W Nowych Atenach Benedykta Chmielowskiego

Ośrodki miejskie słynące z życia naukowego oraz znajdujące się w nich akademie często nazywano w epoce nowożytnej „Atenami”. I tak na przykład posługując się nazwą greckiego miasta, wypowiadano się z największą estymą o uniwersytecie krakowskim; „sarmackimi Atenami” określano szkołę w Rakowie; „Atenami batawskimi” nazywano Lejdę i tamtejszą wszechnicę. 

Katedra łacińska we Lwowie.

W roku 1745 wydano w Lwowie pierwszą encyklopedię powszechną w historii literatury polskiej. Drugi tom dzieła ujrzał światło dzienne rok później. Nowe wydanie ukazało się w drugiej połowie osiemnastego stulecia. Autor, ksiądz Benedykt Chmielowski (1700–1763), „dziekan rohatyński, firlejowski i podkamieniecki pasterz”, to jedna z najczęściej przywoływanych na pamięć postaci czasów saskich. Swoje dzieło zatytułowane zgodnie z duchem epoki autor zadedykował Opatrzności, nie chcąc wybierać na swoich protektorów możnych mecenasów. Druga część encyklopedii zadedykowana została staroście Szymonowi Łabęckiemu. Nowe Ateny albo Akademia wszelkiey scyencyi pełna, na rozne tytuły iak na classes podzielona, mądrym dla memoryału, idiotom dla nauki, politykom dla praktyki, melancholikom dla rozrywki erigowana […] były dziełem, które miało za zadanie przedstawić duchownemu, szlachcicowi, politykowi i uczonemu wiedzę z zakresu teologii, nauk przyrodniczych, historii czy też obyczajowości innych narodów. Obok dostarczenia skomasowanej wiedzy niezwykle istotny był element ludyczny dzieła, który nierzadko wpływał na dobór poruszanych w encyklopedii zagadnień i sposób ich przedstawiania. Znalazło się więc w utworze Chmielowskiego wiele informacji dotyczących rzeczy niezwykłych (mirabilia). Rozległa erudycja autora czyniła je dodatkowo interesującym dla szerokich mas szlacheckich, które charakteryzował często obskurantyzm i zaściankowość myślenia. 

Książka została zaaprobowana w roku 1743 przez władzę duchowną w osobie arcybiskupa lwowskiego Mikołaja Ignacego Wyżyckiego. W napisanej w języku łacińskim aprobacji wspominał on, że dzieło to było przez wielu oczekiwane. Benedykt Chmielowski w przedmowie do czytelnika przedstawiał swoją technikę pracy nad encyklopedią. Wspominał, że jest ona wynikiem wnikliwej lektury kilkuset książek i ciężkiej pracy (lukubracją). Dalej wymieniał Chmielowski „kolumny y filary tych Aten”, czyli autorów, z których czerpał przy pisaniu swojego dzieła. Katalog, powtórzony w skróconej postaci w drugiej części dzieła, wskazywał źródłowe podstawy podawanych w kompendium informacji oraz służył ich uwiarygodnieniu.

Dzieło ks. Chmielowskiego w pewnych swoich partiach miało charakter dewocyjny, jako że jego autor tkwił głęboko w mentalności sarmackiej religijności. Podejmował autor tematykę świętych relikwii i cudownych obrazów, starając się nadać swojej relacji naukową wiarygodność. Literalna interpretacja słów Pisma Świętego często prowadziła autora na manowce niedorzeczności. Obok cennych informacji źródłowych w jego encyklopedii znaleźć można również rozważania na temat wiecznego zbawienia cesarza Trajana czy złości ateistów. Uważając inne wyznania chrześcijańskie za herezje i schizmę, uznawał prymat katolicyzmu. W Nowych Atenach autor omawiał zagadnienie demonów i nadprzyrodzonych zjawisk. Jakkolwiek tematyka ta poruszana była przez Chmielowskiego z największą powagą, nie sposób odmówić jej przedstawianiu również roli swego rodzaju powieści sensacyjnej.

Rozległe zainteresowania autora znalazły wyraz w opisie dalekich krain i przedstawianiu charakterystycznych cech poszczególnych narodów. Wśród narodów słowiańskich za najsławniejszy uważał Polaków. Gloryfikował złotą wolność jako „brylant nieoszacowany” oraz jeden z jej fundamentów – liberum veto. Brak krytycznej refleksji nad stanem państwa oraz przyzwolenie na istniejący porządek społeczny odpowiadały mentalności wielu szlacheckich odbiorców Nowych Aten.

Dzieło Chmielowskiego wyjaśniało znaczenie niektórych słów i przysłów: „Wyrwał się jak Filip z konopi, to jest, gdy kto co nie a propo[s] mówi: Filip, ze wsi własnej Konopie, będąc za Augusta I posłem na sejmie piotrkowskim, w swoim odezwał się interesie; krzykniono: Panie Filipie, z konopi wyrwałeś się, jako pisze Cnapius in Adagiis.” Język dzieła to polszczyzna przeplatana licznymi latynizmami. Sam autor we wstępie pisał, że nie jest jego celem „wysoka polszczyzna”.

Nowe Ateny spotkały się z bardzo krytycznym odbiorem u twórców oświecenia. Zaczęto je traktować jako symbol upadku kultury czasów saskich, a słynna definicja konia do dziś wywołuje uśmiech. Raziły późniejszych odbiorców pretensjonalne tytuły poszczególnych rozdziałów oraz selekcja poruszanych zagadnień. Z pewnością nie można traktować tego dzieła jako źródła w pełni wiarygodnych informacji. Nie oznacza to jednak, że należy je apriorycznie odrzucać. Są bowiem Nowe Ateny dowodem podejmowania naukowego wysiłku przez człowieka obdarzonego pasją przekazywania wiedzy. Stanowią odzwierciedlenie umysłowości mieszkańców Rzeczypospolitej z epoki saskiej. Broniąc się przed potencjalnymi zarzutami złośliwego krytyka, Zoila, ks. Chmielowski na początku swojego dzieła przytaczał m.in. łacińskie zdanie Pliniusza Starszego: „Żadna książka nie jest aż tak zła, żeby nie mogła pomóc choć w jakiejś części”.