Uryna na wilanowskich obrazach

W ramach pośmiertnego inwentaryzowania mobiliów po Janie III Sobieskim w listopadzie 1696 r. spisane zostały również wilanowskie obrazy. W skarbcu na piętrze, „w którym były obrazy z galerii dolnej i z biblioteki”, znajdował się między innymi „obraz holenderski, na którym doktor siedzący urynę ogląda, a dama przed nim lamentuje, w ramach rżniętych złocistych”. Natomiast wśród dzieł wiszących w garderobie królewskiej wymieniono: „Obraz holenderski, reprezentujący białogłowę chorą: doktor uryny patrzy, a dziecię z pieskiem igra”. To drugie malowidło zostało potem przeniesione do żółkiewskiego zamku Sobieskich, gdzie wymienia je inwentarz z 1740 r., uszczegóławiający jego większy wymiar na około 75 cm: „Obraz pięcioćwierciowy w ramach posrebrzanych z pozłotą, w ekspresyi chorej białogłowy, przy której doktor urynę obserwuje, a [z]a niemi panienka z pieskiem”. Tam zainteresował się nim Michał Kazimierz Radziwiłł, wnuk królewskiej siostry Katarzyny, który odziedziczył spuściznę po Sobieskich. Dzieło znalazło się bowiem w grupie obrazów, które – jak mówi o tym stosowna zapiska w spisie cennych mobiliów – „zostały wzięte w 1746 r. do Nieświeża z dyspozycyi księcia Radziwiła”.

Chory i lekarze, rycina z książki Stefana Falimirza: O ziolach y o moczy gich[...], Kraków 24 XII 1534, Biblioteka Narodowa

Temat doktora oglądającego pod światło pełny urynał przy chorej pacjentce był popularny w holenderskim malarstwie rodzajowym, które magnateria chętnie sprowadzała z Niderlandów do Rzeczpospolitej. Znamy go choćby z obrazów Joosa van Craesbeeck (ok. 1605 – ok. 1660), Gabriëla Metsu (1629-1667), Fransa van Mieris (1635-1681), Gerrita Dou (1613-1675), a z późniejszych – Gerarda Thomasa (1663-1721).

Zajrzenie do dawnego podręcznika lekarskiego rzemiosła dowodzi, iż biegły medyk wiele się mógł z takiej analizy dowiedzieć. Jak pisał Marcin Siennik w Herbarzu to jest Ziół tutecznych, postronnych i zamorskich opisaniu z 1568 r.: „Awicenna, w pierwszych księgach o Urynach to jest O poznawaniu moczu człowieczego pisząc, tak mówi: jeśli masz którą niemoc w człowiecze przez urynę poznać, tedy ma być słusznym zachowana uryna do tego, który chce, iżeby lekarz prawdziwie niemoc jego obaczył, a potym jemu słuszną radę i użyteczną dał”.

Zgodnie z zaleceniami Siennika, by badanie było miarodajne, konieczne było rygorystyczne przestrzeganie reguł. Poprzedniego dnia należało unikać potraw, które mogły zafałszować naturalny kolor uryny: czerwonej kapusty, czerwonego wina czy nadmiaru szafranu. Mocz należało zbierać o świcie oraz przed wschodem słońca, trzymać w cieple i poddawać analizie nie później niż dwie godziny potem. Ważne, by próbka była kompletna. O niesubordynację posądzane były zwłaszcza pacjentki: „Uryna, gdy ma być zostawiona, ma być wszytka razem zostawiona, nic jej nie ulewając, co rady białegłowy sromieźliwe czynią. Trzecią część zostawią uryny, a dwie z urynała wyleje, aby jej nie przysądzono opilstwa”. Siennik opisał również wygląd urynału, znany skądinąd z owych holenderskich obrazów czy rycin jego traktatu (dwie ilustracje Herbarza ukazują medyka uważnie przyglądającego się próbce moczu): „naczynie, w którym urynę zostawiają, ma być ze śkła jasnego, nie grubego, na dnie szerokie, a ku wierzchowi wąskie, jako jest urynał, to jest lekarska śklenica”.

Badanie sprowadzało się do analizy barwy uryny („jeśli czerwona albo blada, albo żółta, albo czarna”) i jej wodnistości („jeśli jest gęsta, gruba czy-li subtelna a rzadka”). Dalej „masz baczyć pilno, co pływa w niej”. Ważna jest również objętość „próbki” („masz baczyć wielkość uryny, jako jej wiele odchodzi razem albo też wiele razów na dzień”). Kompleksowe badanie było zresztą dużo bardziej złożone: „Wiedz to naprzód, iże uryna, będąc w śklenicy lekarskiej, to jest w urynale, dzieli sie na czterzy części albo postaci. Pierwsza część u samego dna – ta znamionuje sprawę dobrą albo niedobrą członków niższych, jako krzyża, nerek i nóg. Druga część albo postać uryny jest pośrzodek jej, a ta ukazuje na żołądek, wątrobę, śledzionę i na jelita wszytki. Trzecia postać, która jest nawyższa, ta znamionuje płuca, osierdzie i wszystki piersi z szyją. Czwarta postać jest ta, która jest na samym wierzchu, to jest okrąg albo krążek z uryny, który niejednaki bywa – a ten znamionuje komórki, błoneczki i mózg wszystek głowy”.

Siennik przypomina medykom, by dokonując analizy, pamiętali o specyfice pacjenta: jego płci, wieku, a nawet przyrodzonej kompleksji: „masz baczyć kompleksyją, abowiem kolerykowie miewają uryny żółte a subtelne, flegmatykowie blade a przygrubszym, melankolikowie też bladą a rzadką. Krewnego przyrodzenia ludzie [tj. sangwinicy] miewają rumiane uryny, jakoby złotej barwy, a trochę gęste”.

Sobieski w swej królewskiej bibliotece posiadał kolekcję 72 dzieł medycznych. Obok licznych wydań klasycznych autorów, jak Hipokrates i Galen, miał też prace z zakresu „nowej medycyny”, z De humani corporis fabrica Spigeliusa na czele. Polskie prace reprezentował m.in. Herbarz polski Marcina z Urzędowa. Jeżeli niderlandzcy mistrzowie wiernie uchwycili realną kolorystykę sceny, zgromadzone przez Sobieskiego prace bez trudu pozwoliłyby na postawienie diagnozy schorzenia owych „chorych białogłów”.