Wobec Ligi Świętej – między prawdą a propagandą

Fragment artykułu Anny Czarnieckiej Ojczyzna czy Liga Święta? Koalicja antyturecka w propagandzie za czasów Jana III Sobieskiego (1684–1696) (z monografii naukowej wydanej przez Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, pt. Jarzmo Ligi Świętej? Jan III Sobieski i Rzeczpospolita w latach 1684–1696, red. Dariusz Milewski, Warszawa 2017, s. 86, 105–107).


Przerys medalu wybitego z okazji zawarcia Ligi Świętej, rycina z dzieła Józefa Łoskiego „Jan Sobieski, jego rodzina, towarzysze broni i współczesne zabytki”, Warszawa 1883; Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

W tym samym czasie, gdy w Europie pracowała machina propagandowa na rzecz Ligi Świętej, Jan III Sobieski musiał prowadzić odpowiednią agitację w kraju, chcąc przede wszystkim przekonać szlachtę do łożenia pieniędzy na wojnę. Nie było to zadanie łatwe, gdyż opozycja bacznie śledziła każdy ruch monarchy, podejrzewając go o dynastyczne zamiary. Jej dzia­łania wspierały państwa obce: Austria i Francja, rywalizujące o hegemonię w Europie. Dlatego wątek Ligi Świętej był stale obecny w życiu politycznym Rzeczypospolitej, konfliktując elity polityczne i szlachtę. […]

Treść propagandy dotyczącej Ligi Świętej była uzależniona od aktualnej orientacji politycznej dworu, który lawirował między Francją a cesarstwem. Gdy król prezentował opcję proaustriacką, prowadził propa­gandę wojennego sukcesu, przekonując szlachtę do uchwalenia podatków na wojnę. Gdy natomiast bliższa mu była opcja profrancuska, rozważał wycofanie się z Ligi Świętej i zawarcie odrębnego pokoju z Turcją. Oznaczało to dużą niestabilność państwa, wstrząsanego konfliktami między dworem a opozycją. W rezultacie wątek Ligi Świętej pojawiał się w każdej kampanii sejmowej jako argument, którym można było manipulować. Ponadto dyskusja na temat sojuszu toczyła się najczęściej w obiegu nieoficjalnym, gdyż obrady sejmowe przebiegały pod znakiem kolejnych afer, prowadzących do ich zerwania. Wpływało to na jej jakość, sprowadzając się do ataku na Jana III Sobieskiego, którego obarczano winą za wszystkie niepowodzenia w Lidze i oskarżano o prowadzenie polityki dynastycznej. Nie zastanawiano się wspólnie nad przyczynami porażek, nie wypracowano też jednolitej linii politycznej wobec państw sprzymierzonych, a zwłaszcza wobec cesarstwa (Wenecja właściwie nie występowała w pismach politycznych). Inna rzecz, że Jan III nie wprowadzał malkontentów w meandry polityki zagranicz­nej, spodziewając się ich ślepego oporu. Dowodziło to braku wzajemnego zaufania między politycznymi elitami, które nie toczyły otwartej debaty dotyczącej polityki zagranicznej państwa. Nawet jeśli czołowi politycy, tacy jak wojewoda poznański Krzysztof Grzymułtowski, biskup kijowski Andrzej Załuski czy wojewoda poznański Rafał Leszczyński, potrafili doko­nać analizy dotyczącej Ligi Świętej, wnioski z ich wystąpień były obciążone politycznym koniunkturalizmem.

Choć Rzeczpospolita trwała w „jarzmie Ligi Świętej”, stosunek do niej zmieniał się wraz z biegiem wydarzeń. Mimo początkowego entuzjazmu chrześcijańskiej Europy, Jan III Sobieski dość szybko zaczął podejmować próby wycofania się z sojuszu. Przeszkadzali mu w tym malkontenci, wpierani – także finansowo – przez cesarskich posłów. Jednak od lat 90. sytuacja zaczęła ulegać zmianie. Król, dokonując w 1690 r. nagłej reorientacji polityki na proaustriacką, zmusił niejako opozycję do krytyki cesarstwa. Podczas kolejnego sejmu 1692/1693 r. powracając do orientacji profrancuskiej, zręcz­nie przejął jej argumentację. Od tej pory Liga Święta nie była już tylko postrzegana w kategoriach emocjonalno-religijnych, odwołujących się do mitu Rzeczypospolitej jako przedmurza chrześcijaństwa, ale w racjo­nalnych – jako nieudany sojusz polityczny. Dopiero wówczas, dziesięć lat po zawarciu przymierza w Linzu, rozpoczęła się poważniejsza dyskusja polityczna, domagająca się jego rewizji.