Zamach na Stanisława Augusta


Sytuacja Stanisława Augusta Poniatowskiego po elekcji nie była godna pozazdroszczenia. Otaczała go powszechna niechęć szlachty, która widziała w nim jedynie protegowanego carycy Katarzyny II. Na dodatek nowy król pragnął kontynuować reformy zapoczątkowane na sejmie konwokacyjnym w 1764 roku i przebudować Rzeczpospolitą w nowoczesne państwo. W 1768 roku w Barze na Podolu szlachta zawiązała konfederację dla obrony niepodległości, wiary katolickiej i przywilejów. Jej członkowie ogłosili nawet oficjalny akt detronizacji króla. W zamysłach konfederatów usunięcie Stanisława Augusta miało umożliwić uznanie ich przywódców w Europie. Nie chcieli zabijać, lecz jedynie uprowadzić króla i zmusić go do abdykacji. Plan porwania przedstawił Stanisław Strawiński, a zgodę wyraził Michał Pac, uznawany za jednego z czołowych przywódców ruchu. Akcję przeprowadzono wieczorem 3 listopada 1771 roku, kiedy król wracał do Zamku z pałacu kanclerza litewskiego Michała Czartoryskiego. Spiskowcom udało się schwytać króla. Jednak po drodze Stanisław August zdołał przekonać jednego z porywaczy, niejakiego Kuźmę, o bezcelowości podjętych działań. Kuźma zdradził swych kolegów i przeszedł na stronę króla, który szybko został odbity. Spiskowców aresztowano. Zamach, który miał uratować konfederację barską, przyniósł efekty odwrotne do oczekiwanych. Austria, udzielająca dotychczas schronienia konfederatom, odmówiła im prawa pobytu. Francja, wspierająca ich finansowo, zawiesiła swą pomoc. Natomiast dla sąsiadów Polski zamach był kolejnym argumentem potwierdzającym zasadność dokonania rozbioru, trawionej przez anarchię, Rzeczypospolitej. 
  

Dziewiętnastowieczna litografia przedstawiająca Poczet Królów Polskich, ze zbiorów Muzeum Pałacu w Wilanowie.