Ostatnie słowo ma Lotaryńczyk, w jego wypowiedzi widać, że komponenta religijna, tak wyraźna w wersji z 1883 r., ustąpiła wyobrażeniom germańsko-patriotycznym:

„Niemiecka ma ojczyzno, znowu jesteś swobodną
Wszyscy walczyli o to zwycięstwo świetne
I cesarz i chłop prosty. Oręża to zasługa,
ale i Ducha, który przeniknął dusze nasze.
Ponieśmy teraz z krajów niemieckich
Na Wschód ku Węgrom cesarską chorągiew!
Wyzwolić trzeba Węgry i cały nurt do morza,
Na chwałę niemieckiego cesarstwa i cesarza!
Koronę dzisiaj wkładam na Twą cesarska głowę,
ni żaden wróg, ni zdrajca wydrzeć Ci jej nie zdoła!
Niech pieśń zwycięstwa zabrzmi śpiewana dookoła
Przez Was, zbawcy ojczyzny!
A Wy, jej dobre duchy
Przyłączcie się do pieśni!

Chór: Wiedniu, Tyś jest niemieckich ziem księżną
Zhańbiłaś wrogów swych ręką potężną!
Zdrajcy przepadli
A ponad wszystkie kraje
Blask bije w niebo
Niemieckiej Ojczyźnie Chwała i Cześć!”

(Kralik, Wybawienie…, s. 72).

Jedyną sztuką, która powstała z okazji obchodów w 1883 r. a jednocześnie odniosła sukces, było Turcy pod Wiedniem (Die Türken vor Wien) Carla Costy. Sobieski został tu ukazany nie jako odważny żołnierz, który nie boi się konfrontacji z wrogiem, lecz jako dowódca małoduszny i niezdecydowany: „Źle to wygląda! – Wróg zbudował u podnóża góry ogromne, nieprzebyte szańce! – Brakuje dział a moja jazda do niczego niezdatna, górzysty teren ją unieruchomił” (Costa, Turcy…, III, 4,48).

Co więcej, polski król życzyłby sobie, by główny atak przeprowadziły zdziesiątkowane oddziały komendanta obrony miasta Starhemberga, a dopiero potem planuje „uderzyć w plecy wroga”. W obliczu militarnej nieudolności Sobieskiego inicjatywę przejmuje książę Karol Lotaryński i atak odbywa się według jego planu. Po bitwie rola polskiego króla, któremu przypadł w udziale namiot Kara Mustafy, ogranicza się do opróżnienia puchara i wzniesienia okrzyku „Niech żyje cesarz! Niech żyje Wiedeń!”, zupełnie tak samo, jak w sztuce ludowej Friedricha Kaisera. Dramat Costy kończy się salwami armatnimi i odśpiewaniem Te Deum ku chwale Boga, „który swą wszechmocną ręką poprowadził nas do zwycięstwa”.

Główną rolę odgrywa tu tak naprawdę – podobnie jak sto lat wcześniej u Johanna Gensicke – Vindobona, opiekuńczy duch Wiednia występujący pod różnymi postaciami: w prologu i epilogu jest alegorią, w samym dramacie zaś wciela się w obłąkaną chłopkę, bohaterskiego studenta, wieszczącą przyszłość Cygankę oraz Sulejkę, żonę Ibrahima, w której zakochuje się Kara Mustafa. Dowódcy oddziałów odsieczowych pojawiają się jedynie w dwu scenach ostatniego aktu, natomiast najważniejszą postacią historyczną jest hrabia Starhemberg.

W epilogu, rozgrywającym się na tle „nowego Wiednia” alegoryczna postać Vindobony wygłasza przemowę o uroczystym charakterze rocznicy oraz pochwałę wiedeńskiego mieszczaństwa:

„Dwa wieki temu hymnem brzmiało miasto
Twą Boską chwałę sławili przodkowie,
Dziś na ulicach zgromadzeni ciasno
Potomni, chylą się w kornym pokłonie.
Boga uczcijmy! Lecz i mieszczanom chwała
Co nieulękle na murach walczyli,
Złamała się o nich mordercza nawała
Za wolność krwi ni mienia nie skąpili!

(Śpiew cichnie, muzyka piano)

Ich siew dał potomności żniwo hojne,
W gruzy upadły Maurów szańce nędzne!

(Słońce powoli wschodzi, na zakończenie jasne oświetlenie)

Z ruin wyrosło dzisiaj miasto strojne
rozbłysną słońcem wieże niebosiężne.

(Z orkiestry dochodzi adagio pieśń: O Austrio Ma!)

O, miasto piękne w Dunaju dolinie,
radości naszych serc, Wiedniu wyśniony
Niech miłość Niemców do Cię nie przeminie
Na zawsze bądź nam pobłogosławiony
Dla drogiej Austrii cześć i chwała wieczne
Niechaj nam żyje mieszczaństwo waleczne!

(Kilka silnych akordów. Kurtyna opada)

(Costa, Turcy…, IV, 13, 69).

Również dwa inne dramaty, które powstały z okazji obchodów dwusetnej rocznicy odsieczy wiedeńskiej w 1883 r. (choć nie zostały wystawione) ukazują wiedeńskich mieszczan jako prawdziwych bohaterów wyzwolenia Wiednia. J.P. Ostland (naprawdę: J. Perl) poświęcił swą „sztukę ludową ze śpiewem w pięciu aktach” Odsiecz wiedeńska 1683 (Der Entsatz von Wien 1683) „ku czci” ówczesnego burmistrza Wiednia Euarda Uhla. W przedmowie objaśnia motywację, która popchnęła go do napisania dramatu, chciał mianowicie „oddać cześć umarłym a żyjących napełnić patriotycznym zapałem”. Stwierdza też, że nie zna „dramatu, który ukazywałby ten przedmiot w formie sztuki ludowej, czyli tak, by za pośrednictwem przedstawiających artystów ukazać prostemu człowiekowi z ludu w jasny, zrozumiały dla niego sposób bohaterskie czyny i ofiarny patriotyzm jego przodków, oraz pobudzić go do ich naśladowania”. Wśród postaci historycznych to Kara Mustafa jest według Ostlanda „osobą prawdziwie dramatyczną”; Sobieski, Karol Lotaryński i elektorzy zajmują wprawdzie „zasłużone wyróżniające się miejsce wśród dowódców odsieczy”, pojawiają się jednak dopiero w piątym akcie tuż przed decydującą bitwą. Polski król jest pobożny, miłujący pokój i gotów uczestniczyć w „tej świętej wojnie” jako „wojownik w imię wiary”, bez znaczenia jest dla niego kwestia rangi i hierarchii. Uprzejmie przeprasza też za to, że następnego ranka chce wkroczyć do oswobodzonego miasta jeszcze przed cesarzem, co jest wprawdzie „wykroczeniem przeciwko hiszpańskiej etykiecie”, ale Sobieski to przecież „wojownik a nie dworzanin”, ponieważ zaś musi udać się do swych oddziałów, wyraża nadzieję, że cesarz „wspaniałomyślnie wybaczy mu tę nieuprzejmość”. Z tego względu Sobieski nie uczestniczy w uroczystym wjeździe cesarza do katedry św. Szczepana przy wtórze Te Deum. W przemówieniu do ludu autor sztuki każe Leopoldowi I nie tylko zacytować własne zawołanie „Consilio et industria”, ale i motto współczesnego Ostlandowi cesarza Franciszka Józefa „Viribus unitis”. Jest to zarazem przejście do sceny końcowej, w której występuje troje staruszków, para aktorów i wiedeński rajca, chcących obejrzeć „pochód rocznicowy dla uczczenia ostatniego oblężenia tureckiego” a także „nowy Wiedeń”. Spacerowicze z zadowoleniem stwierdzają, że wiedeńczycy stosowali się do obu cesarskich haseł i spoglądają na: „nowy Wiedeń, z parku Volksgarten […], z widokiem na pałac sprawiedliwości i pomnik, na którym ujrzeć można bohaterskich przywódców Karola Lotaryńskiego, hrabiego von Starhemberga i króla Jana Sobieskiego zwieńczonych wawrzynem. Z jednej strony widać budynek parlamentu, nowy ratusz itp.”.

Również „poemat dramatyczny” wiedeńskiego rajcy Karla Landsteinera zatytułowany Burmistrz Wiednia (Der Bürgermeister von Wien) i poświęcony w całości apoteozie Liebenberga, ma epilog zatytułowany Wieniec laurowy i corona civica (Lorbeerkranz und Bürgerkrone). Opisany jest w nim uroczysty pochód wszystkich dostojników oblężonego miasta, dowódców wojsk odsieczy – między innymi polskiego króla i jego syna królewicza Jakuba – a także członków rodziny Liebenbergów, którzy przed katedrą św. Szczepana dołączają do orszaku cesarza Leopolda I.

W obu dramatach, zarówno u Ostlanda, jak i u Landsteinera drugie „tureckie” oblężenie Wiednia zostało zinterpretowane przez katolickich autorów jako zasłużona przestroga i dopust Boży. Jeszcze wyraźniej widać to w sztuce Oblężenie Wiednia w 1683 r. (Die Belagerung Wiens von 1683) jezuity Christiana Stechera, który ukazał wydarzenia historyczne ze ściśle kościelnego punktu widzenia. Za głównego „bohatera” wydarzeń można tu uznać papieża, którego w dramacie reprezentuje legat, kapucyn Marco d’Aviano. Sobieskiemu jako władcy katolickiemu a tym samym konotowanemu pozytywnie, poświęca się tu o wiele więcej uwagi niż w jakiejkolwiek innej sztuce powstałej z okazji obchodów rocznicowych w 1883 r.

Akcja rozpoczyna się na dworze królewskim w Warszawie, gdzie Sobieski wręcz nie może doczekać się okazji do zaoferowania cesarzowi sojuszu oraz opiera się kuszącym propozycjom Turków i Francuzów. Wina za „zagrożenie chrześcijaństwa” spada przede wszystkim na króla Ludwika XIV i jego wybujałe ambicje; francuski monarcha poparł Osmanów i węgierskich buntowników głównie z tego powodu, że sam chciał zostać cesarzem.

Marco d’Aviano uważa sojusz militarny cesarza, papieża i Polski za jedyną szansę na pokonanie „Turków”:

„Nasz cesarz, papież oraz król Polski bohaterski
Zawarli przeciw Turkom dzisiaj sojusz braterski.
Zaprawdę, po tysiąckroć będziemy wiwatować,
Kiedy zwycięstwo śmiałe wypadnie nam świętować” (Stecher, Oblężenie…, II, 1, 43 n).

Legat papieski z łatwością przekonuje polskiego króla do zawarcia sojuszu z cesarzem – w rzeczywistości wymagało to wielkiego wysiłku a przede wszystkim ogromnych nakładów finansowych, które pokrył ze swej kieszeni papież Innocenty XI.

Stecher miał ambitny zamiar, chciał ukazać wydarzenia historyczne wyczerpująco i z różnych punktów widzenia, dlatego też akcja toczyła się w kilku miejscach: Warszawie, Wersalu, Stambule, Wiedniu. Samo założenie mogłoby być interesujące, niestety autorowi nie udaje się połączenie szeregu pojedynczych scen w przekonujący dramat, akcja grzęźnie w długich i rozwlekłych przemowach.

Sobieski pojawia się dopiero w czwartym akcie w obozie wojsk odsieczy, gdzie Karol Lotaryński wita „tęsknie wyglądanego gościa” i ochoczo proponuje „bohaterskiemu królowi Polski” i „pogromcy Turków” przejęcie głównego dowództwa nad sojuszniczymi oddziałami, mimo gwałtownych protestów innych książąt.

Piąty akt rozpoczyna się mszą polową odprawianą przez Marco d’Aviano na Leopoldsbergu (wówczas Kahlenberg), do której Sobieski służy jako ministrant i pasuje swego syna Jakuba na rycerza. W zakończeniu tego aktu na scenę wkracza cesarz, ukazany jako protektor chrześcijaństwa. Sobieski przekazuje zdobyczną „chorągiew fałszywego proroka”, która ma być wysłana do papieża Innocentego XI, aby „ucieszyć ostoję chrześcijaństwa w jego wspaniałym mieście na siedmiu wzgórzach”. Polski król zadowoli się skromną nagrodą:

„Zwycięstwo nasze wielkie, zdobycze nieprzebrane.
Wasza Wysokość, ta oto skrzynia
Tobie oddaje skarby wezyra,
Kamienie lśniące, klejnoty ogniste!
Tysiące dzielnych żołnierskich dusz
Zasługi wielkie w tej bitwie złożyło
Zapłata dla nich winna być sowita.
Dla mnie nagrodą jest samo zwycięstwo,
Jeden jedyny tylko skromny kamyk
Niechże małżonki mej ucieszy oko
I wynagrodzi jej serdeczne troski
Bezsennych nocy i nieznośnych dni,
Kiedy myślami ku nam wybiegała.

(Wesołym, żartobliwym tonem)

I jeszcze jedną prośbę mam, Wasza Wysokość!
Zechciej przychylnie spojrzeć na mój rozkaz,
Który dotyczy tureckich łupów.
W obozie Turków odnaleźć można
Wielkie zapasy ziaren kawowych
Niech dzielny Kolschitz weźmie je sobie
Bo Wiedeńczykom nic przecież po nich.
On im przyrządzi z ziaren zmielonych
Wyborny napój” (Stecher, Oblężenie…, akt V, scena 3, s. 165).

Ta aluzja do legendy o wprowadzeniu kawy do Wiednia przez Kolschitzky’ego to jedyna podjęta przez Stechera próba ubarwienia wydarzeń historycznych anegdotą, poza tym w całym dramacie dominuje powaga i patos. Sztuka kończy się wygłoszonym z „podniosłym zapałem” monologiem Marco d’Aviano, w którym zakonnik dziękuje Bogu za zwycięstwo, następnie wznosi swój krzyż ku niebu i intonuje pieśń Ciebie Boga wysławiamy (Te Deum), co staje się sygnałem do formowania pochodu triumfalnego.

Podobna scena kończy inny, nie mniej monumentalny „poemat dramatyczny” zatytułowany Wyzwoliciele Wiednia 1683 (Die Befreier Wien’s 1683), opublikowany w 1894 r. przez barona Adolfa von Berlichingen, który był, tak samo jak Stecher, jezuitą. Zanim zgromadzony lud i żołnierze zaintonują Ciebie Boga wysławiamy oraz uformują uroczysty pochód, Sobieski wypowie kończące dramat słowa: „Bogu zawdzięczamy to zwycięstwo!”, które ukazują go jako narzędzie w rękach Boga, pobożnego i ofiarnego monarchę, wzór chrześcijańskiego władcy, nie dbającego o własne interesy i posłusznego woli Bożej. Również w tej sztuce znaczącą rolę odgrywa Marco d’Aviano, który jest kimś więcej niż legatem papieskim. W rozmowie z Sobieskim przestrzega przed skutkami ludzkiej niedoskonałości i objawia zdolności profetyczne:

„Gdy Bóg zechce pokarać grzechy podłe
Zsyła przegraną, choć bój sprawiedliwy,
I wyniszczyć każe szlachetne dzieła.
Dlatego za swój lud – Ty cierpisz królu.
Bo w naszych czasach nie ma bohatera
Co Półksiężyca moc by zmiażdżyć zdołał.
Wzrok Wszechmocnego sięga wiele dalej.
Jako Izrael pośród swoich wrogów
Nie złożył broni w żadnej dnia godzinie,
Tak i Półksiężyc Krzyżowi zagraża;
A wokół sierpu jego wąż się wije
W swej paszczy niosąc owoc zakazany.
A chrześcijan stopa jak stopa Dziewicy
Niech zmiażdży ten półksiężyc jak łeb żmiji,
Zatruty owoc odrzućmy z pogardą,
Aby niezgody nie siał wśród chrześcijan.
Tę jedną prawdę jednak znać musicie
Sędziowie oraz władcy wszelkich ludów:
Przez sprawiedliwe życie rosną w siłę
ludy. Grzech odda je w niewiernych jasyr.
Otwórz więc serce swe na Bożą wolę;
Zwycięstwo zyskasz tylko z jego ręki”

(Berlichingen, Wyzwoliciele…, s. 342).

Nowi bohaterowie obchodów 250 rocznicy odsieczy w 1933 r.: Marco d’Aviano i książę Eugeniusz Sabaudzki

Kapucyn Marco d’Aviano, który już w dramatach z końca XIX w. odgrywał jedną z głównych ról, w 250 rocznicę odsieczy wiedeńskiej obchodzoną w międzywojennym „chrześcijańskim Federalnym Państwie Austriackim” stał się symbolem silnych więzów Austrii z Kościołem oraz prawdziwym idolem. W 1935 r. odbyły się uroczystości poświęcone wyłącznie jemu (tzw. Marco d’Aviano-Feiern), podczas których uhonorowano go jako dyplomatę i kaznodzieję, podkreślając, że nie tylko zdołał załagodzić spór między Karolem Lotaryńskim a Janem III Sobieskim o naczelne dowództwo, ale także zjednoczył wojska odsieczy i zmotywował je swymi kazaniami do decydującej bitwy z „wrogami chrześcijaństwa”. W 1935 r. kardynał Theodor Innitzer odsłonił nadnaturalnej wielkości statuę z brązu przedstawiającą Marco d’Aviano. Na cokole widnieje inskrypcja „Dusza wyzwolenia Wiednia”. Pamiętano też, że cesarz Leopold I nazwał go „głową” a Sobieski „sercem” obrony miasta.

Marco d’Aviano poświęcona była również sztuka Fata Morgana – Tragedia przywódcy (Fata-Morgana – Tragödie eines Führers), napisana przez Vinzenza Oskara Ludwiga z okazji 250 rocznicy drugiego oblężenia „tureckiego” a wydana przez Komitet Budowy Pomnika Marco d’Aviano (Markus von Aviano-Denkmal-Komitee). Dla autora, augustianina i kanonika z Klosterneuburg, który w 1935 r. opublikował również biografię d’Aviano, kaznodzieja stał się tubą pozwalającą głosić własne poglądy czyli przekonanie, że zwycięstwo nad Osmanami zawdzięczamy tylko i wyłącznie woli Bożej. Poza tym Fata Morgana jest ciekawą, choć nie bardzo udaną próbą przedstawienia wydarzeń 1683 r. od innej, „tureckiej” strony i interpretuje Kara Mustafę jako postać tragiczną, „osmańskiego Wallensteina”, którego do klęski doprowadziła ślepa wiara w astrologię i wybujała ambicja.

Sobieski nie odgrywa w tym dramacie żadnej roli, podobnie jak w sztuce Perchtoldsdorf, napisanej przez Karla Leopolda Schuberta w 1933 r. z okazji obchodów zorganizowanych przez dolnoaustriacką gminę uwiecznioną w tytule dramatu.

Z okazji 250 rocznicy odsieczy Wiedeńskiej opublikowano, poza dwoma wymienionymi dramatami, również wspomnianą na początku sztukę Stranitzky’ego. Austriacka rozgłośnia radiowa Ravag ogłosiła też konkurs, który zaowocował dwoma słuchowiskami. Dwunasta scena i część sceny końcowej w słuchowisku Karla Hansa Strobla Bój o Wiedeń (Ein Kampf um Wien) zostały w adaptacji rozgłośni wiedeńskiej pominięte, co skłoniło gauleitera NSDAP w Wiedniu, Alfreda Eduarda Frauenfelda do opublikowania opuszczonych fragmentów w piśmie Der neue Weg. Chciał w ten sposób „przeciwstawić się często rozpowszechnianemu kłamstwu historycznemu”, czyli „przypisywaniu królowi polskiemu Janowi III Sobieskiemu udziału w oswobodzeniu Wiednia na równi z księciem Karolem Lotaryńskim. Prawda jest zaś taka, że „Sobieskiemu nie chodziło o oswobodzenie Wiednia i obronę chrześcijańskiego Zachodu, lecz raczej o pofolgowanie dość pokaźnej osobistej próżności i że już zawczasu zapewnił sobie sowitą zapłatę za udzieloną pomoc. Nie dziwi więc, że podczas gdy niemieckie wojska przeszły przez obóz turecki we wzorowym porządku, nie tykając kuszących zdobyczy, oddziały polskie mniej myślały o pogoni za wrogiem a bardziej o plądrowaniu i sam Sobieski z wielkim pośpiechem zajął namiot Kara Mustafy i znajdujące się tam skarby”.

Ocena Sobieskiego, jaką z narodowo-niemieckiego punktu widzenia sformułował Frauenfeld, nie odbiegała od opinii wyrażanych przez stronnictwo chrześcijańsko-socjalne, które również starało się pomniejszyć zasługi obcego monarchy i wykorzystywało postać „niemieckiego” księcia Karola Lotaryńskiego do własnych rozgrywek politycznych.

Sobieski jako symboliczna postać wiktorii wiedeńskiej był w 250. rocznicę coraz częściej zastępowany przez innego „bohatera” wojen z „Turkami”, księcia Eugeniusza Sabaudzkiego. W 1683 r. książę pozostawał postacią marginalną, jednak w okresie dominacji austrofaszystów przedstawiano go jako „symbol epoki austriackiego bohaterstwa”. W 1935 r. jedynie stowarzyszenia polskie i gmina Schwechat upamiętniły spotkanie cesarza Leopolda z Sobieskim w Schwechat 15 września 1683 r. i opublikowały odnośny pamiątkowy dokument.

Rehabilitacja Sobieskiego podczas obchodów 300 rocznicy w 1983 r.

Gdy w 1983 r. odbywały się obchody trzechsetlecia odsieczy wiedeńskiej, sytuacja w Europie była zupełnie inna niż 50 lat wcześniej. Zaplanowane z rozmachem uroczystości, wystawy i publikacje miały przede wszystkim służyć pojednaniu i porozumieniu między narodami, zarówno między Austrią a Polską, jak i między Austrią a Turcją. Już kilka lat przed trzechsetną rocznicą w ramach Towarzystwa Polsko-Austriackiego powstał komitet jubileuszowy 300 lat odsieczy wiedeńskiej z królem Janem III Sobieskim, do którego należeli także ważni politycy austriaccy. Autorzy dwu niemieckojęzycznych biografii Sobieskiego (Otto Forst de Battaglia i Gerta Hagenau) starali się obiektywnie przedstawić osobę polskiego króla i jego udział w wydarzeniach 1683 r.

Jerzy Got stwierdził wówczas nie bez słuszności, że „z takiej perspektywy […] tradycyjne podejście dramaturgów do tematu […] przestało być adekwatne”, w związku z czym „nie należy oczekiwać inscenizacji nowych dramatów o oblężeniu Wiednia w 1983 r.” Rzeczywiście, jedyną sztuką wystawianą w jubileuszowym roku 1983 był dramat Franza Hiesela 1683 – wyborne skutki nieudanego oblężenia (1683 – die gar köstlichen Folgen einer mißglückten Belagerung), który opierał się na słuchowisku z 1975 r. pod tym samym tytułem.

W Brechtowskim stylu sztuka przerywana jest co jakiś czas przez „przewodnika” (w słuchowisku nazywanego „narratorem”), który wygłasza satyryczne komentarze do wydarzeń historycznych, dokonując w ten sposób ich persyflażu. Nie ma tu mowy ani o bohaterach, ani o bohaterskich czynach, Hiesel posługuje się karykaturalnym przerysowaniem, żeby zdemaskować postępowanie możnych i jego negatywne konsekwencje dla ludu. Cesarza Leopolda I nie obchodzi nędza poddanych, rozczula się raczej nad samym sobą; z kolei król Jan III Sobieski daje upust swej próżności i kieruje się wyłącznie osobistą korzyścią. Spór między Sobieskim a Karolem Lotaryńskim o główne dowództwo Hiesel prześmiewczo ukazuje jako szczeniacką walkę kogutów. Sam Sobieski uważa kłótnię za „dziecinadę” i drwi z „subtelności, które niesie ze sobą etykieta: kto idzie przodem, kto z tyłu, kto po lewej a kto po prawej!” Lekceważy te reguły, wkraczając do miasta jeszcze przed cesarzem i dumnie zasiada w namiocie wielkiego wezyra, pośród bogatych „łupów w złocie, drogich kamieniach, srebrze, futrach, sobolach podbitych brokatem”. Cesarz Leopold I nie chce tego puścić płazem: „Ten Sobieski zainkasował całe łupy a mnie przysłał tylko jedną nędzną turecką chorągiew”. Dlatego też postanawia: „Pokażemy temu Sobieskiemu nadzwyczaj nieprzychylne oblicze i będziemy go upokarzać, na ile etykieta pozwala – a etykietę ustalamy my!” W takiej sytuacji dochodzi do legendarnego spotkania Sobieskiego i Leopolda I, które Hiesel tak opisuje:

„Formuje się coś w rodzaju szpaleru na potrzeby słynnej sceny spotkania Leopolda I z Sobieskim.

Przewodnik: Każda wojna ma konsekwencje, każde zwycięstwo wymaga defilady – muzyka, chorągwie, lud, wszystko co jest do dyspozycji i co zmieści się na scenie. Sobieski powinien pierwszy zdjąć nakrycie głowy, wcześniej niż cesarz:

Sobieski i Leopold I podchodzą (podjeżdżają konno) do siebie.

Leopold I: I cóż-?

Sobieski: I cóż!

Leopold I: I cóż?

Sobieski: I cóż-?

Przewodnik: Pewien radca dworu, jego imię przepadło w mrokach dziejów, szczęśliwie znalazł kompromis i w płomienistej przemowie przed radą dworu wywiódł, że najlepiej będzie, jak obaj zostaną w kapeluszach.

Otrząsają się z bezruchu.

Leopold I: Dalejże?

Sobieski: Dalejże!

Mijają się sztywnym krokiem, nie wymieniając pozdrowień.

Przewodnik: Jak wynika z przekazów, jest to jedyna rozmowa między cesarzem a królem, w której ten drugi składa pierwszemu u stóp jego miasto stołeczne i rezydencjalne. – Każda wojna ma konsekwencje” (Hiesel, Wyborne skutki…, s. 84n).

W ostatniej scenie Hiesel każe Przewodnikowi podsumować pacyfistyczne przesłanie sztuki i wymienić cechy charakterystyczne dla wszystkich bezsensownych wojen: „Arogancja, pazerność, nadużycie władzy, oszczerstwo; kłamstwo, odarcie człowieka z godności; brutalność, okrucieństwo i mord wszelkiego rodzaju. Jakże bez sensu jest być przeciw wojnie, gdy dla innych jest się zwycięzcą” (Hiesel, Wyborne skutki…, s. 91) Na zakończenie Hiesel stawia sobie a tym samym i publiczności ironiczne pytanie „czy cała ta rzeź się opłaciła” jeśli zyskaliśmy w jej wyniku „wyborne skutki” wojny z „Turkami” czyli „kawę i rogalik: kawę Kolschitzky przyrządził i osłodził; rogalik wiedeńscy piekarze zręcznie uformowali na podobieństwo tureckiego półksiężyca”. Sarkazm, który był celem Hiesela, prawdopodobnie nie trafił do przekonania krytykom oglądającym inscenizację sztuki na letnim festiwalu w Perchtoldsdorf, ponieważ wielu uznało końcową scenę z piciem kawy za mocno niestosowną po opisach krwawych walk z „Turkami”.

Rzut oka na XXI w.

W spuściźnie Franza Hiesela znajduje się interesująca wersja słuchowiska z 1975 r. zatytułowana Późne skutki nieudanego oblężenia (Die späten Folgen einer mißglückten Belagerung). Akcja została przeniesiona do roku 2083 czyli 400 lat po odsieczy wiedeńskiej. W wiedeńskich wyborach komunalnych wygrywa TPA, Turecka Partia Austrii, która zdobywa absolutną większość i desygnuje burmistrza. Zostaje nim urodzony w Wiedniu Gottfried Mehmet, czternaste dziecko małżeństwa, które w 1980 r. imigrowało z Izmiru. Zwolennicy Robotniczej Partii Austrii oraz Chrześcijańskiej Partii Austrii, czyli członkowie sojuszu wyborczego konkurującego z TPA, zastanawiają się nad przyczynami swej porażki, cofając się przy tym aż do 1683 r. Stawiają diagnozy: „Narodowi, który zrobił coś takiego, nie można ufać nawet kilka wieków później”, „Zachód wpadnie im w ręce. Jeszcze zobaczycie”, „z Wieży Dunajskiej nawołuje muezin” albo: „zdejmą ze Szczepana koronę i krzyż, żeby zastąpić je półksiężycem”. W ich słowach pobrzmiewają te same tony, które pojawiły się w rzeczywistej propagandzie wyborczej Wolnościowej Partii Austrii (Freiheitliche Partei Österreichs, FPÖ) podczas wyborów komunalnych w październiku 2010 r. Heinz-Christian Strache patronował wówczas akcji rozdawania broszury z „legendami Wiednia”, wśród których znalazła się również opowieść o drugim oblężeniu Wiednia przez „Turków”, przedstawiona w formie komiksu; wystąpił w nim m.in. turecki dowódca, planujący umieszczenie przy katedrze św. Szczepana „minaretu w rozmiarze XL”.

Na fali antyislamskich resentymentów, które w ostatnich latach ponownie doznały w Austrii wzmocnienia, można zaobserwować, jak łatwo „miejsce pamięci” tak mocno zakorzenione w świadomości Austriaków jak odsiecz wiedeńska w 1683 r. daje się zmanipulować i wykorzystać dla określonych celów politycznych. Przyszłe pokolenia będą miały okazję stwierdzić czy w 2083 rzeczywiście będzie się obchodziło 400-lecie odsieczy wiedeńskiej i jaka rola przypadnie wówczas postaciom historycznym, w tym również królowi Janowi III Sobieskiemu.

Tytuł oryginalny: 300 Jahre Kӧnig Jan III. Sobieski auf den Wiener Bühnen ‘Turkengedachtnis’, mediale Inszenierung und politische Propaganda © mandelbaum kritik & utopie, wien