Walka na słowa – propagandowe metody w pismach politycznych za Jana III Sobieskiego

System demokracji szlacheckiej w Rzeczypospolitej wiązał się z koniecznością zabiegania o opinię publiczną, od której zależała realizacja politycznych planów rządzących. Szlachta żywo interesowała się polityką, łaknąc informacji nie tylko z kraju, ale też z zagranicy. Świadczyły o tym m.in. sylwy szlacheckie, do których wpisywano oracje posłów i senatorów, uchwały sejmikowe i sejmowe, paszkwile i satyry polityczne, a także fragmenty gazet pisanych z wydarzeniami z życia europejskich dynastii. Panowie bracia chętnie dyskutowali na tematy polityczne podczas spotkań rodzinnych, sejmików i w karczmach. Byli dość wymagającymi odbiorcami, wobec których należało zastosować zróżnicowane metody i argumenty. Propagandyści z czasów Sobieskiego manipulowali więc emocjami i faktami, wykorzystywali ówczesne autorytety (począwszy od najwyższego – Boga) i umiejętnie posługiwali się słowem (obraźliwym lub pochlebnym). Sięgali zarówno do argumentów ideologicznych, jak i historycznych, politycznych, finansowych. Byli – jak nazwał ich Jarema Maciszewski – prawdziwymi mistrzami propagandy. Wydaje się, że najchętniej stosowali metody odwoływania się do uczuć oraz przeinaczania faktów.

Fragment ilustracji do dzieła „Sielanki polskie z różnych autorów zebrane a teraz świeżo dla pożytku i zabawy czytelników po raz trzeci przedrukowane i poprawione. Kopersztychami ozdobione." Ryt. Joseph de Longueil, rys. Charles Eisen, miedzioryt, Warszawa 1778

Emocje, które propagandyści wykorzystywali w pismach politycznych, to przede wszystkim strach, następnie miłość, duma, litość i współczucie. Była to metoda skuteczna, bo wykluczała racjonalne myślenie. Napięta atmosfera przed każdym sejmem za Sobieskiego nie sprzyjała poważnej refleksjinad stanem państwa, dając pierwszeństwo łatwej w odbiorze publicystyce politycznej.

Politycy najczęściej odwoływali się do strachu jako jednego z najsilniejszych uczuć wpływających na ludzkie zachowanie. Opozycja straszyła Jana III wypowiedzeniem mu posłuszeństwa i krwawą wojną domową wyniszczającą naród, dwór natomiast dyscyplinował malkontentów hasłami sejmu konnego i karami dla zdrajców ojczyzny, układających się z obcymi państwami. Oprócz tego opozycjoniści straszyli szlachtę wizją wprowadzenia przez Sobieskiego absolutum dominium, czyli zniesienia wszystkich praw i swobód, król zaś usiłował zmobilizować poddanych do wysiłku wojennego, wyolbrzymiając zagrożenie tureckie. O tym, jak zręcznie ówcześni propagandyści potrafili manipulować lękiem, świadczy np. argumentacja z pism politycznych opozycji z 1690 r. Wówczas to malkontenci, którzy chwilowo popierali Francję, byli zdecydowanie przeciwni wojnie z Turcją. W pismach kreślili więc apokaliptyczne wizje z zabitymi, rannymi i ograbionymi. Jednak już dwa lata później, gdy powrócili do orientacji austriackiej, zachęcali do wojny z poganami u boku cesarstwa, strasząc, że w razie odmowy Rzeczpospolita zostanie sama na arenie międzynarodowej.  

Kolejnym sposobem było apelowanie do uczuć wyższych – miłości szlachty do ojczyzny, jej dumy narodowej, a także stanowej. W mowach i pismach staropolscy politycy zapewniali, że realizacja ich planów przyniesie ojczyźnie sławę w świecie, dobrobyt i pokój.

Ponadto członkowie obu stronnictw wszem wobec deklarowali swoją miłość do ojczyzny, podkreślając liczne starania dla jej dobra. Jan III Sobieski w pismach urzędowych i kunsztownych oracjach oświadczał, że jest szczerym patriotą, służącym Rzeczypospolitej zarówno w polu, jak i na forum sejmu. Spotykało się to z natychmiastowym komentarzem malkontentów, którzy oskarżali króla o wykorzystywanie majestatu do celów prywatnych, czyli do prowadzenia polityki dynastycznej i do okradania publicznego skarbca. Sami natomiast wcielali się w rolę żarliwych patriotów, zatroskanych o losy ojczyzny, przyznając sobie prawo do ostrej krytyki rządów Sobieskiego. Władysław Konopczyński określał to trafnie jako wkładanie maski, pozwalającej opozycji na atakowanie majestatu niewybrednymi obelgami. W odpowiedzi dotknięty monarcha żalił się publicznie na te pomówienia, szukając u poddanych należnego mu współczucia. Tak było na przykład po tzw. blamażu berlińskim w roku 1688, gdy Ludwika Karolina Radziwiłłówna niespodziewanie wycofała się z matrymonialnych obietnic wobec Jakuba, wychodząc potajemnie za mąż za księcia Karola Wittelsbacha. Jan III dotknięty do żywego tym despektem, omawiał tę sprawę na forum sejmu, spotykając się z licznymi odruchami współczucia. Mimo lekceważenia opozycji szlachta zgodnie uznała, że sprawa ma wymiar państwowy. Jak widać, apelowanie do uczucia litości i żalu było metodą skuteczną – zresztą Jan III Sobieski niejednokrotnie przyjmował ubolewający ton, martwiąc się jak ojciec o los Rzeczypospolitej nękanej wewnętrznymi sporami.

Równie dobrą metodą było manipulowanie faktami, które dawało ogromne możliwości – można było je przemilczać lub ujawniać, wyolbrzymiać lub minimalizować, a także naciągać albo wręcz im zaprzeczać.

Politycy najczęściej przemilczali niewygodne fakty – związane z kulisami polityki i planami, które mogłyby się spotkać z protestem szlachty. Dwór ukrywał wszystkie działania związane z polityką dynastyczną, która przeczyła szlacheckim imponderabiliom, a głównie zasadzie wolnej elekcji. Negocjacje w sprawie sukcesji Jakuba we Francji, aranżowanie małżeństw z księżniczkami krwi, próby intronizacji królewicza podejmowano w najgłębszej tajemnicy. Nieodpowiadanie na oskarżenia zawarte w pismach politycznych było główną zasadą stronnictwa królewskiego, które choćby jednym słowem nie odniosło się do zarzutów pod adresem Marysieńki utrzymującej kontakty z Francją czy do prób posadzenia Jakuba pod baldachimem w 1686 r. we Lwowie. Malkontenci również prowadzili podwójną grę, zawiązując potajemnie spiski i rozmawiając za granicą w sprawie przyszłego kandydata do tronu. Za te działania, prowadzone za życia panującego króla, groziłaby im surowa kara, gdyż opinia publiczna potraktowałaby je jako zdradę.  

Dlatego w sporze z przeciwnikami stronnictwa polityczne natychmiast ujawniały niewygodne dla wroga fakty. W ten sposób podważały zaufanie do niego, gdyż zatajanie było sprzeczne ze szlachecką zasadą otwartości działania. Źródła dowodzą, że oba stronnictwa doskonale orientowały się w posunięciach oponentów. Malkontenci znali każdy krok mający przybliżyć Jakuba do tronu – ujawniali na przykład liczbę wojska (12 tys.) i konkretne kwoty (8 mln w gotówce) obiecane Sobieskim przez Ludwika XIV na rzecz sukcesji syna. Dwór natomiast odkrył przed szlachtą spisek detronizacyjny, upowszechniając skrypt spiskowy i odcyfrowując tajną korespondencję z zagranicznymi kandydatami do tronu. Potężną bronią było również ujawnianie nieuczciwych oraz sprzecznych z prawem i praktyką metod działania obu stronnictw, takich jak przekupstwo, zastraszanie przeciwników, faworyzowanie zwolenników itp. Jednak odkrywanie niewygodnych informacji i tropienie posunięć, które mogły się spotkać z brakiem społecznej akceptacji, było domeną opozycji. Dwór raczej skrzętnie ukrywał fakty, rzadziej dezawuując metody działania malkontentów.

Z opisaną wyżej metodą łączy się zaprzeczanie faktom – właśnie tym niewygodnym, wyciąganym na światło dzienne przez politycznych adwersarzy. Zarówno regaliści, jak i malkontenci czynili to nader często. Pierwsi, na przykład, twardo nie przyznawali się do planów intronizacji Jakuba, drudzy zaś do spisku detronizacyjnego. Robili wszystko, aby nie dopuścić do ujawnienia prawdy – wywoływali afery sejmowe, prowadzili długotrwałe negocjacje, powoływali się na uznane autorytety (które wcześniej przekupili). Poza tym mówili zdecydowane nie, gdy padały oskarżenia dotyczące postępowania wbrew szlacheckim wartościom lub gdy zarzucano im kłamstwo, nieuczciwość czy oszustwo.

Pisma polityczne pokazują także, iż staropolscy propagandyści wyolbrzymiali lub bagatelizowali fakty, czyli je naciągali. Oba stronnictwa nagłaśniały swoje sukcesy i minimalizowały niepowodzenia, postępując odwrotnie w odniesieniu do przeciwnika. Widać to dobrze na przykładzie propagandy wojennej – po triumfie wiedeńskim w panegirykach pojawiały się astronomiczne liczby wojsk pokonanego wroga, które były równoważone przez dramatyczne opisy klęsk poniesionych przez króla w tej samej kampanii (np. pod Parkanami). Autorami pierwszych byli jego admiratorzy, drugich – przeciwnicy. Ponadto po każdym powrocie Jana III z wypraw mołdawskich malkontenci opisywali w paszkwilach olbrzymie straty materialne i liczne ofiary w ludziach, natomiast zwolennicy króla zwracali uwagę na korzyści odniesione z walk (np. zdobyte twierdze). Gdy Jan III z kolei chciał uzyskać podatki na wojnę, wykorzystywał obieg pism podczas kampanii sejmowej i wyolbrzymiał w nich siły wroga, aby przekonać szlachtę o konieczności przeznaczenia dużych sum na obronę kraju.

Opisane wyżej metody stosowano nie tylko w czasach Jana III Sobieskiego, lecz także na długo przed nim i długo po nim, gdyż propaganda to zjawisko uniwersalne, od zawsze związane z władzą. Choć w Rzeczypospolitej, w przeciwieństwie do Francji Ludwika XIV, nie miała ona zinstytucjonalizowanego charakteru, wywierała duży wpływ na szlachtę, ulegającą emocjom i zmistyfikowanym faktom.

Logo POIiŚ