Wokół XVII-wiecznych podróżnych gospód

Przerwę w podróży czyniąc, trzeba kazać się zawsze prowadzić do najlepszej oberży, by dobrze zostać ugoszczonym, tak w połowie XVII w. zalecał wszystkim wybierającym się w daleką podróż Giacomo Fantuzzi, doświadczony podróżnik sam przemierzający szlaki ówczesnej Europy. Zaraz po przybyciu do miasta będącego celem podróży zmęczony zwykle długą i nużącą drogą peregrynant starał się znaleźć godziwą gospodę – miejsce na właściwym poziomie, odpowiadające stanowi i potrzebom podróżnego, ale równocześnie zbyt nieobciążające kieszeni. Na bezdrożach i mniej uczęszczanych europejskich trasach podróżni nie mieli zwykle wyboru, zależni od jedynej funkcjonującej w okolicy gospody i dobrej woli właściciela. Małe przydrożne oberże nie cieszyły się zwykle uznaniem podróżników skarżących się na podłe warunki, niesmaczne posiłki, brak elementarnej higieny, kradzieże i próby oszustwa ze strony oberżystów. Nieco inaczej wyglądała sytuacja w dużych miastach, gdzie właściciele licznych gospód rywalizowali ze sobą, szczycąc się często wymyślnymi nazwami i przyciągając klientów oryginalnymi szyldami.

Postój jeźdźców na tle krajobrazu, naśladowca Philippe Wouvermanna, XVII w. Obraz z kolekcji Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie; fot. A. Indyk

Przybyli do największych europejskich miast podróżni z Rzeczypospolitej Obojga Narodów, szukając odpowiedniej gospody, kierowali się zwykle bezpośrednią rekomendacją i zaleceniami już doświadczonych znajomych lub krewnych. Wśród Polaków szukających odpowiedniej gospody na dłuższy pobyt w Paryżu szczególnie popularne było Faubourg Saint-Germain. Już w 1632 r. Jan Heidenstein zatrzymał się na przedmieściu Saint-Germain, gdzie zastał innych licznych przybyszów z Rzeczypospolitej, jak pisał w swoim diariuszu: Gospodę wynająłem (natrafiwszy na szlachetnego pana Jerzego Ulińskiego, mojego starego przyjaciela) u pana Gatsaulta na Fauburg St. Germain przy fosie, za bramą Nelle et Bussi z obrazem św. Barbe. Za miesiąc przyrzekłem 22 talary, to jest 66 florenów brabanckich. Za mojego pobytu byli tu następujący Polacy: panowie Andrzej i Rafał z Leszna, bracia, wojewodzice bełzcy, panowie Grudzińscy, wojewodzice kaliscy, pan Bidziński, pan Suchodolski, a przybył też najjaśniejszy pan Janusz Radziwiłł.

Przybywający w 1646 r. nad Sekwanę Marek i Jan Sobiescy zaraz po przyjeździe zatrzymali się na krótko w polecanej przez ówczesne przewodniki gospodzie Pod Żelaznym Krzyżem, zmieniając ją szybko na położoną w bardziej prestiżowej lokalizacji, bo nieopodal paryskiej Sorbony, gospodę Pod Krzyżem Złotym. W późniejszym czasie młodzi Sobiescy znaleźli jednak kolejną gospodę, jak zapisał ich opiekun Sebastian Gawarecki: Przeprowadzili się ichmościowie do inszej kamienice au Faubourg St. Germain à la rue de Se[i]ne à la flor de lis. Podobnie w 1654 r. po przybyciu do Paryża na przedmieściu Saint-Germain gospodę dla swoich podopiecznych, braci Grudzińskich, znalazł jezuita Bartłomiej Nataniel Wąsowski. Wojewodzic sieradzki Stanisław Wierzbowski w styczniu 1679 r. po przyjeździe do Paryża znalazł gospodę należytą na ulicy ś. Germana, pod obrazem ś. Franciszka, gdzie dołączył do mieszkających już w tym miejscu od pewnego czasu innych Polaków, kasztelaniców gnieźnieńskich Unrugów oraz panów Męcińskich, starosty i podkomorzego wieluńskiego. Nieco wcześniej, we wrześniu 1663 r., młodzi Radolińscy wkrótce po przyjeździe nad Sekwanę zatrzymali się nieopodal Sorbony, na ulicy Saint-Jacque au petit S. Charles. Opiekun księcia Aleksandra Zasławskiego-Ostrogskiego, Kazimierz Jan Woysznarowicz, po przybyciu nad Sekwanę 5 listopada 1667 r. zatrzymał się w popularnej gospodzie Pod Żelaznym Krzyżem na ulicy Saint-Denis, po kilku dniach znalazł odpowiednie dla podopiecznego lokum położone niedaleko Pont Neuf. Pół roku później gospoda została zamknięta z powodu bankructwa właściciela i opiekun musiał szukać nowego miejsca zamieszkania. Znalazł je szybko w l’hôtel Bezancon.

W latach 80. XVII w. zaraz po przyjeździe nad Sekwanę zatrzymali się na przedmieściu Saint-Germain bracia Aleksander Jan i Jan Stanisław Jabłonowscy. Również w czasie pobytu w kolegium jezuitów często bywali oni w tamtejszych gospodach, odwiedzając znajomych Polaków i zwiedzając wspólnie z nimi miasto. Kiedy synowie hetmana Jabłonowskiego we wrześniu 1686 r. opuścili kolegium jezuitów i przenieśli się na przedmieście Saint- Germain, zamieszkali w gospodzie przy ulicy du Colombier, niedaleko murów opactwa Saint-Germain. Przy tej samej ulicy mieszkał wówczas w Paryżu ówczesny starosta lwowski Adam Mikołaj Sieniawski. Wracający do kraju Polacy rekomendowali odwiedzane przez siebie gospody, toteż godne polecenia adresy musiały krążyć wśród osób zainteresowanych wyjazdem na zachód Europy. Kuzyn Jabłonowskich, późniejszy koniuszy wielki koronny Jerzy Stanisław Dzieduszycki, po przyjeździe do Paryża w lipcu 1691 r. zatrzymał się w poleconym mu zapewne przez krewnych l’hôtel Saint-Paul przy ulicy du Colombier, zastając tam już innych Polaków. Przebywanie w towarzystwie rodaków nie sprzyjało z pewnością pilności w nauce języków, nie zachęcało również do poznawania obcych obyczajów i kultury. Nic zatem dziwnego, iż Jakub Sobieski, planując pobyt synów w Paryżu, zalecał im wynajęcie gospody w dzielnicy uniwersyteckiej: A to dla tego, że tam spokojno na ustroniu, i nie masz tak wielu Polaków i cudzoziemców, jako gdzie indziej stoją, mianowicie na przedmieściu St. Germain, gdzie najwięcej Polaków i cudzoziemców jęło się stawać.